Mińsk chciałby dzięki temu utrzymać niższe ceny rosyjskiej ropy. Jednak dla gospodarek państw bałtyckich byłby to bolesny cios.

– Zamiast do portów na Litwie, Łotwie i w Estonii Białoruś skieruje duże ilości ładunków do obwodu leningradzkiego w Rosji – oświadczył prezydent Aleksander Łukaszenka po spotkaniu z gubernatorem tego obwodu, Aleksandrem Drozdenką. – Ten temat omówiliśmy już na ostatnim spotkaniu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Teraz musimy jak najszybciej załatwić tę sprawę z kolejami na Białorusi i w Rosji – dodał Łukaszenka. Drozdenko zapewnił, że Rosja zaproponuje Białorusinom identyczne stawki za transport jak Litwa i Łotwa.

Przerzucenie transportu białoruskich towarów do rosyjskich portów okazałoby się prawdziwym ciosem dla Litwy i Łotwy. Towary z Białorusi stanowią blisko 40 proc. wszystkich ładunków transportowanych przez łotewskie porty w Windawie czy Rydze. Jak wylicza białoruskie Centrum Naukowo-Badawcze im. Misesa, korzyści Łotwy z transportu białoruskiej produkcji sięgają 5–7 proc. jej rocznego PKB. Straci też kolej. Według danych łotewskich kolei Latvijas dzelzcelsz w 2011 r. przewiozła 59,4 mln ton ładunków, z czego ponad 20 proc. to towary z Białorusi. Zagrożony jest też port w litewskiej Kłajpedzie, który obsługuje ponad 60 proc. białoruskiego eksportu – produktów naftowych i chemicznych oraz półfabrykatów. Jak szacuje białoruski ambasador na Litwie Uładzimir Drażyn, straty Litwy wyniosłyby w tej sytuacji 3 mld dol.

Wygranym byłaby Rosja. Moskwa robi co może, by zwyciężyć w konkurencji z bałtyckimi portami. Jej głównym atutem jest intensywnie rozbudowywana Ust-Ługa. Dzięki rządowemu wsparciu za trzy lata przepustowość portu ma osiągnąć 120 mln ton ładunków rocznie. Dla porównania moce transportowe estońskiego Tallina wynoszą nieco ponad 36 mln ton rocznie.

Przenosząc eksport do rosyjskich portów, Łukaszenka próbuje zażegnać konflikt z Rosją o przemyt rozpuszczalników. Według Moskwy Białoruś przez ponad rok eksportowała na Zachód produkty naftowe z rosyjskiej ropy jako rozpuszczalniki, gdyż te są zwolnione od cła do rosyjskiego budżetu. Teraz Rosja żąda od Mińska 1,5 mld dol. niezapłaconego cła. Oddanie tych pieniędzy może okazać się jednak poważnym ciosem dla białoruskiej gospodarki. Ta kwota stanowi bowiem 18 proc. wszystkich rezerw walutowych kraju. Od dalszego przebiegu konfliktu zależą też warunki przyszłorocznych dostaw rosyjskiej ropy. Moskwa w tym kwartale znacząco zmniejszyła eksport surowca na Białoruś. Mińskowi zależy jednak na zachowaniu dotychczasowych preferencji, bo eksport produktów z rosyjskiej ropy stanowi główne źródło waluty dla reżimu.