Wykonawca polskiej elektrowni jądrowej wybrany zostanie bez przetargu. To dobrze?

Nie jest to dla mnie zaskoczenie. Ryzyko, że otrzymalibyśmy rozwiązanie nie najlepsze i nie najbezpieczniejsze, tylko najtańsze, byłoby zbyt duże.

Dlaczego?

Kupowanie reaktora to nie zakup telewizora. Bardziej przypomina wybieranie samochodu. Producenci oferują wiele wariantów wyposażenia tego samego modelu, zwłaszcza pod względem bezpieczeństwa. Musimy podejmować decyzję, ile chcemy poduszek, czy dopłacimy za dodatkowe systemy kontroli toru jazdy itp. Przy wybieraniu reaktora trzeba dopasować go do kupującego i otoczenia, w którym będzie pracować. W Polsce nie musimy się obawiać tsunami albo wielkiego trzęsienia ziemi. Warto jednak zabezpieczyć się przed utratą zasilania systemów bezpieczeństwa na wypadek oblodzenia linii. Zagadnień wymagających uściślenia jest więcej, a producenci oferują różne rozwiązania tych samych kwestii. Nie da się tego skutecznie przeprowadzić pod rygorem ustawy o zamówieniach publicznych.

To największy przetarg w historii Polski. Nie obawia się pan zakulisowych rozgrywek?

Cały proces powinien być jeszcze bardziej transparentny, niż przewiduje prawo zamówień publicznych. Można tu wzorować się na dobrych przykładach z innych krajów, z których wynika, że przy wyborze wykonawcy elektrowni jądrowej nie wystarczy zwykła specyfikacja warunków zamówienia i proste negocjacje. W Wielkiej Brytanii nie zadowolono się poczwórną wielokrotnością systemu sterowania, żądając dodatkowo rozdzielenia systemu sterowania od systemu awaryjnego wyłączania reaktora. W normalnej procedurze mogłoby to uruchomić lawinę protestów, które tylko niepotrzebnie opóźniłyby proces.

Jak go usprawnić?

Procedury stosowane w różnych krajach są różne, ale zwykle oprócz inwestora i dostawców w proces włącza się dozór jądrowy i wpierające go merytorycznie organizacje eksperckie. NCBJ już od 2,5 roku przygotowuje się do takiej roli przy wsparciu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Nasi specjaliści poznają rozwiązania oferowane na rynku i ćwiczą się w używaniu odpowiedniego oprogramowania do analiz bezpieczeństwa.

Będziemy mieć bezpieczną elektrownię jądrową?

Ponad 400 reaktorów pracujących na świecie dowodzi, że dzisiejsza technologia umożliwia bezpieczne wykorzystanie energii jądrowej. To od inwestora, dozoru i naszych ekspertów zależy, czy wybierzemy odpowiednie rozwiązania.