Polska blue-chipem rynków wschodzących

Inwestycyjny rajd, który zepchnął rentowności polskich obligacji do rekordowo niskich poziomów, trwa w najlepsze i nic nie wskazuje na to, by szybko się zakończył. Wśród fanów Polski są już największe globalne fundusze inwestycyjne - pisze Bloomberg.

Andrew Bosomworth, dyrektor zarządzający w największym na świecie funduszu obligacji Pacific Investment Management Co. (PIMCO), nazywa Polskę „blue-chipem rynków wschodzących”. Z kolei Beata Harasim, analityk globalnego giganta BlackRock, twierdzi, że polskie obligacje “prezentują się atrakcyjnie w obecnych warunkach”.

Inwestorzy zagraniczni, zachęceni wysokością stóp procentowych i tempem obniżania deficytu budżetowego, chętnie kupują polskie papiery skarbowe. 30 września w ich rękach było rekordowe 35 proc. polskich obligacji złotowych – wynika z danych Ministerstwa Finansów. Rentowność złotowych 10-latek obniżyła się w tym roku o 169 pkt bazowych i sięgała 4,2 proc. 9 listopada. To największy rajd na polskich obligacjach od dekady.

Rentowność polskich obligacji denominowanych w euro z terminem wykupu przypadającym na 2020 rok spadła w tym roku o 293 pkt bazowych. 9. listopada wynosiła 2,32 proc. Różnica w oprocentowaniu polskich i niemieckich obligacji skurczyła się tym samym do 130 pkt bazowych. Jeszcze 31 grudnia zeszłego roku różnica ta wynosiła 372 pkt.

„Polskie obligacje mają przed sobą jeszcze dużą przestrzeń do generowania wysokich zwrotów” – mówi Andrew Bosomworth z PIMCO. „Będzie to trwać tak długo, jak długo Polska będzie kontynuować obecną politykę gospodarczą. Wtedy nawet obligacje denominowane w lokalnej walucie mogą przynieść przyzwoite zyski” – dodaje. 

>>> Czytaj też: Strefa euro ogranicza nasz wzrost

Zdolność do łączenia wzrostu z dyscypliną fiskalną

Kokusai Global Sovereign Open, największy w Azji fundusz obligacji, w zeszłym miesiącu po raz pierwszy zdecydował się na zakup polskich obligacji. Skusił go relatywnie niski poziom długu Polski w stosunku do zadłużenia strefy euro. Jak wynika z danych Eurostatu, w 2011 roku nasz dług publiczny stanowił 56,4 proc. PKB. W całej strefie euro średni stosunek długu do PKB sięgał 87,3 proc.

W raporcie z 7. listopada Komisja Europejska (KE) ocenia, że rządowi Tuska uda się w przyszłym roku zredukować deficyt budżetowy do 3,1 proc. PKB. Wszystko dzięki podniesieniu wieku emerytalnego, zamrożeniu płac w sektorze publicznym i cięciu wydatków. Jeszcze w 2010 r. deficyt stanowił 7,9 proc. polskiego PKB.

KE prognozuje, że z powodu kurczenia się gospodarki strefy euro będącej największym partnerem handlowym polski, tempo wzrostu polskiego PKB zwolni do 1,8 proc. w 2013 roku z 2,4 proc. w 2012 r.

“Zdolność Polski do równoważenia wzrostu i dyscypliny fiskalnej to bardzo silny argument działający na korzyść lokalnego rynku obligacji” – twierdzi Beata Harasim z BlackRock.

Chcąc wesprzeć wzrost gospodarczy, władze monetarne zdecydowały się w zeszłym tygodniu na pierwszą od 2009 roku obniżkę stóp procentowych. To początek cyklu luzowania polityki monetarnej. Gospodarkę ma też pobudzić program inwestycji, na które do 2020 roku rząd chce wydać 300 mld zł.

Złoty pod presją

Zwalniająca gospodarka i perspektywa kolejnych obniżek stóp procentowych pociągnęła jednak w dół złotego. Polska waluta osłabiła się w zeszłym miesiącu o 2,1 proc. To drugi największy spadek z 31 głównych walut monitorowanych przez Bloomberga, zaraz po indyjskiej rupii. Słabszy złoty ogranicza zyski zagranicznych nabywców polskich obligacji, którzy nie zabezpieczyli się przed wahaniami kursów walutowych.

Obligacje złotowe niosą za sobą większe ryzyko niż polskie papiery denominowane w zagranicznej walucie. „Złoty może znaleźć się pod presją w momencie, gdy inwestorzy będą uciekać od ryzykownych aktywów” – powiedział Bosomworth.

„Polska waluta znajduje się teraz bardzo blisko realnej wyceny rynkowej” – twierdzi Harasin. Jej zdaniem, w krótkim terminie będzie znajdować się pod wpływem gorszych perspektyw wzrostu gospodarczego, które dotyczą nie tylko Polski, ale też Europy.

Polskie obligacje przyciągają inwestorów ponieważ dane makroekonomiczne wciąż stanowią silne wsparcie, a ryzyko recesji jest bardzo niskie – twierdzi Harasin.

„Żyjemy teraz w czasach, w których na rynku panuje z jednej strony odwrót od ryzyka, z drugiej - skłonność do niego. Jeśli Europa ruszy do przodu, a myślę, że tak się stanie, zrobimy dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Zaczniemy się rozpędzać, a to będzie korzystne dla wschodzących rynków” – mówi Andrew Bosomworth z PIMCO.