W ubiegłym roku gospodarstwa domowe, małe przedsiębiorstwa, biura i instytucje oraz firmy handlowe wytworzyły 12,1 mln ton odpadów komunalnych – o 90 tys. ton więcej niż w roku wcześniej. W tym czasie zebrano tylko 9,8 mln ton tych śmieci. O 220 tys. mniej niż dwa lata temu i aż 2,4 mln ton mniej niż przed 11 laty – wynika z najnowszych danych GUS.

Jak to wytłumaczyć? Niestety, prosto. – Część wywożona jest do lasu lub trafia np. do przydrożnych rowów, rzek i jezior – twierdzi dr Tadeusz Pająk z AGH w Krakowie. Śmieci podrzucane są też w pobliże zakładów gospodarki odpadami, wysypuje się je na nieużytkach i bocznych drogach.

Dzikie wysypiska i nielegalne spalanie

Zjawisko to potwierdzają dane GUS. Według nich w Polsce jest nadal bardzo dużo dzikich wysypisk śmieci, choć ich liczba spada. W ubiegłym roku było ich aż 2539 – o 35 proc. mniej niż w roku poprzednim. Znamienne, że około 75 proc. istniejących w ubiegłym roku dzikich wysypisk było na obszarach wiejskich, a reszta w miastach.

– Odpadów zbiera się coraz mniej również dlatego, że w części gospodarstw domowych spala się je nielegalnie w domowych kotłowniach – dodaje dr Pająk. – W ten sposób pewna grupa gospodarstw domowych ogranicza wydatki związane z opłatami za wywóz odpadów.

Równocześnie są całe gminy, które nie mają zorganizowanej zbiórki odpadów, co sprzyja powstawaniu dzikich wysypisk.

Gminy muszą inwestować, mieszkańcy – płacić

Ma się to zmienić od połowy przyszłego roku. Do tego czasu gminy muszą wdrożyć powszechny system wywozu odpadów komunalnych. To oznacza, że opłaty z tego tytułu będzie ponosić każde gospodarstwo domowe. – Bo wszyscy będą musieli podpisać umowy na wywóz śmieci w takiej ilości, w jakiej prawdopodobnie je wytwarzają – twierdzi Daria Kulczycka, ekspertka PKPP Lewiatan. Wtedy nie będzie już powodów, aby wywozić nielegalnie śmieci np. do lasu, bo i tak nie da się uniknąć opłat za wytwarzane odpady. Jednocześnie gminy będą musiały wymyślić sposób na unieszkodliwianie odpadów. – Muszą inwestować w sortownie śmieci, ich spalarnie i zakłady recyklingu. Bo rosnącą ilość śmieci będzie trzeba w coraz większym stopniu przerabiać, a nie tylko składować na wysypiskach – podkreśla Kulczycka.

– Nastąpi radykalna zmiana w gospodarce odpadami. Szacujemy, że będzie się ich zbierać o około 20 proc. więcej niż dotychczas. W skali kraju to 2–3 mln ton – zwraca uwagę Henryk Kultys, prezes MPO Kraków. I zastrzega, że jeśli ceny będą rosły, to nie z powodu pazerności firm zajmujących się wywozem odpadów, ale dlatego, że wzrosną ich koszty. – Bo trzeba będzie nie tylko przewieźć więcej odpadów, lecz także zwiększy się pracochłonność przy ich zbiórce, bo śmieci będą segregowane – twierdzi Kultys. Będzie więc czyściej, ale i drożej.

Jakie są kary za nielegalne śmieci

Zgodnie z Ustawą o odpadach z 2001 r. za pozbycie się odpadów wbrew przepisom dotyczącym gospodarowania nimi grozi kara 10 tys. zł. W przypadku zarządcy, który przyjmie śmieci na zamknięte już wysypisko odpadów, kara wynosi 20 tys. zł. Oba przypadki dotyczą jednak sytuacji, w której śmieci są składowane w miejscu zorganizowanym, czyli nie w lesie, ale na składowiskach będących obiektami budowlanymi. Jeśli zaś chodzi o wyrzucenie śmieci w miejscu niezorganizowanym, czyli np. w lesie, sprawcy grozi kara grzywny w wysokości od 20 zł do 5 tys. zł. Gdy czyn ten zagraża życiu, zdrowiu ludzi lub prowadzi do znacznego zanieczyszczenia środowiska, Kodeks karny przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. mwp