Najpierw australijski sąd wydał precedensowy wyrok przeciw Standard & Poor’s. Teraz włoscy prokuratorzy wystąpili z formalnymi oskarżeniami wobec pięciu analityków i dyrektorów S&P oraz dwóch z Fitcha. Ich zdaniem drastycznie obniżyli oni wyceny bonów skarbowych Włoch w ubiegłym roku, co postawiło państwo na skraju bankructwa. Samemu prezesowi S&P w latach 2007–2011 Devenowi Sharmie i obecnemu dyrektorowi generalnemu Fitcha Davidowi Rileyowi postawiono zarzuty.

– Oskarżeni celowo przedstawili stronnicze dane finansowe. Doprowadziło to do destabilizacji wizerunku Włoch, spadku prestiżu kraju i zaufania do niego inwestorów finansowych, a także obniżenia wartości włoskich bonów skarbowych oraz osłabienia euro – napisała w uzasadnieniu włoska prokuratura.

W razie udowodnienia tych zarzutów obie agencje mogą zostać skazane na zapłatę wysokich odszkodowań włoskiemu skarbowi państwa. Zgodnie z prawem Republiki rozpoczęcie postępowania nie będzie jednak możliwe, o ile zasadności zarzutów nie potwierdzi sąd.

>>> Zobacz też: Agencje ratingowe: historia pewnego krachu

Jeszcze poważniejsza w skutkach jest jednak decyzja z ubiegłego tygodnia podjęta przez sąd w Australii przeciwko Standard & Poor’s.

Sprawa dotyczy znacznie starszych wycen: derywatów (instrumentów pochodnych), które emitował holenderski bank ABN AMRO . Papiery otrzymały najwyższy (AAA) rating w momencie ich emisji w 2006 roku, a 12 australijskich gmin zainwestowało w nie 16,6 mld dol. Jednak dwa lata później, gdy wybuchł kryzys finansowy, papiery straciły aż 90 proc. wartości i wepchnęły australijskie samorządy w ogromne kłopoty finansowe. Teraz domagają się one od agencji rekompensat równych poniesionym stratom.

S&P odwołał się do sądu wyższej instancji. Nie wiadomo więc, czy ostatecznie kary zostaną zasądzone. Jednak wyrok i tak już jest precedensowy. Do tej pory agencje ratingowe skutecznie broniły się przed zarzutami, opierając się na przepisach amerykańskiej konstytucji gwarantujących wolność wypowiedzi. Dowodziły, że ich analizy to tylko opinie, a ci inwestorzy, którzy tylko na tym opierają swoje transakcje, są „nierozsądni”. Teraz taka linia obrony może paść. Sam S&P procesuje się obecnie w 40 sprawach dotyczących nadmiernie optymistycznej wyceny produktów finansowych w różnych krajach świata. Zdaniem Bloomberga od 2008 roku wartość spisanych na straty papierów wycenionych wcześniej pozytywnie przez agencje ratingowe osiągnęła 2 bln dol. 

>>> Czytaj też: Unia kontra agencje ratingowe, czyli kto może oceniać gospodarkę

– Wyrok w Australii może całkowicie przebudować system wyceny ryzyka kredytowego, tak aby to inwestorzy płacili za analizę, a nie emitenci – uważa Amanda Banton z amerykańskiej kancelarii prawniczej Piper Alderman.

W III kwartale tego roku S&P wypracował rekordowe zyski netto 502 mln dol., podczas gdy wielu jej klientów ma ogromne straty. Jednak wiadomość o wyroku w Australii spowodowała spadek cen akcji spółki aż o 7 proc., bo wielu inwestorów się obawia, że agencja będzie teraz musiała odpisać duże rezerwy na poczet potencjalnych odszkodowań.