Organizacja robót publicznych, szkoleń zawodowych czy staży dla absolwentów to za mało, żeby wygrać z bezrobociem. Dlatego część samorządów zakłada nowe strefy ekonomiczne, inwestuje w infrastrukturę i ekspresowo kończy plany zagospodarowania przestrzennego, żeby przyciągnąć inwestorów. Inne tworzą sztaby szybkiego reagowania, które mają zapobiec zwiększeniu się rzeszy bezrobotnych. Samorządy same zabrały się do walki o nowe miejsca pracy.

Pierwszy sztab szybkiego reagowania powstał w powiecie bieruńsko-lędzińskim na Śląsku. Powołano tam zespół, który zajął się monitorowaniem sytuacji w regionie. W jego skład weszli urzędnicy i lokalni przedsiębiorcy, przedstawiciele oświaty i naukowcy z Instytutu Nauk Ekonomicznych i Społecznych w Katowicach. Pracują nad strategią zdobycia dodatkowych euro z UE na walkę z bezrobociem. Co kilka tygodni prowadzone są burze mózgów: przedsiębiorcy mówią, jakich pracowników szukają albo będą szukać w najbliższym czasie. Inni sygnalizują zmniejszenie lub przestawienie produkcji. To jest sygnałem, że urzędnicy PUP powinni aktywniej zabiegać o nowe oferty pracy, a szkoły modyfikować profile nauczania. Już wiadomo np., że w Zespole Szkół w Będzinie ruszy w przyszłym roku klasa kształcąca fachowców dla firmy Wentech, która robi urządzenia klimatyzacyjne dla pobliskich kopalń.

Władze powiatu pracują też nad stworzeniem specjalnej strefy ekonomicznej dla małych fabryk i warsztatów. Będą tam potrzebne infrastruktura i różnego rodzaju zachęty finansowe. – Starostwo chce skłonić właścicieli mikrofirm działających w niemal co drugim prywatnym domu do wyprowadzki z osiedli mieszkaniowych – wyjaśnia Anna Słomowicz z Instytutu Nauk Ekonomicznych i Społecznych w Katowicach, koordynator programu „Razem, czyli lepiej” (jego głównym zadaniem jest przyciągnięcie nowych inwestycji do regionu). Program oficjalnie ruszył w tym roku, ale władze powiatu współpracują z lokalnymi przedsiębiorstwami od lat. To m.in. dzięki temu bezrobocie w regionie nie przekracza 5,8 proc. Dla porównania w Warszawie wynosi 4,1 proc., a w Krakowie 5,4 proc.

Dodatkowy oręż w walce z osłabieniem gospodarczym i bezrobociem wyciągnęły również władze Bochni. Stefan Kolawiński, burmistrz miasta, prawie przez dwa lata walczył o utworzenie Bocheńskiej Strefy Aktywności Gospodarczej. Zabiegał o pozwolenia, składał wnioski o dotacje, inwestował w infrastrukturę. W tym roku mu się udało: dostał 25 mln zł dofinansowania ze środków unijnych i podpisał umowy na sprzedaż pierwszych działek w nowo otwartej specjalnej miejskiej strefie ekonomicznej. Dzięki temu w przyszłym roku powstaną tu dwie fabryki, w których pracę znajdzie ok. 150 osób. Pierwszą wybuduje firma Werner Kenkel, producent opakowań z tektury. Drugą – spółka Gór-Stal z Gorlic specjalizująca się w wytwarzaniu płyt do budowy supermarketów. – Dla liczącego 30 tys. mieszkańców miasta nowe inwestycje są znaczącą poprawą sytuacji na rynku pracy – mówi Anna Kocot-Maciaszek z urzędu miejskiego w Bochni.

Dodatkowo wójt wiejskiej gminy Bochnia Jerzy Lysy wpadł na pomysł ulgi od podatku od nieruchomości dla każdego przedsiębiorcy tworzącego nowe miejsca pracy. Od każdego zatrudnionego ma być 5 proc. bonifikaty, co oznacza, że firmy, które przyjmą 10 osób, zapłacą o połowę niższy podatek. Wójt ma na razie jednak tylko dobry pomysł. Gdy przychodzi do praktyki, jest gorzej. Lysy nie był w stanie ustalić, jaki jest konkretnie poziom bezrobocia w jego gminie.

Z kolei Starostwo Powiatowe w Wodzisławiu Śląskim w ramach finansowanego ze środków unijnych projektu „Impuls do zmian” chce wciągnąć lokalny biznes i organizacje pozarządowe do walki z bezrobociem.

Cięcie socjalu, współpraca z biznesem i edukacja – tak samorządy za granicą walczą z bezrobociem

Najniższym poziomem bezrobocia w Europie mogą się pochwalić władze lokalne w RFN. Badenii-Wirtembergii, Bawarii czy Fryburgowi bardziej doskwiera brak rąk do pracy. Stan ten landy zawdzięczają drastycznej reformie z 2005 r. Dziś wzorują się na niej amerykańskie stany. Wiele z nich zdecydowało się przeciwdziałać bezrobociu, tnąc zasiłki dla bezrobotnych. Na taki krok zdecydowała się np. borykająca się z największym bezrobociem w skali kraju Nevada (11,8 proc.). Każdy odbiorca zasiłku ma obowiązek złożenia raportu opisującego dokonania w szukaniu pracy. Musi ono zawierać nie mniej niż dwa przypadki tygodniowo. Illionis i Arkansas zredukowały liczbę tygodni, w trakcie których bezrobotny uprawniony jest do świadczeń. Stany starają się współpracować z biznesem. 23 ma specjalne programy skierowane na wsparcie inicjatywy work share. Polega to np. na zmniejszeniu wymiaru czasu pracy wraz ze zmniejszeniem wynagrodzenia.

Wiele uwagi swoim bezrobotnym poświęcają też brytyjskie hrabstwa. W Hampshire na południu Wielkiej Brytanii poziom bezrobocia jest o niemal 3 pkt proc. mniejszy niż średnio w kraju. Oczkiem w głowie lokalnych władz jest program wspierający młodzież – Internship Plus. W jego ramach władze hrabstwa zapewniają bezrobotnemu 12- lub 18-miesięczny kontrakt (minimum 30 godzin pracy tygodniowo i płaca powyżej minimum krajowego). Korzystającym z programu osobom zapewnia się też pokrycie kosztów dojazdu i innych wydatków związanych z podjęciem pracy.

W porozumieniu z Uniwersytetem Winchester władze pomagają też młodym ludziom ukończyć specjalne kursy przygotowujące do zawodu.

Hiszpańska Katalonia poszła z kolei w dotacje dla biznesu. Bezrobocie tu jest nieco niższe niż średnia w kraju i wynosi trochę ponad 22 proc. W ubiegłym roku lokalne władze uruchomiły warty 60 mln euro program. W ramach nowej strategii małe firmy będą dostawały wsparcie finansowe w zamian za zatrudnienie osoby, która od roku nie ma pracy. W pakiecie są też kredyty z zerowym oprocentowaniem do 18 tys. euro dla tych, którzy zdecydują się na studia w celu podwyższenia kwalifikacji.