Prestiżowa porażka Unii Europejskiej w walce ze zmianami klimatycznymi. Komisja Europejska zdecydowała się zawiesić na rok pobieranie opłat od linii lotniczych spoza Wspólnoty za emitowany przez ich samoloty dwutlenek węgla i zamierza przez ten czas wynegocjować globalne porozumienie w tej sprawie.

– Jeśli to rozwiązanie nie zadziała – a mam nadzieję, że zadziała – jest oczywiste, że wrócimy do sytuacji, w której jesteśmy dziś, czyli do Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS). Automatycznie – powiedziała unijna komisarz ds. zmian klimatycznych Connie Hedegaard. Decyzję o wstrzymaniu obowiązywania systemu musi zaaprobować Parlament Europejski.

ETS, który w odniesieniu do linii lotniczych zaczął obowiązywać od początku tego roku, nakłada na wszystkie samoloty startujące z terytorium UE lub lądujące na nim obowiązek płacenia za emisję gazów cieplarnianych. Komisja argumentowała, że zmniejszenie emisji przyczyni się do zatrzymania zmian klimatycznych. Wyjątek uczyniono tylko dla linii krajów, w których podobny podatek jest już pobierany.

Poza Unią system wzbudził jednak ogromne kontrowersje. Przeciw opłatom zaprotestowały linie lotnicze, które argumentowały, że do końca tej dekady stracą z ich powodu 17,5 mld euro. Z punktu widzenia pasażerów oznaczało to wzrost cen biletów – w zależności od długości trasy – od kilku do kilkunastu euro. Jednak nawet taka stosunkowo niewielka podwyżka oznacza spadek liczby pasażerów, a tym samym pogłębienie problemów finansowych przewoźników, którzy wciąż odczuwają skutki kryzysu. Część pozaeuropejskich krajów argumentowała też, że Bruksela nie ma jurysdykcji, by regulować loty odbywające się poza przestrzenią powietrzną Unii, zaś inni – że zamiast jednolitego systemu opłat będzie się w ten sposób tworzyć system nieskoordynowanych mechanizmów.

Najgłośniej protestowały linie najważniejszych partnerów handlowych Wspólnoty – USA, Chin, Rosji i Indii, które przy poparciu swoich rządów zagroziły bojkotowaniem ETS. Teoretycznie przewiduje on, że ostateczną sankcją dla linii niepodporządkowującej się przepisom będzie całkowity zakaz lądowania na unijnych lotniskach. Komisja nie zdecydowała się jednak nawet na mniejsze kary, obawiając się odwetu – sankcjami gospodarczymi zagroziły np. Chiny. Nie rozwiązano także problemu potencjalnego obchodzenia systemu – ponieważ opłaty miały być pobierane m.in. w zależności od długości trasy i aby zmniejszyć należne kwoty, wystarczy zrobić międzylądowanie na lotnisku znajdującym się możliwie najbliżej granic Unii. Efektem takiego manewru byłaby znacznie większa emisja dwutlenku węgla niż w przypadku lotu bezpośredniego.

Zawieszenie ETS oznacza, że sprawa wypracowania globalnego systemu opłat za emisję wróci do działającej pod auspicjami ONZ Międzynarodowej Agencji Lotnictwa Cywilnego (ICAO). – Nasz system został przyjęty po tym, jak wiele lat bezskutecznie czekaliśmy na postęp w ramach ICAO. Teraz wygląda, że z powodu niechęci niektórych krajów do niego będą one musiały wrócić do rozmów w ICAO – dodała komisarz Hedegaard. Przekonuje ona jednak, że coraz więcej krajów przychylnie odnosi się do stworzenia globalnego systemu. Pozostaje jeszcze kwestia, czy uda się go wynegocjować w ciągu najbliższych 12 miesięcy, skoro poprzednie rozmowy w ramach ICAO trwały ponad 10 lat i nie przyniosły efektów.