Prezydent Barack Obama po raz drugi wygrał wybory prezydenckie w USA. Jego zwycięstwo w Kolegium Elektorów było zasadnicze, ale to głosy zwyczajnych wyborców determinują, w jaki sposób rządzi i będzie rządził. Odpowiedź na pytanie, jak ukształtują się działania prezydenta USA, nie jest zdeterminowana przez jego polityki, ale przez sytuację strategiczną. A ta w mojej ocenie kształtuje się obecnie w taki sposób, że da Stanom Zjednoczonym tak bardzo potrzebną przestrzeń, aby mogły złapać oddech.

Struktura systemu międzynarodowego

Obecnie system międzynarodowy opiera się o trzy filary: USA, Europę oraz Chiny. Europa, gdyby była zjednoczona, mogłaby równać się z USA pod względem gospodarki, populacji oraz potencjału militarnego. Chiny stanowią około jednej trzeciej wielkości pozostałych dwóch filarów pod względem ekonomicznym, ale ze względu na rolę motoru gospodarczego świata, są znacznie ważniejsze niż mógłby o tym świadczyć rozmiar gospodarki Państwa Środka.

Zasadniczymi problemami, z którym musi się zmierzyć świat, są fundamentalne kłopoty dwóch z trzech filarów systemu międzynarodowego – Europy i Chin. USA pozostają silne tylko poprzez zestawienie z nimi.

Europa jest pogrążona w recesji, zaś w obliczu kryzysu zadłużenia i kryzysu bankowego, próbuje połączyć rozbieżne interesy narodowe w interesy europejskie. 

Chiny, których gospodarka zależy od eksportu, mierzą się ze spadającą konkurencyjnością chińskich produktów na rynkach międzynarodowych ze względu na rosnące koszty siły roboczej oraz ziemi. W efekcie spadku konkurencyjności w łonie rządzącej partii komunistycznej pojawiają się coraz większa napięcia odnośnie do kierunku, w którym powinno podążać państwo.

USA dysponują umiarkowanym wzrostem gospodarczym oraz dobrą retoryką, w myśl której kraj nie musi zmagać się z fundamentalnymi problemami politycznymi. Tam, gdzie przetrwanie Unii Europejskiej wcale nie jest pewne, zaś zdolność do wykorzystania wzrostu gospodarczego przez Chiny jest poddana w wątpliwość, USA nie muszą mierzyć się z problemami tego pokroju co UE czy Chiny.

Co prawda tzw. fiskalny klif jest pewnym problemem dla Waszyngtonu, ale w myśl amerykańskiej kultury politycznej, wszystkie kryzysy miały zakończyć się apokalipsą. Jest znacznie łatwiej wyobrazić sobie rozwiązanie problemów politycznych USA niż rozwiązanie problemów Europy czy Chin.

Ośrodek Stratfor już wiele razy pisał o tym, dlaczego europejskie i chińskie kryzysy są nierozwiązywalne i nie mam zamiaru w tym miejscu się powtarzać. Nie chcę przez to powiedzieć, że Europa lub Chiny znikną w czarnej dziurze, ale że każde z nich zmieni w sposób zasadniczy swoje zachowanie.

Europa nie stanie się jednością, ale wróci do indywidualnego rozgrywania interesów przez poszczególne narody, w ramach wciąż bogatego kontynentu. Chiny natomiast wciąż będą główną siłą ekonomiczną, ale ich status motoru gospodarczego świata przestanie odpowiadać rzeczywistości, a to w konsekwencji doprowadzi do kryzysów instytucjonalnych. Powtórzmy, potęgi te nie znikną z mapy świata, ale radykalnie zmienią swoje zachowania i oczekiwania.

Odkąd kategoria globalnej potęgi jest względna, USA nie będą miały istotnych konkurentów w wyścigu o światową dominację – nie dlatego, że działania USA są szczególnie udane i skuteczne, ale dlatego, że inni są jeszcze mniej skuteczni.

Waszyngton musi teraz podjąć decyzję: czy jako wiodąca globalna siła, USA powinny dążyć do zachowania politycznego porządku, który istniał przez ostatnie 20 lat, czy pozwolić mu przeminąć? Być może lepiej byłoby zadać pytanie, czy USA mają siłę, aby zachować zjednoczoną Europę i oparte o wysoki wzrost Chiny, i jeśli tak, to czy aktualny porządek świata jest wart z amerykańskiego punktu widzenia tego, aby go zachować.

USA nie zrobiły nic w celu stabilizacji Europy i Chin. Nawet przy uwzględnieniu amerykańskich zasobów, nie jest do końca jasne, czy Waszyngton mógłby cokolwiek zrobić.

Europejskie potrzeby finansowe wykraczają poza zdolność Starego Kontynentu do działania jako polityczna jedność. Europa nie potrzebuje amerykańskiego przywództwa, jak samo jak USA nie potrzebują europejskiego ciężaru na swoich barkach. Jedynym rozwiązaniem dla europejskiego kryzysu zadłużenia jest sytuacja, w której poręczy się długi zadłużonych krajów i w ten sposób zagwarantuje się interesy kredytodawców. Zaangażowanie USA w te sytuację nie jest ani możliwe, ani pożądane.

To samo dotyczy Chin. Państwo Środka wpędziło swoją gospodarkę w irracjonalną formę z obawy przez bezrobociem. Chińska Partia Komunistyczna obawia się niestabilności, którą z pewnością przyniosłoby wysokie bezrobocie. Irracjonalność chińskiej gospodarki, czyli połączenie nieefektywnych firm, które są podtrzymywane przez kredyty (najpewniej nie do spłacenia) i ledwie opłacalny eksport, nie jest fenomenem gospodarczym, ale politycznym.

Stany Zjednoczone nie będą ingerować w tę sytuację, nawet jeśli mogłyby to zrobić. Tak samo Pekin nie będzie chciał sprzedawać amerykańskich obligacji, gdyż nie miałby w co zainwestować pieniędzy – Europa staje się coraz mniej wiarygodna i nie może inwestować w Chinach. To jest właśnie kluczowy problem Państwa Środka – chińska gospodarka nie może przyjąć więcej pieniędzy, co jest głęboko niezdrową sytuacją.

Jeśli zatem przeanalizujemy sobie podstawową architekturę systemu międzynarodowego, szybko stanie się jasne, że USA nie mogą zrobić niczego, aby zachować stary system. Strategia, aby pozostawić sprawy własnemu biegowi, jest nie tyle wyborem, ile koniecznością wynikającą z realiów. A zatem sprawy będą się rozwijać niezależnie, niejako na własną rękę.

Europa powróci do porządku, który istniał przed II Wojną Światową, czyli do istnienia suwerennych państw, które realizują swoje narodowe interesy przy pomocy walki i współpracy. Chiny pozostaną krajem zwróconym ku sobie, próbując zachować swoje instytucje w nowej epoce. USA będą obserwować. 

Regionalny wpływ Iranu

Podobna sytuacja pojawiła się w Iranie. Od 2003 roku, gdy USA zniszczyły równowagę pomiędzy Iranem a Irakiem, Iran stał się wschodzącą siłą. Wraz z amerykańskim wycofaniem się z Iraku, Iran może stać się najbardziej wpływowym krajem tego regionu. Należy też pamiętać, że sam Iran się zmienia i obecnie jest pogrążony w kryzysie.

Zmiany mają też miejsce w Syrii. W momencie, gdy zaatakowano syryjski reżim prezydenta Bashara al Assada, Iran zaangażował swoje zasoby i prestiż, aby ów reżim ocalić. Wysiłki te spełzły na niczym, ponieważ al Assad owszem, utrzymuje władzę, ale nie jako rząd, lecz jako wódz. Syryjski prezydent nie tyle rządzi, ile walczy z innymi siłami w kraju w wpływ. Sytuacja w Syrii zaczęła wyglądać jak ta w Libanie, czyli słaby i czasami niewidzialny rząd oraz uzbrojone i walczące ze sobą frakcje.

Iran nie ma zasobów i środków, aby doprowadzić do stabilizacji reżimu al Assada. Zwycięstwo Iranu w Syrii oznaczałoby dla USA poszerzenie wpływów Teheranu, które wówczas rozciągałyby się od Iranu do Morza Śródziemnego. Klęska Iranu w Syrii niewątpliwie pomogłaby USA i innym uporać się z siłami al Assada i zniwelować to zagrożenie.

Gdyby Iranowi faktycznie udało się w ten sposób poszerzyć sferę wpływów, sytuacja przyniosłaby nowe napięcie na północną granicę Arabii Saudyjskiej. USA, których pierwotnym interesem w tym regionie było zapewnienie importu ropy naftowej z rejonu Zatoki Perskiej jak elementu światowego systemu ekonomicznego, zostałyby postawione w obliczu poważnego dylematu: czy podejmować decyzję o interwencji mającej na celu ochronę Saudyjczyków, czy zaakceptować Iran jako dominującą potęgę w regionie.

USA musiałyby zmierzyć się wówczas z radykalnym odwróceniem polityki zagranicznej na skalę podobną do tej z lat 70’ wobec Chin. W istocie, podejrzewam, że USA podejmowały próby dotarcia do władz Iranu, te popełniły jednak wiele błędów. Teheran nie rozpoznał jak płytka jest jego siła i jak bardzo byłby wrażliwy na wszelkie niekorzystne działania ze strony USA.

Załamanie się pozycji Iranu w Syrii otworzyło drogę do większej presji w sprawie Iraku. Jeśli dodamy do tego nałożenie finansowych sankcji na Teheran, które miały pewien wpływ i sprawiły spore problemy irańskiej gospodarce, ujrzymy historyczną zmianę. Zmiana ta dokonuje się od lata 2012 roku i oznacza, że Iran z regionalnej potęgi z programem nuklearnym stał się krajem z coraz mniejszym wpływem, wewnętrznymi problemami gospodarczymi i programem nuklearnym.

Zakładając, że większym zagrożeniem jest posiadanie jednej albo dwóch głowic nuklearnych w stanie operacyjnym niż „tylko” stałe zagrożenie bronią nuklearną, to Iran nie jest na silnej pozycji.

Rosja i energia

Rosja oczywiście pozostaje pewną siłą, ale tak jak inni cierpi również z powodu podstawowych problemów.

Moskwa dostrzegła w Gruzji, że wybór premiera był głęboko sprzeczny z prezydenturą Michaiła Saakaszwilego, którego Rosjanie uznawali za wroga. Rosyjskie wpływy, zdobywane szczególnie dzięki swojej służbie wywiadowczej, są niebagatelne.

Moskwa ma jednak bardzo głęboki problem. Jej siła polega na pojedynczej, wielkiej bazie – na eksporcie energii. Waga eksportu rosyjskiej energii pod względem finansowym i pod względem możliwości wywierania wpływu na sąsiadów jest przeogromna. W istocie, realizacja rosyjskich interesów w Gruzji ma równie wiele wspólnego z gazo- i ropociągami, co z rządem. Gruzja leży na drodze eksportu energii z Azerbejdżanu do Europy.

Nie jest jednak jasne, jak długo potrwa rosyjska potęga oparta o eksport energii. Siła ta jest budowana na bazie braku energii w Europie. Nowe technologie mogą sprawić, że Europa znajdzie źródła energii, które nie będą zależne do Rosji. Jeśli tak się faktycznie stanie, rosyjska pozycja finansowa i polityczna dramatycznie się osłabi.

Sytuacja energetyczna w USA wedle większości prognoz także ulegnie daleko idącej poprawie i można się spodziewać, że Waszyngton w ciągu kilku lat będzie w stanie zaspokajać większość swoich potrzeb energetycznych ze źródeł zlokalizowanych na zachodniej półkuli.

Zmniejszenie zależności od źródeł energii zlokalizowanych na półkuli wschodniej będzie oznaczało, że zmniejszy się również prawdopodobieństwo potencjalnej interwencji USA w tym regionie, szczególnie w Zatoce Perskiej. Będzie to też oznaczać epokową zmianę w mechanizmie działania systemu światowego.

W najbliższych tygodniach będę się jeszcze zajmować tymi kwestiami w sposób bardziej szczegółowy. Generalny wniosek jest taki, że USA, niekoniecznie z powodu własnych działań, staną w obliczu dwu fundamentalnych zmian na świecie.

Po pierwsze, wszystkie rywalizujące potęgi globalne mają poważniejsze problemy niż USA.

Po drugie, zmiany technologiczne w zakresie energetyki (a energetyka jest esencją geopolityki od czasów Rewolucji Przemysłowej) w dramatyczny sposób stawiają USA w uprzywilejowanej pozycji.

Świat z mniejszą liczbą zagrożeń i zmniejszoną zależnością daje Stanom Zjednoczonym przestrzeń, aby mogły złapać oddech. Nie twierdzę przez to, że zagrożenie islamskim terroryzmem zniknie lub się rozproszy, ale stanie się czymś stałym, co choć może zagrażać wielu ludziom, to nie stanowi egzystencjalnego zagrożenia dla USA.

Owa przestrzeń, którą mogą zyskać USA, jest dziś najważniejsza. Stany Zjednoczone potrzebują przegrupowania. Waszyngton potrzebuje, aby zastanowić się nad „wojną z terroryzmem” oraz przemyśleć kwestie bezpieczeństwa wewnętrznego. USA potrzebują także, aby przyjrzeć się swojej światowej strategii prowadzonej z wyjątkowej pozycji oraz powiązać swoje gospodarcze i militarne możliwości z nową definicją własnych interesów. Waszyngton potrzebuje wreszcie uzdrowić własną gospodarkę.

Logika tego, co należy zrobić z punktu widzenia USA, jest następująca: selektywne zaangażowanie tam, gdzie w grę wchodzą narodowe interesy przy jak najmniejszym użyciu siły militarnej – to oczywiste. Jak to będzie wyglądało i jak zostanie zdefiniowane, będzie zależało od danego środowiska.

Rozprężenie nie było możliwe pomiędzy zamachami z 11 września 2001 aż do dziś. Takie rozprężenie nie będzie również możliwe, jeśli pozostałe filary systemu międzynarodowego, czyli Chiny i Europa, zaczną się jednoczyć i zyskiwać coraz większą siłę. Ale to aktualnie nie ma miejsca. To co się dzieje, to ogólny spadek siły Europy i Chin, większy niż spadek siły USA. I właśnie to zapewnia USA przestrzeń, aby mogły złapać oddech.

Owa przestrzeń wyznaczy nowemu prezydentowi Barackowi Obamie ramy podejmowania decyzji w zakresie polityki zagranicznej.

Tekst został opublikowany za zgodą ośrodka Stratfor.

“U.S. Foreign Policy: Room to Regroup” is republished with permission of Stratfor.

George Friedman – amerykański politolog, założyciel i dyrektor ośrodka analiz strategicznych Staratfor, nazywanego prywatną agencją wywiadowczą. Jest autorem głośnej książki z 2009 roku pt.: "Następne 100 lat. Prognoza na XXI w." (The Next Hundred Years: A Forecast for the 21st Century).