Kilka miesięcy temu byliśmy świadkami upadku linii lotniczych OLT, za który obwiniano również Urząd Lotnictwa Cywilnego. Co pan, jako nowy prezes urzędu, zamierza zrobić, żeby zmienić opinię o nim i żeby nie powtórzył się przypadek OLT?

Opracowujemy listy kontrolne, które pozwolą uporządkować tak naprawdę wszystkie dokumenty wymagane w procesie koncesjonowania przewoźnika. Zamierzamy także wprowadzić okresowe kontrole i weryfikację dokumentów. Do tej pory były roczne kontrole. Chcę, żeby one były częstsze. Dodatkowo wdrażamy zaawansowany program, który pozwoli nam wychwytywać podmioty, którym np. wygasa polisa OC. To też wzmocni nasz nadzór.

Zapowiedź częstszych kontroli kłóci się z prorynkowym podejściem, które zamierza pan wprowadzić w urzędzie.

Poprzez zacieśnienie nadzoru chcemy eliminować nieuczciwych. To przecież jest działanie prorynkowe. Wspieramy uczciwe podmioty.

Czy pan widzi możliwość wspierania podmiotów lotniczych w trudnych dla branży czasach? Chodzi np. o doprowadzenie do zmniejszenia opłat nawigacyjnych?

Nie słyszałem tego typu nawoływań ze strony linii lotniczych. Jeżeli w procesie konsultacji stawek takie oczekiwania się pojawią, to je rozważę.

A Ryanair?

W interesie wszystkich przewoźników niskokosztowych jest, by ich koszty były jak najmniejsze, by otrzymywali ulgi, zwolnienia czy dopłaty od samorządów lokalnych, ale mamy wolną gospodarkę rynkową, którą charakteryzuje to, że każdy podmiot ma równy dostęp do rynku i sam musi się o siebie zatroszczyć.

Jest pan w urzędzie od trzech tygodni. Wdraża pan w ULC program naprawczy. Na czym on polega?

Między innymi na zmianach w regulaminie urzędu. Dokonałem już pewnych przesunięć w ramach departamentów i przyglądam się, jakie są potrzebne kolejne korekty organizacyjne, a może personalne. Należy też usprawnić koordynację pracy poszczególnych komórek. W urzędzie musi być jak w lotnictwie, czyli szybko – klient nie może czekać w nieskończoność.

Usprawnienie obiegu informacji pomiędzy departamentami i zwiększenie decyzyjności w poszczególnych pionach, coś jeszcze?

Zastanawiamy się także nad zmianą katalogu kar w prawie lotniczym.

Chce pan częściej karać?

Nie. Obecnie obowiązujący system jest niespójny. Weźmy przykład OC. Za brak OC przewoźnikowi grozi kara, ale za niedostarczenie dokumentu już nie. Musimy ten obszar racjonalnie zmodyfikować, a następnie restrykcyjnie go egzekwować, także z myślą o przestrzeganiu przepisów europejskich. Jeszcze raz podkreślę, nie po to, żeby gnębić przewoźników, ale żeby im pomagać. W trosce o bezpieczne latanie i w trosce o pasażerów.

Prawo lotnicze, które teraz obowiązuje, nie daje panu zbyt wielu instrumentów do egzekwowania przepisów w tym zakresie. Jak pan uważa, czy przepisy trzeba zmienić? Jeśli tak, to w jakim zakresie?

Należy chyba pomyśleć w przyszłości nie tyle o nowelizacji, ile raczej w ogóle o napisaniu nowego prawa lotniczego. Obecna ustawa nie jest zła, ale obejmuje zbyt wiele rzeczy. Kwestia badania wypadków lotniczych, czy też inne sprawy związane z zarządzaniem bezpieczeństwem lotów mogłyby być przeniesione do innego aktu. Ale to na razie odległa sprawa. Bliższa kwestia, którą chcę rozwiązać, dotyczy lotnictwa ultralekkiego. Wybranym w drodze konkursu organizacjom chcę przekazać czynności nadzoru i kontroli w tym zakresie. Chodzi o to, żeby prezes ULC czy minister transportu nie zajmowali się sprawami motolotni. Niech te organizacje same regulują te sprawy.

To oznacza, że właściciele motolotni czy paralotni nie będą już musieli przyjeżdżać do Warszawy, by zarejestrować swój sprzęt?

Taka jest intencja.

Od kiedy wejdą w życie nowe regulacje?

Mam nadzieję, że od wiosny przyszłego roku. Taki mam plan.

Wspomniał pan o zmianach personalnych w urzędzie. Miotła kadrowa?

Myślę, że pewne zmiany są konieczne, ale nie przewiduję żadnej czystki. Wizerunek urzędu mogę zmienić osobami, które tu są, choć pewnie nie wszystkim jest to na rękę.