PKB 17 państw używających wspólnej waluty zmniejszył się w III kwartale o 0,6 proc. w ujęciu rocznym i 0,1 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Podobne spadki miały miejsce także w II kwartale, co oznacza że strefa euro oficjalnie weszła w techniczną recesję. Ta informacja nie jest zaskakująca, bo już od dawna zarówno analitycy, jak i np. Komisja Europejska przepowiadali nawrót kryzysu.

Zła sytuacja na zachodzie Europy odbije się także na kondycji polskiej gospodarki, ponieważ 5 z 10 największych odbiorców naszych towarów znajduje się w strefie euro, a tylko dwa kraje z tej „10” (Ukraina i Rosja) nie są członkami Unii Europejskiej.

Polskie władze powinny więc, wzorem Niemiec, przyjąć strategię dywersyfikacji eksportu oraz uniezależniania się od jednego rejonu na świecie i sprzedawać nasze produkty tam, gdzie popyt oraz perspektywy rozwoju są dziś największe.

Moja propozycja to kraje BRIC, czyli Brazylia, Rosja, Chiny i Indie. Szczególnie dwa ostatnie kraje, z łączną liczbą ludności wynoszącą ponad 2,5 mld (1/3 ludności globu!) dają nam możliwości, o których możemy tylko pomarzyć ograniczając swoją perspektywę do Starego Kontynentu.

Powszechnie słyszy się narzekanie na to, że polskie uczelnie produkują zbyt wielu socjologów czy kulturoznawców. Jednak jeśli przyjmiemy inną – globalną – perspektywę, to okaże się, że ich umiejętności można świetnie wykorzystać.

Specjaliści od robienia biznesu i produkcji powinni połączyć siły z  kulturoznawcami oraz socjologami (ostatnio określanymi jako "niepotrzebni" i "bezużyteczni") i rozpocząć globalną ekspansję: zaczynając od Rosji, poprzez Brazylię, aż do Indii oraz Chin. Wszyscy na tym skorzystają: w skali makro przemysł zyska nieograniczone możliwości wzrostu, a jednym ze skutków będzie zmniejszenie naszej zależność od strefy euro.

Będziemy mogli także doskonale wykorzystać umiejętności absolwentów tak bardzo krytykowanych kierunków humanistycznych i społecznych: bezrobotni kulturoznawcy, filologowie czy socjologowie staliby się tłumaczami języków i kultur krajów, do których polski biznes chciałby eksportować. Wreszcie mieliby doskonałą okazję na odetchnięcie pełną piersią swoich umiejętności nie dusząc się w coraz bardziej klaustrofobicznej Europie.

Ktoś powie, że to niemożliwe, bo ciężko konkurować z technologiami z Niemiec i Francji. Ale przecież Solaris, sprzedający swoje autobusy na całym globie od Dubaju po Reunion czy bydgoska PESA, podpisując ostatnio miliardowy kontrakt z Niemcami pokazują, że polskie spółki mogą osiągać spektakularne sukcesy na całym świecie.

Czas, aby inne nasze firmy poszły tym przykładem, a rząd powinien zrobić dosłownie wszystko, żeby je w tym wspomóc.

>>> Czytaj też: Indie to rynek, który Polska powinna lepiej wykorzystać