Choć Xi Jinping – nowy przywódca Komunistycznej Partii Chin i przyszły prezydent kraju – jest bardziej otwarty na świat, bardziej ludzki niż którykolwiek z jego poprzedników, znaczących zmian w Państwie Środka na razie nie będzie. W siedmioosobowym ścisłym kierownictwie partii, które podejmuje kluczowe decyzje, większość zdobyli konserwatyści.

To, że Xi Jinping będzie prezentował inny styl niż ustępujący ze wszystkich stanowisk Hu Jintao, widać było chociażby, gdy piąta generacja liderów wychodziła wczoraj na scenę Wielkiej Hali Ludowej, w której odbywał się 18. zjazd KPCh. Nie tylko był uśmiechnięty, rozluźniony i wygłosił przemówienie ze znacznie mniejszą ilością komunistycznej nowomowy, ale nawet zaczął od przeproszenia delegatów za to, że cały proces opóźnił się o 45 minut. – On ma większą osobowość, jest zwykłą, stojącą na ziemi osobą, łatwo może współpracować z każdym – uważa Bo Zhiyue z Narodowego Uniwersytetu Singapuru.

W miarę jednak jak na scenę wychodzili – w kolejności ich pozycji – następni członkowie nowych władz, nadzieje na wielkie reformy gasły. Wprawdzie partyjna demokracja nadal jest ograniczona, bo o składzie siedmioosobowego grona decydowali tylko członkowie komitetu centralnego, ale jakiś wybór był. Szczególnie że skład ścisłego kierownictwa w celu usprawnienia procesu decyzyjnego zmniejszono z dziewięciu do siedmiu osób. A ponieważ dwa stanowiska były praktycznie zarezerwowane dla Xi Jinpinga jako prezydenta i Li Keqianga jako premiera, o pozostałe pięć ubiegało się siedmiu kandydatów.

Tymczasem człowiekiem numer trzy został Zhang Dejiang, szef partii w Chongqingu, ekonomista z wykształcenia, który studia kończył w Korei Północnej. W skład siódemki wszedł także Liu Yunshan, który z racji dotychczas pełnionej funkcji szefa propagandy i cenzury też jest uważany za przedstawiciela partyjnego betonu. Z kolei Wang Qishan – ceniony także na Zachodzie wicepremier do spraw gospodarczych i finansowych i były szef państwowego China Construction Bank – spadł z trzeciej pozycji na szóstą. Będzie się teraz zajmował walką z korupcją, która co prawda jest ogromnym problemem Chin, ale samo stanowisko jest mniej wpływowe. Według ekspertów poza tym ostatnim oraz prezydentem i premierem pozostali czterej członkowie ścisłego kierownictwa są albo umiarkowanie zachowawczy, albo bardzo zachowawczy. – Nie będziemy świadkami żadnych reform politycznych, bo zbyt wielu ludzi we władzach postrzega je jako prostą drogę do zagłady – mówi Reutersowi David Shambaugh, specjalista ds. Chin z George Washington University.

Charakterystyczne jest też to, że średnia wieku nowej ekipy jest wyższa niż poprzedniej, gdy tamta przed 10 laty obejmowała władzę (63,4 wobec 62,1 roku). Paradoksalnie to może dawać nadzieję na zmiany. Poza Xi Jinpingiem i Li Keqiangiem wszyscy pozostali przekroczyli już 64 lata, co oznacza, że za pięć lat będą musieli odejść na emeryturę. Nowy prezydent będzie mógł w pewnym stopniu wpływać na wybór nowych członków. O ile będzie miał mocną pozycję, czego warunkiem jest brak problemów gospodarczych. Ale żeby ich nie było, potrzebne są reformy.