Czy uważa pani, że dzięki takim kongresom uda się wywalczyć, że kobiety będą miały takie same prawa jak ludzie? – w ten sposób Pyta.pl zaczepiała uczestniczki Kongresu Kobiet. „Wydaje mi się, że zarówno ludzie, jak i kobiety mają prawo współistnieć” – odpowiedziała zaangażowana działaczka. Na marszu „Obudź się Polsko” jeden z członków tej grupy – na dodatek przedstawiając się jako reporterka TVN Meteo – bulwersuje manifestujących dopytywaniem się, czy są zadowoleni z tego, że na marsz przyszło 30 osób. Podczas ostatnich manifestacji 11 listopada uczestnicy lewicowego Porozumienia 11 listopada przeganiają ich z okrzykami „Prowokatorzy!”.

Trzech facetów, zadając oderwane od rzeczywistości, czasami lekko wulgarne, czasami przewrotne pytania, od kilku lat obśmiewa feministki, lewicę, mniejszości seksualne, ale także obrońców TV Trwam, kibiców i wyborców PiS. Na tyle skutecznie, że choć dostali już kilka razy w twarz – w tym od Kazimiery Szczuki, nagrania z ich występami biją w sieci rekordy popularności. Bo to po prostu świetna polityczna i społeczna satyra, nieobecna w głównych mediach, hołubiących nieśmieszne kabarety.

Pyta.pl to Mikołaj Janusz, Rafał Grad i Piotr Kozerski, którzy od 2006 r. nagrali już kilkaset filmików. Najpopularniejsze mają ponad milion odsłon na YouTube. Nie są jedynymi. Bo internetowa satyra polityczna to nie tylko słynny z walki z Bronisławem Komorowskim serwis Antykomor.pl, lecz także wideoblogi, magazyny internetowe czy grupy nagrywające teledyski. Jest ich coraz więcej i coraz częściej udaje im się dotrzeć do szerszego widza.

– Tekst pisaliśmy może kilka godzin, nagranie teledysku zajęło nam tylko jeden dzień. Potem wypadki potoczyły się niespodziewanie szybko – opowiada nam Krystian Dłubała z założonej przez pięciu studentów poznańskiej grupy V-Unit. Ich kabaretowy kawałek „Jarek Polskę zbaw” nagrany do bitu z „Gangnam style” w ciągu kilku tygodni obejrzano już ponad półtora miliona razy. – Wydawało nam się, że wszyscy zrozumieją satyrę, przecież po równi wyśmiewamy rząd i opozycję. Okazało się jednak, że „Jarek, Polskę zbaw” zupełnie na serio śpiewają manifestanci w obronie Telewizji Trwam. Okazuje się, że lemingoza to nie tylko przypadłość bezrefleksyjnych wyborów Platformy – śmieje się Krystian.

I właśnie tak – nie kierując się z poglądami politycznymi, a wyśmiewając polityków, media, celebrytów działa też Faktoid, czyli internetowy tygodnik. Wydawany jest od początku 2011 r. w formie okładki fikcyjnego tabloidu z przewrotnymi, czasem absurdalnymi tytułami i tekstami. Podobny w formie jest ASZdziennik, czyli „najlepsze zmyślone newsy w kraju”, parodiujący zbanalizowane nagłówki i tytuły z prasy czy paski informacyjne w stylu TVN 24

Na początku była Cebula

Polscy satyrycy internetowi nie lubią porównań do podobnych serwisów zagranicznych. – Polskie coś tam zawsze brzmi jak gorsza podróbka – tłumaczą. Ale do jednej inspiracji nie wstydzą się wszyscy przyznać. To wydawany już od 24 lat amerykański magazyn i serwis internetowy The Onion (Cebula). Jako pierwsi zaczęli opierać się na wymyślonych i kompletnie absurdalnych tekstach, wywiadach i reportażach wyśmiewających i obrażających mniejszości seksualne, narodowościowe, religijne, prezydenta USA, historię kraju czy inne państwa. Dla milionów czytelników gazeta stała się odtrutką na wszechogarniającą polityczną poprawność.

Niektóre nawet najbardziej absurdalne newsy z The Onion podchwytywane są przez inne media. W ubiegłym roku na podstawie notatki z profilu magazynu na Twitterze policja rozpoczęła śledztwo w sprawie pewnego kongresmena, który miał przetrzymywać dwanaścioro chińskich dzieci. Dwa lata temu kilkanaście gazet z całego świata nabrało się na newsa, jakoby Lars von Trier nakręcił cykl spotów reklamujących duńską turystykę, a ledwie kilka tygodni temu irańska agencja prasowa Fars uwierzyła w żart, że zgodnie z najnowszym sondażem zdecydowana większość białych mieszkańców USA wolałaby prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada od Baracka Obamy.

W swoim najlepszym momencie papierowy „The Onion” rozchodził się w nakładzie ponad 700 tys. egzemplarzy. Wraz z kryzysem prasy sprzedaż zaczęła spadać, za to witrynę internetową odwiedza miesięcznie blisko 8 mln stałych czytelników. The Onion wciąż zatrudnia w całych Stanach ponad 150-osobową ekipę.

Najbliższy temu, co robi The Onion, jest ASZdziennik. Oto mała próbka z ostatnich dni: „Policja: Katarzyna W. zniknęła. Poszukiwana może podróżować konno”, „Rekord w poranku TVN 24. Nazwisko Janowicz padło na antenie już 217 razy. Poprzedni najlepszy wynik (209) należał do Jana Pawła II”, „MSZ Rosji: Wybuchu nie było. Nitrogliceryna i trotyl były wykorzystane wyłącznie do wytworzenia sztucznej mgły”. Za ASZdziennikiem jednak w przeciwieństwie do The Onion nie stoi ogromna redakcja. Robi go jedna osoba, dziennikarz Rafał Madajczak. – Sam wymyślam wszystkie wpisy. Próbowałem znaleźć kogoś do współpracy, ale jakoś nikt się dobry nie trafiał. No, nie to poczucie humoru – opowiada Madajczak.

Nie tak łatwo do mainstreamu

A poczucie humoru i umiejętność reagowania na bieżące wydarzenia trzeba mieć spore, by kilka razy dziennie publikować zmyślone newsy. I to takie, które codziennie śledzi ponad 5,5 tys. fanów na Facebooku i które są tak nieprawdopodobnie prawdopodobne, że zaczynają żyć własnym życiem. Kilka miesięcy temu publicysta Łukasz Warzecha w programie „Antysalonik” oburzał się na to, jakoby słynna sesja minister Katarzyny Hall, która wystąpiła na zdjęciach w „Super Expressie” podczas badań lekarskich, była wynikiem poszukiwania pieniędzy na studia. „News” pochodził z ASZdziennika. – Ach, jakie to było wspaniałe – Rafał Madajczak aż wzdycha. – Nie chodzi o moją satysfakcję, że ktoś się nabrał, tylko o to, że by te zmyślone informacje były choć absurdalne, to jednak w pewien sposób prawdopodobne – mówi. Tak właśnie kilka dni temu portal Janusza Korwin-Mikkego potraktował inną informację z serwisu Madajczaka i oburzał się, że Donald Tusk miał bronić minister Muchy słowami: – Nie można kogoś zwolnić tylko dlatego, że się nie nadaje. Nie na takich fundamentach zbudowaliśmy Platformę.

Sukces w internecie nie przekłada się jednak na karierę. Internetowi kabareciarze na swojej pracy zarabiają niemalże nic. Owszem Faktoid kilka dni temu w ramach happeningu w wersji papierowej wydała Agora, a Pyta.pl od miesiąca ma swoją audycję w Tok FM. V-Unit wystąpi raz na jakiś czas na imprezie studenckiej czy otrzęsinach. – Duże media czy potencjalni reklamodawcy boją się takiej rozrywki. Jest niepoprawna politycznie, trudna do kontrolowania. Pewnym eksperymentem na dużej antenie był „Szymon Majewski show”, ale to było bardzo ugrzecznione, raczej kabaret niż ostra satyra. I niestety program był po prostu mało śmieszny. Co nie znaczy, że wszystko, co jest w internecie, jest takie świetne – ocenia Mikołaj Janusz, czyli Jaok z Pyta.pl.

– Satyra polityczna to trudna sprawa. Znacznie łatwiej zainwestować w bloga Kasi Tusk czy inny serwis o gotowaniu czy lifestyle’u – tłumaczy Madajczak. – Poziom tej satyry też nie jest równy. Choć mamy kilku twórców, z różnymi pomysłami, czasami naprawdę pełnymi absurdu, ironii i zabawnych. Świetnym rozwiązaniem byłoby zebranie ich wszystkich razem w jeden serwis agregujący takie satyryczne treści. Ale szansa na to jest niewielka. Każdy z nas ma tak silnie rozwinięte poczucie własnej wartości, obawę przed naginaniem się pod czyjeś poglądy, że wszelka selekcja zawsze byłaby postrzegana jako naciski polityczne, a nie wybór między lepszym a gorszym – dodaje.