Był rok 2005. Rajana zaproszono na doroczny zjazd międzynarodowej śmietanki ekspertów od bankowości centralnej w Jackson Hole w stanie Wyoming. Tamto spotkanie miało być laurką dla Alana Greenspana. Po niemal dwóch dekadach szefowania amerykańskiemu Fedowi przechodził na emeryturę w glorii jednego z najważniejszych ekonomistów naszych czasów. Jako człowiek, który zapowiedział, że kapitalizm wyleczy się z dziecinnej skłonności do wpadania w recesje. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Aż do momentu gdy na scenie pojawił się Rajan. Przekonywał, że błędy ery Greenspana jeszcze dadzą wszystkim popalić. Bo czeka nas kryzys, jakiego rozwinięty świat dawno nie widział. Po czym z grubsza naszkicował rozwój przyszłych wypadków łącznie z krachem na rynku kredytów hipotecznych, megakryzysem sektora bankowego i groźbą destabilizacji całej gospodarki. „Czułem się jak pierwsi chrześcijanie, którzy znaleźli się w stadzie wygłodniałych lwów. Kiedy schodziłem z podium po ostrych słowach krytyki ze strony luminarzy, czułem pewien niepokój (...). Moją konfuzję spowodowało to, że adwersarze zdawali się ignorować to, co działo się na ich oczach” – wspomina Rajan. Dziś nikt nie waży się już podważać tez ekonomisty. Trudno się zresztą dziwić. Pod koniec 2008 r. jego scenariusz sprawdził się przecież w stu procentach. Wydane w 2010 r. „Linie uskoku” zostały obwołane najlepszą biznesową książką roku według „Financial Timesa”. Sam Rajan został też głównym doradcą ekonomicznym rządu Indii, a wkrótce prawdopodobnie obejmie funkcję szefa tamtejszego banku centralnego.

Czy Rajana faktycznie należy uznać za proroka współczes-nej ekonomii? W końcu nie był on jedynym prominentnym ekspertem w USA, który ostrzegał przed fatalnymi skutkami Greenspanowskiej doktryny taniego pieniądza i wiary w rynkową samoregulację. Podobne wątpliwości zgłaszali choćby Nouriel Roubini (słynny Doktor Zagłada), Kenneth Rogoff czy Robert Shiller. Trzeba jednak przyznać, że Rajan najpełniej opisał przyczyny obecnego kryzysu, pokazał jego głębię i wskazał kilka kierunków, w których powinna iść kuracja amerykańskiej gospodarki. I na dodatek zrobił to bardzo przystępnie, czego efektem są właśnie „Linie uskoku. Ukryte rysy, które wciąż zagrażają światowej gospodarce”.

Tytułowych rys (czyli głębokich przyczyn kryzysu) jest kilka i każda z nich została przez Rajana przekonująco omówiona. Pierwsza to rosnące przez kilka ostatnich dekad nierówności społeczne w Ameryce. Drugą jest nadmierne uzależnienie tamtejszej gospodarki od zagranicznego konsumenta. Kolejne to odejście krajów rozwijających się od roli gąbki, która wchłania globalne nadwyżki podaży, upolitycznienie polityki monetarnej oraz utrata zdolności amerykańskiej machiny gospodarczej do generowania nowych miejsc pracy. Już sam zestaw przyczyn pokazuje, że Rajana trudno jednoznacznie zakwalifikować do którejś z dominujących szkół ekonomicznych. Podobnie jest z proponowanymi przez niego rozwiązaniami. Znajdziemy tu zarówno progresywne wołanie o zmniejszenie różnic majątkowych w USA i odbudowę tamtejszej klasy średniej, jak i odrzucenie postkeynesowskiej polityki flirtowania z długiem, którą dzisiejsza lewica wpisuje sobie na sztandary.

Na to, by dać się zaszufladkować, Rajan jest zbyt mądry. I zbytnio zanurzony w ekonomicznej rzeczywistości, która jego zdaniem wymaga reform głębokich, kompleksowych (często w skali globalnej, a nie tylko narodowej) i bolesnych. Jego propozycje wprawić mogą czytelnika w niejaką melancholię. Bo poprzeczka została przez niego zawieszona wysoko. Chyba zbyt wysoko. Przynajmniej tak to wygląda dziś, dwa lata po amerykańskiej premierze „Linii uskoku”.