MFW obniżył prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski na ten rok z 2,4 proc. do 2,25 proc., a na przyszły z 2,1 proc. do 1,75 proc. To druga po Komisji Europejskiej międzynarodowa instytucja, która obcięła prognozy naszego wzrostu. Zrobił to tez Citi Handlowy – czwarty polski bank, który w listopadzie zdecydował się na ciecia. W tym tygodniu redukcje zapowiadają ekonomiści PKO BP i Societe Generale.

Teraz uśredniona prognoza dziesięciu ekonomistów ankietowanych przez nas mówi o wzroście gospodarczym w tym roku na poziomie 2,19 proc., a w przyszłym 1,54 proc. Jeszcze w III kw. eksperci mieli nadzieje, ze w 2012 r. uda nam się utrzymać 2,5-proc. wzrost.

Eksperci są zgodni: czekają nas trzy trudne kwartały, ale w drugim półroczu nastąpi odbicie. Liczą, ze do poprawy przyczyni się polepszenie w strefie euro. Uważają, ze rozstrzygnięta zostanie sprawa krajów peryferyjnych, które już nie powinny zaliczać głębszych spadków PKB. Liczą też na aktywna role EBC przy wykupie obligacji zagrożonych państw. Wzrostowi strefy euro sprzyjać także będzie przyspieszenie wzrostu USA i Azji. 

>>> Polecamy: Globalny wzrost mogą uratować tylko USA i Chiny

– Już teraz wzrost gospodarczy USA wynosi, według metodologii europejskiej, 2 proc. Zgodnie z prognozami w przyszłym może wynieść 3 proc. – mówi Ignacy Morawski, ekonomista PBP. Eksperci PKO BP wskazują na zmianę władzy w Chinach. Nowa głowa państwa zapowiada stymulowanie gospodarki inwestycjami infrastrukturalnymi, dzięki czemu kraj znów ma wejść na ścieżkę wzrostu powyżej 7 proc. USA są dla Niemiec drugim partnerem handlowym, Chiny piątym. Niemcy to z kolei dla nas główny partner, plasujemy u niego jedna czwarta eksportu. Poprawa sytuacji jego przedsiębiorstw oznacza wzrost zamówień dla naszych. W efekcie eksport polskich firm zacznie przyspieszać.

Pomogą nam także inwestycje, zwłaszcza na kolei i w energetyce, które maja ruszyć w drugiej połowie 2013 r. I większe inwestycje, i wzrost w eksporcie przełożą się na poprawę bieżącej oceny sytuacji i stanu zamówień wśród firm. Według Wiktora Wojciechowskiego, ekonomisty Invest-Banku, wpłynie to na odbudowę zapasów, jednego z motorów wzrostu PKB. Te czynniki powinny przynieść lekki wzrost zatrudnienia w sektorze produkcyjnym. Większe zatrudnienie to większa konsumpcja, zwłaszcza że inflacja będzie spadać. NBP szacuje, ze w drugim półroczu 2013 r. będzie niższa niż 2,5 proc. To zaś doprowadzi do wyhamowania spadku płacy realnej. Dzięki temu dynamika wzrostu konsumpcji prywatnej wzrośnie z poniżej 1 proc. na początku roku do 1,5 proc. pod koniec. 

>>> Czytaj też: Polski przemysł w tarapatach. Tak źle nie było od trzech lat

Dodatkowym bodźcem będą niższe stopy. Skala obniżki ma wynieść miedzy 0,75 a 1,75 pkt proc. Pierwsze efekty w postaci złagodzenia przez banki warunków przyznawania kredytów zobaczymy w IV kw. 2013 r. Ekonomiści są przekonani, ze przyspieszenie nastąpi, także dlatego, ze tak właśnie przebiega cykl koniunkturalny.

– Taka jest natura kryzysów, ze po kilku kwartałach niskich odczytów następuje zdecydowanie mocniejsze odbicie. Tego oczekujemy po końcówce 2013 r. – podkreśla Ignacy Morawski. Przykład? W latach 2001– 2002, po sześciu kwartałach spadków dynamiki PKB poniżej 2 proc., w połowie 2003 r. wystrzeliła do 4 proc.