Ostatnie lata w relacjach z Francją były, mówiąc eufemistycznie, średnie. Słusznie zauważył Aleksander Smolar, że zarówno za prezydentury Francois Mitterranda, Jacquesa Chiraca, jak i Nicolasa Sarkozy'ego, wydarzyły się różne incydenty, które raczej sprzyjały ochłodzeniu stosunków dwustronnych, niż ich poprawie.
Nie omieszkał zauważyć tego także Francois Hollande podczas piątkowej wizyty w naszym kraju. Żadnych bardziej znaczących kontraktów gospodarczych, dynamika wymiany handlowej także średnia, jeśli za punkt odniesienia weźmiemy potencjał obu partnerów lub wielkość naszego handlu z Niemcami (Polska wysyła do Niemiec 26 proc. swojego eksportu, do Francji tylko 6 proc., a importuje odpowiednio 21 i 4 proc.).

>>> Zobacz też: Bilans w handlu zagranicznym Polski - dane statystyczne

Właśnie dlatego polska dyplomacja powinna z całą mocą wykorzystać perspektywę wielomiliardowych inwestycji za pieniądze z Unii i zachęcić francuskie firmy do większej aktywności w naszym kraju, przy okazji zyskując potężnego sojusznika do wynegocjowania jak najlepszych warunków budżetu unijnego na lata 2014-2020.

W naszym kraju rusza właśnie kilka wielkich projektów, które Francuzi bacznie obserwują, jak choćby przetarg na helikoptery dla armii (startuje francuski Eurocopter) czy budowa elektrowni atomowej (gigant Areva). Ale przede wszystkim nie należy zapominać o kolejnych miliardach, które popłyną do naszego kraju z budżetu UE w ramach funduszy strukturalnych przeznaczanych na drogi czy koleje, których budowa jest bardzo intratnym przedsięwzięciem dla firm wygrywających dany kontrakt.

Niemcy doskonale wiedzą, że warto walczyć o jak największą pulę funduszy unijnych na projekty infrastrukturalne w Polsce, ponieważ wielka część tych pieniędzy trafia za pośrednictwem naszego kraju do niemieckich firm, które budują w Polsce autostrady, lotniska czy stadiony. I jest to sytuacja, w której korzysta Polska wzbogacając się w niezbędną infrastrukturę, a także Niemcy, którzy na tym najzwyczajniej w świecie zarabiają.

Podobne stosunki gospodarcze powinny nas połączyć z Francją: energetyka, rozwój szybkich kolei czy rolnictwo to tylko trzy z dziesiątek dziedzin, w których możemy rozwinąć daleko idącą współpracę handlową, co ważne finansowaną w dużej mierze przez Unię Europejską. Bo Francję, podobnie jak Niemcy, wyróżnia to, że kraj ten ma wielką siłę negocjacyjną we wspólnocie i poprzez odpowiedni lobbing mógłby nam pomóc w uzyskaniu jak największych funduszy z budżetu na lata 2014-2020. A negocjacje wciąż trwają i są niezwykle trudne, gdyż wiele krajów chce wyraźnie obciąć wysokość unijnego budżetu.

Sami Francuzi opanowali do perfekcji trudny mechanizm negocjacji na styku biznesu i polityki, ale także potrafią twardo (i skutecznie!) negocjować na forum UE. Myślę więc, że Paryż z niekłamaną przyjemnością zgodzi się na strumień funduszy strukturalnych dla nas w zamian za pewne – nazwijmy to – przychylne spojrzenie na francuski biznes w Polsce.

Część unijnych pieniędzy trafi w ten sposób ostatecznie do Francji, jednak my zdobędziemy kolejne kilometry autostrad. Zresztą już dziś rzadko kiedy buduje je polska firma, więc nie mamy nic do stracenia.