Ledwo to ogłoszono, a już pojawiło się pytanie: czy to wystarczy?

Przed posiedzeniem 20 listopada oczekiwania dotyczące kolejnego pakietu środków są coraz większe, jednak pojawiła się drobna przeszkoda w postaci rozwiązanego parlamentu i zwołania wcześniejszych wyborów na 16 grudnia. Czy to osłabi apetyt BoJ na kolejną rundę działań w tak krótkim odstępie czasu po poprzedniej?
Nie ulega wątpliwości, że gospodarka potrzebuje (jakiegoś) kolejnego zastrzyku. Problemy w kraju i za granicą spowodowały, że gospodarka Japonii skurczyła się najbardziej od czasu trzęsienia ziemi w 2011 r. Spadek o 3,5 proc. w ujęciu rocznym miał szeroki zakres, a ponure prognozy i niższe marże skłoniły firmy do zmniejszania wydatków inwestycyjnych.

Decyzja co do bodźców fiskalnych nie będzie łatwa, biorąc pod uwagę fakt, że rząd japoński (a) znajduje się w trudnej sytuacji i (b) jest najbardziej zadłużony na świecie, tak że to Bank of Japan musi utrzymywać gospodarkę na powierzchni (USA najwyraźniej naśladują ten model).

Czy więc pociągnie za spust? Bez wątpienia w grę może wchodzić pragnienie pokazania, że wciąż jeszcze ma trochę niezależności, więc nie spodziewalibyśmy się ogłoszenia żadnych zmian na tym posiedzeniu (podobne wnioski wynikają także z niedawnych ankiet przeprowadzonych wśród analityków). Ogłosiwszy dwie rundy działań mających ożywić gospodarkę – we wrześniu i październiku, w łącznej kwocie 21 bilionów jenów, BoJ prawdopodobnie będzie chciał sprawdzić, czy ma to jakikolwiek pozytywny wpływ na gospodarkę.

Jaki będzie efekt? Biorąc pod uwagę niski poziom oczekiwań, jakikolwiek okres gwałtownych zakupów jena będzie krótkotrwały, a przy oczekiwaniu na większą ilość informacji dotyczących nowych ram finansowania, które mają zwiększyć obroty w ramach strategii carry trade w odniesieniu do jena, w grudniu prawdopodobnie nadal będzie on słaby.