Wyższe uczelnie coraz częściej zakładają gimnazja, licea, szkoły podyplomowe i uniwersytety trzeciego wieku. Taka działalność to nie tylko dodatkowe źródło dochodów w czasach niżu demograficznego, lecz także sposób na wychowanie sobie przyszłych klientów. Strategia marketingowa „od kołyski aż po grób”, której celem jest przywiązanie do siebie klienta na całe życie, coraz bardziej upowszechnia się w polskim szkolnictwie.

Przykładem jest Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu, która od czterech lat prowadzi własną podstawówkę i gimnazjum Da Vinci, a w tym roku uruchomiła liceum ogólnokształcące. Obecnie do tych trzech szkół chodzi ponad 320 uczniów. Część z nich twierdzi, że będzie kontynuowała naukę w macierzystej uczelni. To dla nich naturalne, bo znają nauczycieli akademickich, którzy prowadzą lekcje, uczestniczą w dodatkowych zajęciach organizowanych na uczelni.

– Nasi uczniowie chodzą na spotkania z przedstawicielami świata sztuki, kultury, literatury – wylicza Agnieszka Lewicka, przedstawicielka szkół Da Vinci. – Chcemy, żeby nasi uczniowie mieli zapewniony wszechstronny rozwój i możliwość kontynuacji nauki.

Za ten przywilej trzeba jednak zapłacić. Miesięczne czesne w podstawówce i gimnazjum to 840 zł, natomiast w liceum – 1000 zł.

– Na razie jeszcze nie mamy żadnych zniżek dla tych, którzy będą chcieli studiować u nas, ale niewykluczone, że takie rabaty będą – mówi Lewicka.

Swoje szkoły mają już Politechnika Łódzka, Uniwersytet Łódzki i Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Wiele uczelni podpisuje również umowy partnerskie z liceami i technikami. Robi tak m.in. krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza czy warszawska Szkoła Główna Handlowa. Uczelnie publiczne nie dają wprawdzie uczniom partnerskich szkół żadnych preferencji w procesie rekrutacyjnym, ale większość z nich i tak dostaje się na studia. Na przykład wśród absolwentów liceum należącego do Politechniki Łódzkiej 90 proc. dostaje się na studia na macierzystej uczelni. To, według przedstawicieli tego liceum, efekt wysokiego poziomu nauczania, ponieważ przedmiotów ścisłych i języków uczą wykładowcy akademiccy.

Nieco inną strategię przyjęła Grupa Wyższych Szkół Bankowych, która zrzesza kilka szkół w dziewięciu miastach na terenie Polski. Instytucja ta skupia się przede wszystkim na pozyskaniu dorosłych słuchaczy. Dlatego w tym roku GWSB w pięciu miastach – Olsztynie, Grudziądzu, Włocławku, Słupsku i Łodzi – uruchomiła studia podyplomowe. Część słuchaczy zaraz po dyplomie zapisuje się na dodatkowe zajęcia.

– Niektórzy mają po 4–5 specjalności – podkreśla Elżbieta Bednarkiewicz, menedżerka. Większość słuchaczy studiów podyplomowych ma 25–45 lat. I według Waldemara Tłokińskiego, przewodniczącego Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, liczba studentów w wieku dojrzałym w najbliższych latach będzie rosła. – Zmieniają się technologie, rosną wymagania pracodawców, a to oznacza, że będziemy skazani na ciągłe dokształcanie się i podnoszenie kwalifikacji – wyjaśnia.

470 uczelni funkcjonuje w Polsce

1,9 mln studentów studiuje na wyższych uczelniach

338 tyle w kraju działa uczelni niepublicznych

200 na tylu kierunkach kształcą się studenci w Polsce