Premier Izraela Beniamin Netanjahu nie wyklucza inwazji na rządzoną przez Hamas Strefę Gazy. Jeśli teoria o oczyszczaniu w ten sposób pola przed atakiem na Iran jest prawdziwa, skutki światowa gospodarka odczuje mocno. Tezę o ofensywie w Gazie jako preludium do operacji przeciw Teheranowi lansują media amerykańskie i rosyjskie.

To rządzący Gazą Hamas, uznawany przez Zachód za organizację terrorystyczną, jeszcze w październiku rozpoczął ataki rakietowe na izraelskie osiedla. Izraelczycy odpowiedzieli 14 listopada zabiciem Ahmada Dżaabariego, osoby nr 2 w wojskowej hierarchii Hamasu. Tego dnia rozpoczęła się operacja Słup Obłoku (termin biblijny; według Księgi Wyjścia Pan pokazywał w ten sposób drogę wyprowadzanym z Egiptu Izraelitom), polegająca na atakach z powietrza na cele w strefie gazy.

W weekend Izrael powołał 75 tys. rezerwistów i wysłał jednostki na granicę ze Strefą Gazy. Wojsko, po przejęciu palestyńskich częstotliwości, nadało komunikat zapowiadający bliskie rozpoczęcie „drugiej fazy operacji”, co zinterpretowano jako groźbę inwazji lądowej. Z drugiej strony władze w Jerozolimie sondują możliwość zawarcia porozumienia. Pośredniczący w kontaktach obu stron prezydent Egiptu Muhammad Mursi oświadczył nawet, że kompromis jest kwestią najbliższego czasu.

Zniszczenie wojskowej struktury Strefy Gazy

Wielu komentatorów sądzi jednak, że Izrael nie przerwie ataków, dopóki nie zostanie zniszczona wojskowa infrastruktura Strefy Gazy. I nie tyle chodzi tu o Hamas, co o konflikt wokół Iranu. Jerozolima miałaby w ten sposób oczyszczać pole przed atakiem na państwo ajatollahów, które wbrew żądaniom Zachodu nie rezygnuje z rozwijania programu atomowego. Choć relacje między Hamasem a Iranem popsuły się na tle stosunku do wojny w Syrii (Hamas nie okazuje oczekiwanego przez Teheran poparcia dla reżimu Baszara al-Asada), jest możliwość, że w razie izraelskiego ataku na Iran Hamas otworzy drugi front (terrorystyczny) właśnie w Izraelu.

Teorię o oczyszczaniu pola miałoby potwierdzać zniszczenie przez Izrael 24 października fabryki broni w sudańskim Chartumie. W zakładzie remontowano i składano irańską broń, która potem była przemycana do Gazy. Czas goni, bo jeśli Zachód faktycznie zamierza siłą powstrzymać Iran, musi to zrobić przed majem 2013 r. Według raportu Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, który przeciekł do mediów, wówczas Teheran może skończyć budowę bomby atomowej. Wcześniej przedstawiciele izraelskiej armii mówili, że operacja wojskowa przeciwko Iranowi może być skuteczna, gdy dojdzie do niej najpóźniej na siedem miesięcy przed skonstruowaniem bomby. Termin się zatem zgadza. W takim układzie planowane na ten tydzień brukselskie negocjacje z udziałem Iranu należałoby traktować jako rozmowy ostatniej szansy.

200 dol. za baryłkę ropy?

Jeśli jednak dojdzie do ataku Izraela (z możliwym udziałem USA) na Iran, reperkusje dla światowej gospodarki mogą być dramatyczne. Teheran już oświadczył, że w razie użycia siły zablokuje cieśninę Ormuz, przez którą codziennie przepływa 14 tankowców z 15,5 mln baryłek ropy na pokładzie. To 20 proc. globalnego zużycia tego paliwa. Nie jest wykluczone zbombardowanie przez Iran instalacji naftowych w krajach sprzymierzonych z USA bądź ataki na tankowce na Oceanie Indyjskim. Najczarniejsze scenariusze mówią o wzroście ceny baryłki z obecnych 87 dol. do ponad 200 dol. za baryłkę.

Nie do przecenienia jest również wzrost zagrożenia terrorystycznego w państwach Zachodu. Scenariusz z lipca, gdy w ataku na izraelskich turystów w bułgarskim Burgas zginęło sześć osób, może się powtórzyć także w innych krajach Europy.