Amerykańskie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (AAII) bada nastroje inwestorów od 1987 r. Najwyższy w historii odsetek pozytywnie nastawionych do giełdy graczy (tzw. byków) odnotowano w czerwcu 2000 r. (75 proc.) Od połowy września 2000 r. do końca października 2002 r. S&P500 poszedł w dół o 49 proc. Najwyższy odsetek pesymistycznie nastawionych do giełdy inwestorów (tzw. niedźwiedzi) pojawił się w marcu 2009 r. (70 proc.). Od tamtego momentu do początku maja 2011 r. indeks amerykańskiej giełdy wzrósł o 105 proc.

Podobnie wygląda wskaźnik nastrojów polskich inwestorów, publikowany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych od maja 2011 r. Najwięcej byków (67 proc.) odnotowano w marcu 2012 r., po czym do końca maja trwały spadki WIG, które sięgnęły 14 proc. Najwięcej niedźwiedzi (46 proc.) pojawiło się w listopadzie 2011 r. Miesiąc później giełda znienacka ruszyła do góry, do końca lutego wzrosnąć o 16 proc.

Analitycy zwracają uwagę, że tylko rekordowe odczyty są dobrymi kontrwskaźnikami. – Odczyty bliskie skrajnych poziomów nie muszą już bezbłędnie funkcjonować – ostrzega Jarosław Niedzielewski, analityk i zarządzający Investors TFI. – Jesienią 2003 r. nastroje inwestorów w USA były bardzo optymistyczne i to nie była pomyłka. Hossa trwała cztery lata, do października 2007 r. – przypomina Niedzielewski. – Poza tym pamiętajmy, że spora część ankietowanych nie musi być w swoich odpowiedziach szczera. A nawet jeśli jest, to za tymi odpowiedziami nie muszą stać czyny, czyli kupno lub sprzedaż papierów – podkreśla Bartosz Tuczyński, zarządzający Eques Investment TFI. I przypomina, że podstawą sukcesu inwestycyjnego jest niezależne myślenie. – Osoby, które zawsze postępują tak samo jak większość, nie zarobią, ale i ci, którzy robią zawsze odwrotnie niż inni inwestorzy, również nie mogą liczyć na powodzenie – uważa zarządzający Eques Investment TFI.

Zarówno Niedzielewski, jak i Tuczyński są zgodni, że obserwowanie wyników badań nastrojów inwestorów ma sens. – Nie może ono stanowić podstawy metody inwestycyjnej, ale może być cennym uzupełnieniem decyzji inwestycyjnych podejmowanych na rynku akcji – uważają analitycy.