Liczbę podał nie byle kto, bo Rada Stabilności Finansowej (FSB od angielskiego Financial Stability Board), powołana przez kraje G20 m.in. po to, by przeciwdziałać negatywnemu wpływowi tego segmentu na globalny system finansowy.

Czy 67 bilionów dolarów to dużo? I tak, i nie. Rada Stabilności Finansowej oszacowała tę wielkość na podstawie danych z 25 krajów oraz strefy euro reprezentujących 86 proc. światowego PKB. Chociaż – mimo wszelkich działań mających na celu ograniczenie ryzyka w światowej gospodarce – w porównaniu z 2008 r. bankowość cienia nieco się rozrosła, to jej udział w globalnym sektorze finansowym wcale się nie zwiększył i odpowiada ona mniej więcej połowie aktywów banków. I są wprawdzie kraje, gdzie shadow banking stanowi kilkukrotność dochodu narodowego. FSB zauważa jednak, że chodzi o takie miejsca, jak Hongkong, Holandia, Wielka Brytania czy Singapur, czyli „istotne centra finansowe, w których działalność prowadzą instytucje zagraniczne”.

W Polsce shadow banking kojarzy się raczej z firmami pożyczkowymi czy piramidami finansowymi, jak Amber Gold. Stąd ekscytacja. Prasa zagraniczna podeszła do sprawy nieco spokojniej.

„The Wall Street Journal” skupia się nie tyle na wartości aktywów bankowości cienia, co na rekomendacjach FSB, których celem jest ograniczenie ryzyka związanego z działalnością tego segmentu finansów. Według „WSJ” rada skupiła się przede wszystkim... na funduszach rynku pieniężnego. „Zaproponowała jasne zasady ograniczające aktywa, w jakie mogłyby inwestować te fundusze, a także zakaz oferowania przez fundusze gwarancji kapitału. Zasugerowała także, że powinno się od nich wymagać utrzymywania pewnego minimum płynnych aktywów i rynkowego wyceniania wszystkich aktywów” – pisze dziennik.

Fundusze rynku pieniężnego funkcjonują oczywiście i u nas. Dlaczego są wrzucane do worka shadow bankingu? Bo podobnie jak banki, dostają pieniądze (teoretycznie) na krótki termin, by pożyczyć je komuś innemu na dłużej, a wraz z tą pożyczką biorą na siebie ryzyko kredytowe. Podmioty rynku pieniężnego są uważane za najbezpieczniejszą kategorię funduszy. Amerykanie nabrali jednak do nich dystansu, bo pierwsza fala kryzysu finansowego pokazała, że i na nich można stracić.

Oczywiście fundusze pieniężne to nie wszystko. FSB ostatnio opublikowała także propozycje rekomendacji dla popularnych – m.in. w bankach – pożyczek z wykorzystaniem papierów wartościowych. Ostateczny zbiór rekomendacji ma powstać do września przyszłego roku. O piramidach finansowych tam raczej nie będzie.