Według Komisji Nadzoru Finansowego w pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku branża ma na koncie 70,8 mln zł zysku netto. Ale biorąc pod uwagę, że w pierwszej połowie roku zarobek wynosił 291,7 mln zł, okazuje się, że trzeci kwartał przyniósł 220,9 mln zł straty.

Tak słaby wynik to w dużej mierze „zasługa” DM IDMSA – brokera, który w tym roku miał czarną serię nieudanych transakcji. Był zaangażowany w trzy upadłe firmy: budowlaną DSS, SkyClub (turystyka) oraz A-Z Finanse (doradztwo finansowe). W III kwartale krakowski broker zanotował blisko 150 mln zł straty. Ale to i tak o ponad 70 mln zł mniej, niż straciła cała branża, więc firm znajdujących się pod kreską musiało być więcej.

Jak informuje Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF, w III kwartale stratę miało 23 z 54 domów maklerskich.

Trudno o inny wynik, skoro brokerzy nie zarabiają nawet na swojej podstawowej działalności. W trzech z czterech ostatnich kwartałów przychody z działalności maklerskiej były niższe od kosztów.

Jeden z powodów to niskie obroty akcjami na warszawskiej giełdzie. Chociaż w statystykach jest półtora miliona rachunków inwestycyjnych, tylko na niewielkiej części są dokonywane transakcje, które generują przychody domów maklerskich.

Ostra konkurencja powoduje, że brokerom trudno o podwyżki cen oferowanych usług. Klienci indywidualni – w przeważającej mierze korzystający z usług finansowych przez internet – mogą przenieść się do innej instytucji. Klienci instytucjonalni mogą korzystać także z usług pozagiełdowych platform, które również umożliwiają zakup lub sprzedaż walorów notowanych na GPW.

Domy maklerskie mają ograniczone możliwości dostosowywania kosztów do malejących przychodów. Największą bolączką są opłaty na rzecz giełdy. Na temat ich wysokości od dłuższego czasu środowisko brokerów dyskutuje z GPW. Niedawno giełda zaproponowała kompromisowe rozwiązanie, obniżając dolną stawkę prowizji, które jednak branży nie satysfakcjonuje.

Sytuację domów maklerskich mógłby uratować wzrost obrotów. Ale to za mało, by wyraźnie poprawić wyniki. Trzeba by jeszcze zwiększenia przychodów z pracy przy ofertach publicznych. Na tym rynku 2012 r. nie jest udany.

Wiele wskazuje na to, że pewna poprawa będzie możliwa w samej końcówce roku – głównie dzięki jednej ofercie wartej 2,5 mld zł sprzedaży nowych i istniejących akcji Alior Banku. „Bank i akcjonariusze sprzedający zapłacą globalnym współkoordynatorom wynagrodzenie prowizyjne w wysokości do 4 proc. wartości uplasowanych akcji” – czytamy w prospekcie emisyjnym Aliora. Do podziału jest 100 mln zł.

Problem w tym, że spośród krajowych brokerów status „globalnego koordynatora” przy emisji banku ma tylko jeden – Ipopema. Pozostali to globalne banki inwestycyjne: JP Morgan, Morgan Stanley i Barclays. Dziesięciu innych krajowych brokerów przyjmujących zapisy na akcje musi liczyć tylko na prowizje od klientów.