W przyszłym roku stawka wzrośnie do 0,1 proc. z 0,099 proc. w bieżącym. Podstawą do wyliczania stawki jest 12,5-krotność wymogu kapitałowego, który według stanu na koniec września wynosił 72 mld zł.

Ale ponieważ wzrósł wymóg kapitałowy sektora bankowego, w przyszłym roku wpłata do funduszu może przekroczyć 900 mln zł, wobec 840 mln zł, jakie BFG dostanie w tym roku. Ostateczna wartość będzie zależała od stanu bilansów banków w końcu bieżącego roku. Wpłata do BFG pomniejszy przyszłoroczny zysk brutto sektora bankowego. W pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku wynik brutto sektora to niespełna 15 mld zł.

Z wpłaconych przez banki pieniędzy są finansowane np. preferencyjne pożyczki dla instytucji, które wpadły w kłopoty finansowe i konieczna jest ich sanacja.

Opłata roczna, którą banki wpłacą najpóźniej w marcu przyszłego roku, to niejedyne obciążenie sektora na rzecz BFG. Jest jeszcze fundusz ochrony środków gwarantowanych, który może być użyty w przypadku upadłości któregoś z banków na pokrycie depozytów klientów (żaden bank komercyjny nie upadł od blisko 13 lat). W tym wypadku pieniądze pozostają w bankach. Muszą być jedynie zainwestowane w bezpieczne i płynne aktywa, jak obligacje skarbowe, tak by w każdej chwili można było po nie sięgnąć. Stawka funduszu ochrony środków gwarantowanych będzie w przyszłym roku taka sama jak w bieżącym. Wyniesie 0,55 proc. kwoty depozytów, od jakich banki muszą odprowadzać rezerwę obowiązkową. Na wypadek kłopotów któregoś z graczy rynkowych banki będą musiały odłożyć ok. 3,8 mld zł.

Rząd pracuje nad podatkiem bankowym, który również miałby trafiać na konto BFG.