Inwestorzy po krótkiej przerwie przypomnieli sobie o palącym problemie „klifu fiskalnego”, a amerykańscy politycy nie dają nadziei na szybkie jego rozwiązanie.

Ceny ropy pod presją „klifu fiskalnego”

Cena ropa była wczoraj, ale jest również dzisiaj, pod szczególną presją związaną z ponownym wzrostem niepokojów o pozytywne rozwiązanie kwestii „klifu fiskalnego”. W tym tygodniu po świątecznej przerwie wznawia prace Kongres, ale prezydent Obama zamiast rozmawiać z jego liderami woli spotykać się z wyborcami czy przedstawicielami małego biznesu, by w ten sposób udowadniać słuszność swojego postulatu zwiększenia obciążeń podatkowych dla najbogatszych.

Inwestorzy obawiają się, że uruchomienie z początkiem przyszłego roku automatycznych cięć wydatków i podwyżek podatków doprowadzi do recesji w USA, a to z kolei obniży popyt na ropę, który i tak jest pod negatywną presją ze strony recesji w Europie, którą we wczoraj opublikowanych prognozach OECD wymienia jako największe zagrożenie dla globalnej gospodarki. Ta paryska organizacja zrewidowała swoje majowe prognozy przyszłorocznego wzrostu światowego PKB z 3,4% do 2,9%.

Pewnym czynnikiem wsparcia dla cen ropy mogły być protesty w Egipcie przeciwko prezydentowi Mohamedowi Mursiemu, które zgromadziły jedną z większych ilość osób od czasu pamiętnych protestów przeciwko byłemu wieloletniemu prezydentowi Mubarakowi. Informacje dochodzące z Egiptu mogły utwierdzić inwestorów, że sytuacja tam panująca jest wciąż niestabilna. Trzeba jednak pamiętać, że największym zagrożeniem pozostaje ewentualny atak na Iran, co ostatnio nie jest już tak głośno podnoszone jak to miało miejsce wcześniej.

Ostatnim czynnikiem, który nie mógł wesprzeć popyt w obronie rynku, były dane o zapasach ropy według API, które wzrosły o 1,9 mln baryłek wobec oczekiwań wzrostu o zaledwie 300 tys. Dzisiaj po południu opublikowane zostaną dane rządowej agencji na temat tygodniowej zmiany zapasów.

Jakość upraw amerykańskiej pszenicy ozimej najniższa w historii

Wciąż bardzo interesująco prezentuje się handel na surowcach rolnych, których ceny po letniej dynamicznej zwyżce utrzymują na relatywnie wysokim poziomie. Wczoraj uwagę zwracał wzrost cen pszenicy o prawie 3% do najwyższego poziomu od ponad dwóch tygodni. Do zwyżki przyczynił się raport amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, według którego zakres upraw pszenicy ozimej o najwyższej jakości zmniejszył się do zaledwie 33%, co jest najgorszym wynikiem w historii. Średnia historyczna dla późnego listopada wynosi 54%, a rok temu wynosiła 52%. Poprzedni rekord w tym okresie ustanowiony został w roku 1999 na poziomie 43%, czyli i tak zauważanie wyższym niż obecne.

Dane o słabej jakości ziarna nie były specjalnym zaskoczeniem, gdyż konsekwentnie pogarszały się przez ostatni miesiąc i oczekiwania rynkowe wskazywały na możliwość ustanowienia rekordowo niskiej jakości. Tym niemniej cena pszenicy zauważalnie zareagowała i dzisiaj nie chce korygować osiągniętych wczoraj wysokich poziomów. Bardzo ciekawie prezentuje się wykres ceny od strony technicznej. Otóż od osiągnięcia maksimum w lipcu ceny konsolidują się w wąskim przedziale przypominającym flagę. Aktualnie zbliżyliśmy się do górnego ograniczenia formacji i warto śledzić sytuację, gdyż wybicie wyżej będzie sugerowało ponowne wznowienie dynamicznego trendu wzrostowego.