Ukraina bardzo asertywnie układa swoje gazowe relacje z Moskwą. Kijów jednostronnie obniżył objętość sprowadzanego z Rosji gazu, narażając się na wysokie kary. Jednocześnie zaawansowane są plany dywersyfikacji dostaw.

Państwowy Ukrtransgaz rozpoczął budowę długiej na 65 km rury, która połączy planowany terminal LNG w porcie Piwdennyj pod Odessą z ukraińskim systemem gazowym. – Ten dzień można nazwać dniem niepodległości energetycznej Ukrainy – nieco patetycznie komentował szef Ukrtransgazu, a niegdyś jeden z komendantów pomarańczowej rewolucji Władysław Kaśkiw. Sam terminal z kolei zbuduje najprawdopodobniej hiszpański Enagas.

Minister energetyki Jurij Bojko optymistycznie planuje, że pierwszy transport skroplonego gazu trafi na Ukrainę jesienią 2013 r. Docelowo ma to być przede wszystkim gaz z Azerbejdżanu. Ambasador tego kraju w Kijowie Eynulla Madatli zapowiedział, że pod koniec dekady może chodzić nawet o 5 mld m sześc. rocznie.

Porównywalne ilości mają być sprowadzane poprzez tzw. rewers z Niemiec. Kontrakt w tej sprawie z niemieckim RWE został podpisany 1 listopada. To nie wszystko. Do końca roku (choć termin jest ciągle przekładany) mają zostać zawarte kontrakty z Chevronem i Shellem, zwycięzcami przetargów na eksploatację dwóch złóż gazu łupkowego. W sumie pod koniec dekady mają one przynosić kilkanaście mld m sześc. gazu rocznie.

Z kolei prezydent Wiktor Janukowycz rozmawiał wczoraj o gazie LNG z emirem Kataru Hamadem as-Sanim. Według zbliżonego do władz w Kijowie dziennika „Siegodnia” Katar oferuje surowiec za 140 dol. za 1 tys. m sześc., podczas gdy Rosjanie żądają 430 dol. Po wizycie w Katarze szef państwa odwiedzi także Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Wszystko to daje Kijowowi narzędzie do obrony przed naciskami Rosji. Ukraina już teraz robi, co może, by uwolnić się z żelaznego ucisku Gazpromu. O ile w 2011 r. Naftohaz kupił od sąsiadów 40 mld m sześc. gazu, o tyle na przyszły rok prezydent Wiktor Janukowycz zapowiedział zmniejszenie tej wartości do 18 mld m sześc.

– Ukraina ma szansę, by docelowo stać się eksporterem gazu – twierdzi amerykański ambasador w tym kraju John Tefft. W tym aspekcie współpraca zachodnich firm z Ukraińcami układa się przyzwoicie. Dla ukraińskich oligarchów, stojących za władzami i stopniowo podporządkujących sobie kolejne obszary gospodarki, tani gaz oznacza większą konkurencyjność ich produktów, zwłaszcza z energochłonnej branży chemicznej czy stalowej. W tym akurat przypadku interesy Zachodu i ekipy Janukowycza są wyjątkowo zbieżne.

Na ten rok Naftohaz zakontraktował 33 mld m sześc., z których koncern ma zamiar pobrać zaledwie 81 proc. W ten sposób jednak Naftohaz złamie kontrakt, który zakłada klauzulę take or pay. Gazprom już grozi karą umowną w wysokości 2,7 mld dol. Jednak Kijów może oddać sprawę do arbitrażu, powołując się choćby na październikowe zwycięstwo Czechów z Gazpromem. Trybunał arbitrażowy stwierdził, że tamtejszy RWE Transgas nie musi płacić kary za nieodebrany gaz.

– Rosja byłaby skłonna zgodzić się na rezygnację z take or pay, ponieważ zdaje sobie sprawę z malejącego pola manewru. W zamian jednak chce daleko idących przywilejów w krymskim Sewastopolu, w którym stacjonuje jej flota – mówi DGP politolog Andrij Doroszenko, dobrze zorientowany w kuluarach ukraińskiej polityki.

Trwają targi o wolny handel

Cztery państwa UE lobbują w Brukseli, by bez względu na represje wobec ukraińskiej opozycji podpisać wynegocjowaną w 2011 r. umowę o stowarzyszeniu a pogłębionym wolnym handlu między UE i Ukrainą (DCFTA). Polska, Czechy, Litwa i Słowacja chcą, by nastąpiło to na planowanym na jesień 2013 r. szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie – pisze brukselski portal EUobserver.

– Powinniśmy podpisać umowę w ciągu kilku miesięcy, a potem wdrożyć jej postanowienia. Umowa stowarzyszeniowa nie powinna pozostawać zamrożona – mówił przed tygodniem przedstawiciel UE w Kijowie Jan Tombiński. Porozumienie w części dotyczącej wolnego handlu mogłoby wejść w życie jeszcze przed jej ratyfikacją przez 27 narodowych parlamentów.

Proces ratyfikacyjny może się bowiem przeciągnąć nawet o kilka lat, także ze względu na sprzeciw Francji, Holandii i Wielkiej Brytanii, które są postrzegane jako naczelni przeciwnicy jakichkolwiek ustępstw wobec prezydenta Wiktora Janukowycza. Rządząca Partia Regionów stopniowo odwraca bowiem demokratyczne przemiany, do jakich doszło nad Dnieprem w latach 2005–2010. Także sposób przeprowadzenia październikowych wyborów parlamentarnych, zmanipulowana kampania wyborcza i wykorzystywanie sądów do walki z opozycją nie wzbudzają na Zachodzie entuzjazmu.

Kluczowa może się okazać zgoda Niemiec. Berlin był co prawda orędownikiem zbojkotowania finału piłkarskich mistrzostw kontynentu, a zdominowany przez chadecję parlament twardo żąda od Kijowa przestrzegania praw człowieka, ale kanclerz Angela Merkel – jak twierdzi IAR – przychyla się do poparcia inicjatywy czterech państw środkowoeuropejskich. Tym bardziej że do podpisania umowy zza krat charkowskiego łagru wezwała nawet liderka opozycji Julia Tymoszenko. Choć należy dodać, że w tej sprawie opozycja jest podzielona, a szef dyplomacji w dawnym rządzie Tymoszenko Hryhorij Nemyria, który sam ma problemy z wymiarem sprawiedliwości, lobbuje na Zachodzie przeciwko podpisaniu DCFTA.

Z Kijowa płyną nawet sugestie, że Janukowycz w zamian za podpisanie umowy może ułaskawić Tymoszenko i szefa MSW w jej rządzie Jurija Łucenkę, jednak w te obietnice mało kto wierzy. O tym, że Tymoszenko będzie siedzieć do końca siedmioletniego wyroku, mówili nam niedawno niezależnie od siebie jeden z doradców prezydenta i jeden z wiodących PR-owców partii rządzącej. Poza tym ukraiński prezydent już wcześniej obiecywał niemieckim dyplomatom uwolnienie Tymoszenko poprzez wykreślenie z kodeksu karnego pamiętających czasy sowieckie przepisów o odpowiedzialności karnej za decyzje polityczne. Ostatecznie te sugestie nie zostały spełnione, co tylko zaogniło relacje Kijowa z Berlinem.

Negocjacje DCFTA trwały pięć lat, wyraźnie przyspieszając po dojściu do władzy ekipy Janukowycza. – Umowa zakłada pełne zintegrowanie gospodarki ukraińskiej z europejską, włącznie z wdrożeniem unijnych standardów. To jej największa zaleta – mówił DGP europoseł Paweł Zalewski, parlamentarny opiniodawca DCFTA.