– Czasem weryfikujemy dane z CV, sprawdzamy też, czy potencjalny zatrudniony nie ma np. kochanek czy kochanków. To dotyczy wysoko postawionych pracowników w instytucjach finansowych – mówi detektyw i analityk ds. bezpieczeństwa Marcin Popowski, który pracuje dla takich firm. W tym wypadku przyszłego pracownika zazwyczaj się śledzi. Ale najprostszym sposobem na dowiedzenie się więcej jest sprawdzenie profilów zatrudnianego w różnych portalach społecznościowych, jak Facebook, Nk czy LinkedIn. Zamieszczenie zdjęcia ze zbyt szalonej imprezy może okazać się informacją, którą pracobiorca niekoniecznie chciałby ujawniać pracodawcy.

W momencie, kiedy już dana osoba trafi do firmy, jej inwigilacja jest dużo prostsza. Dziś zakładanie kamer z podglądem na stanowiska pracy nikogo już nie dziwi. A jeśli pracujący ma dostęp do służbowego komputera, jego poczynania są widoczne jak na widelcu. – Wachlarz możliwości technicznych jest spory. Zdalny podgląd jednego lub kilku monitorów, cykliczne zrzuty ekranu, logowanie każdego uderzonego na klawiaturze klawisza czy każdej uruchomionej aplikacji– mówi Piotr Waglowski, prawnik i publicysta, autor serwisu Prawo.vagla.pl. Do kompletu zamawiający taką usługę pracodawca dostanie statystyki aktywności i poręczny dostęp do archiwów zebranych informacji. – Możliwe jest zdalne zamknięcie uruchomionego na danym stanowisku pracy programu albo wysłanie odpowiedniego ostrzeżenia: uważaj, twój szef cię bacznie obserwuje – dodaje ekspert.

W niektórych kancelariach prawnych dokładnie odnotowywane jest tworzenie kopii poszczególnych plików, tak by wiedzieć, czy ktoś zatrudniony nie wynosi poufnych danych. Do tej pory takie metody stosowano w służbach specjalnych, w których odnotowywane jest nawet kto, co i po co kseruje.

Z kolei w firmach spedycyjnych okiem szefa jest nadajnik GPS zamieszczony w aucie. Urządzenie pokazuje dokładne położenie pojazdu i pozwala na kontrolę zużycia paliwa.

Podstawowym sposobem na kontrolę czasu pracy pracownika są jednak karty dostępu. Wchodząc i wychodząc, trzeba je zbliżyć do czytnika i dane są zapisywane. Jednak nie każdą nowinkę techniczną można zastosować w praktyce. W pewnej spółce szef chciał wprowadzić zamiast kart sprawdzanie linii papilarnych pracowników. Sprawą zainteresował się główny inspektor ochrony danych osobowych, a 1.12. 2009 r. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że „wykorzystanie danych biometrycznych do kontroli czasu pracy pracowników jest nieproporcjonalne do zamierzonego celu ich przetwarzania”.

– Technik monitorowania jest wiele, ale czasem trzeba przeprowadzić klasyczną obserwację i np. na kilka dni czy tygodni zatrudnić się w danym zakładzie. W dużych fabrykach, przy dobrze maskujących się, sprytnych pracownikach często to jedyny sposób, by odkryć kto i w jaki sposób kradnie – stwierdza Popowski.