Spadek cen złota oznacza, że, inwestorzy coraz bardziej wierzą w dolara i odbijanie się amerykańskiej gospodarki.

Początek załamania nastąpił już w piątek, gdy po raz pierwszy od lipca cena złota znalazła się poniżej poziomu 1500 dolarów za uncję. Wczoraj po otwarciu rynku było jeszcze gorzej – ponad ośmioprocentowy spadek zepchnął ją w pewnym momencie do niespełna 1385 dolarów, czyli poziomów ostatnio widzianych w marcu 2011 r. Był to największy dwudniowy spadek cen kruszcu od 1983 r.

Na tak masową wyprzedaż złożyło się kilka przyczyn. Najważniejsza to spekulacje rynkowe, że prowadzony przez Rezerwę Federalną program ilościowego luzowania polityki pieniężnej (quantative easing), którego celem jest stymulowanie amerykańskiej gospodarki, może zostać zakończony w tym roku, czyli wcześniej, niż planowano. Zdaniem części członków Fed nie ma już takiej potrzeby, bo gospodarka wychodzi na prostą. Ożywienie w USA oznacza umacnianie się dolara, a to przekłada się na zmniejszenie atrakcyjności złota jako bezpiecznej lokaty. Drugim czynnikiem wpływającym na spadek ceny złota okazały się dane ekonomiczne z Chin – w tym przypadku słabe. W pierwszym kwartale wzrost gospodarczy tego kraju rok do roku wyniósł 7,7 proc., a nie 8,0 proc., jak oczekiwano. Ponieważ Chiny zajmują drugie miejsce na świecie pod względem konsumpcji złota, mniejszy wzrost PKB oznacza mniejsze zakupy tego metalu. Kolejną przyczyną są dane z Indii – największego światowego konsumenta złota – o tym, że wprowadzony przez władze 50-procentowy podatek importowy spowodował w pierwszym kwartale spadek ilości sprowadzonego złota o 24 proc. Wreszcie na rynek w dalszym ciągu wpływała informacja z końcówki zeszłego tygodnia o tym, że Cypr wyprzedaje swoje rezerwy złota, aby zebrać pieniądze będące warunkiem do uzyskania pomocy finansowej z Unii Europejskiej.

Złoto przez ostatnie 12 lat znajdowało się w trendzie wzrostowym, przy czym przyspieszył on gwałtownie w latach 2009–2011. We wrześniu 2011 r. uncja kruszcu osiągnęła historyczny rekord cenowy – 1921 dolarów. Później spadła, ale cały czas oscylowała pomiędzy 1600 a 1800 dolarów, czyli na historycznie wciąż wysokich poziomach.

>>> Czytaj też: Czy złoto rozpoczęło globalną korektę?

Zdaniem większości analityków złoto w średnim okresie w dalszym ciągu będzie taniało, zmierzając w okolice 1300 dolarów za uncję. – Odwrót od złota wciąż jest jeszcze na wczesnym etapie. Inne aktywa będą się stawały coraz bardziej atrakcyjne, w miarę jak będą się poprawiać perspektywy wzrostu gospodarczego – mówi Bloombergowi Georgette Boele, analityczka rynków surowcowych z ABN Amro Group. Czynnikiem hamującym spadki mogą być wprawdzie zwiększone zakupy jubilerskie, szczególnie w Indiach i Chinach, oraz zakupy inwestorów szukających okazji i liczących na odbicie, ale nie powinny one przełamać trendu. Złoto pociągnęło w dół pozostałe metale szlachetne – platynę, pallad oraz w szczególności srebro, którego cena spadła do najniższego poziomu od października 2010 r.

Ateny uspokajają inwestorów

Grecja znajduje się na dobrej drodze do tego, by w 2014 r. odzyskać wzrost gospodarczy i zacząć spłacać długi, orzekli wczoraj eksperci trojki, czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Opinię tę wyrazili po przeprowadzeniu kolejnego z okresowych przeglądów stanu gospodarki, od których zależy wypłata dalszych transz środków pomocowych.

Oznacza to, że na najbliższym posiedzeniu trojki w maju zapewne zostanie zaakceptowana wypłata 2,8 mld euro z Europejskiego Mechanizmu Stabilności Finansowej. Trojka pochwaliła Grecję za zwiększenie ściągalności podatków, osiągnięte przez znaczące zmiany w administracji skarbowej.

Warunkiem otrzymania pomocy przez Grecję były głębokie cięcia w wydatkach, skutkiem czego gospodarka kraju szósty rok jest w recesji, a bezrobocie utrzymuje się na poziomie 27 proc.

Grecja od 2010 r. otrzymała 270 mld euro pomocy. Dług publiczny obecnie wynosi 160 proc. PKB. Zdaniem ekspertów trojki, bezpiecznym poziomem będzie 120 proc.