Według danych CIA, w 2013 roku szacunkowy współczynnik dzietności w Polsce wyniesie 1,28 dziecka na jedną kobietę w wieku rozrodczym. Na 224 badane w tym roku państwa, zajęliśmy 212 miejsce. Przy czym przyjmuje się, że współczynnik dzietności zapewniający zastępowalność pokoleń wynosi około 2,1 – dopiero wtedy kolejne pokolenia są wystarczająco liczne, żeby zapewnić stabilność społeczną i ekonomiczną.

Najnowsze dane Eurostatu, urzędu statystycznego Unii Europejskiej, pokazują, że na Starym Kontynencie liczba urodzeń zmalała w latach 2008-2011 o 3,5 proc. Przerwany został w tym czasie trwający od 2002 roku trend wzrostowy. Podczas gdy w 2008 roku liczba żywych urodzeń wynosiła w Europie 5,6 mln, to w 2011 roku spadła ona już do 5,4 mln. Ilość państw, które z roku na rok zanotowały spadek wzrosła z 1 do 26 (na 31).

Średni poziom dzietności w UE oraz Islandii, Norwegii, Szwajcarii oraz Chorwacji wyniósł 1,58. W latach 2000-2011 szczyt dzietności w większości państw wypadał pomiędzy rokiem 2008 a 2010, czyli w czasie, kiedy w wielu państwach pogorszyła się sytuacja gospodarcza. W Polsce był to rok 2009 – na jedną kobietę przypadało wtedy 1,4 dziecka. Potem w większości państw dzietność zaczęła spadać.

>>> Czytaj też: Eurostat: bezrobocie w UE wyniosło w marcu 10,9 proc.

Według Eurostatu w 2011 r. wyprzedzaliśmy w tej kwestii tylko Rumunię i Węgry. Jednak szacunki dotyczące pierwszych miesięcy 2012 roku pozwalają mieć nadzieję na pewną poprawę.

Dzieci a kryzys

Czy załamanie się wzrostu dzietności właśnie w tym czasie wynika z pogorszenia się sytuacji materialnej rodzin w związku z kryzysem gospodarczym? Jak zaznacza w swojej publikacji na ten temat Eurostat, dla niektórych państw skala i długość recesji są bezprecedensowe. Bardzo trudno jest jednak rozdzielić czynniki ekonomiczne i ich wpływ na liczbę rodzących się dzieci od „naturalnych” spadków dzietności, które miałyby miejsce nawet gdyby kryzysu nie było. Może je powodować chociażby spadek liczby kobiet w wieku rozrodczym w populacji. Taki spadek miał bowiem miejsce, a z wyliczeń Eurostatu wynika, że najprawdopodobniej był on odpowiedzialny za około 62 proc. spadku liczby urodzeń w latach 2009-2011.

Według wyliczeń Giampaolo Lanzieriego, autora publikacji na ten temat, wynika że istnieje zauważalny związek pomiędzy spadkiem płodności, a takimi czynnikami jak spadek PKB, wzrost bezrobocia czy spadek konsumpcji. Zwykle następuje on z opóźnieniem o rok lub dwa lata. Jednym z państw, w których korelacja ta była dość istotna, była Polska – szczególnie w przypadku bezrobocia.

Co jednak ciekawe, dzietność nie zależy jednoznacznie od tego, czy kobiety w danym kraju mają pracę, czy nie. W różnych krajach można zaobserwować na tyle różne – i na tyle zmienne – korelacje pomiędzy dzietnością a statusem zawodowym kobiet w wieku rozrodczym, że nie można mówić o żadnej wyraźnej tendencji.

Kwestia wpływu gospodarki na poziom dzietności jest więc wciąż kwestią kontrowersyjną i trudną do jednoznacznej oceny. Spadek liczby urodzeń od 2008 roku i pewne zależności pomiędzy wskaźnikami makroekonomicznymi a poziomem dzietności mogą jednak w pewnym stopniu potwierdzić powszechne, dość logiczne przekonanie: kiedy sytuacja gospodarcza wpływa niekorzystnie na sytuację finansową poszczególnych obywateli, starają się oni odkładać decyzję o założeniu rodziny na później.

>>> Polecamy: Jesteśmy o połowę bogatsi niż w 2005 roku. Ale wciąż biedni na tle UE