Rozmawiałem niedawno z kolegą prawnikiem. Żalił się, że już od bardzo dawna nie przeczytał żadnej książki spoza swojej działki. –Kiedy? Nie mam czasu – rozkładał ręce. Ciągle musi siedzieć w nowych ustawach i orzeczeniach. Miała pani podobny problem?

Prawnik musi czytać, nawet jeśli nie ma na to ani czasu, ani ochoty. Bo inaczej będzie złym prawnikiem.

Dlaczego?

Bo prawo to jest inżynieria. Ma tę cechę, że musi być użyteczne do czegoś, że musi rozwiązywać konkretne problemy, które zahaczają o najróżniejsze dziedziny życia. Więc trzeba czytać książki z pogranicza prawa oraz innych działek. Ostatnia taka rzecz, która wpadła mi w ręce, to „Nieoczywistości”, czyli zapis wspólnego bloga prowadzonego od lat przez prawnika Richarda Posnera oraz ekonomistę Gary’ego Beckera. Ale prawnik musi też sięgać po rzeczy z innych dziedzin. Gdybym tego nie robiła, to bym trwała w przekonaniu, że to, czego się nauczyłam dobre 50 lat temu, pozostaje aktualne. I pisząc, tylko tę starzyznę bym reprodukowała. A świat się przecież zmienił. Pojawiły się globalizacja, nastąpiło zjawisko przesunięcia władzy od polityki do gospodarki i jeszcze doszedł internet.

W tym akurat temacie polecam właśnie wydaną po polsku, głośną kilka lat temu w USA książkę Nicolasa Carra „Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg”.

Właśnie o takich książkach mówię, bo mnie interesuje, jak się zmienia otoczenie, w którym moje inżynieryjne instrumenty prawne mają działać. Bo jeżeli nie będę tego świadoma, popełnię masę głupstw. Jeśli to się zdarzy adwokatowi lub sędziemu, nie tylko skrzywdzą klienta albo ludzi, którzy przyszli po sprawiedliwość. To już będzie grzech przeciwko całemu systemowi, grzech nieuctwa i swawoli.

Co to znaczy?

Od bardzo dawna staram się tłumaczyć, że prawo jest ważną, ale nie najważniejszą częścią życia społecznego. Można mieć najcudowniejsze i najpiękniej sformułowane paragrafy, ale co z tego, kiedy nikt nie będzie umiał albo chciał z nich skorzystać. A to się czasem dzieje właśnie przez nieuctwo lub swawolę. Bo jeżeli prawo działa w niesprzyjających warunkach, to nie ma szans, by mogło działać dobrze.

>>> Czytaj też: Skrócone studia prawnicze: fizjoterapeuta będzie prawnikiem

Przykłady?

Przyszłam kiedyś do mojego macierzystego instytutu PAN. I widzę tam dziki tłum na korytarzu. Pytam, co się dzieje. Okazuje się, że to doktoranci, którzy przyszli na egzaminy. A to nie są sztubacy, tylko urzędujący sędziowie. Kłębili się między salą a toaletą. Złapałam się za głowę, zrobiłam dziki wrzask. Wymogłam w sekretariacie, żeby im dali przynajmniej krzesła. Ja nie mam z tym studium doktoranckim nic wspólnego, ale moja pierwsza myśl była taka: przez to, że oni zostali tak potraktowani, tak samo potraktują ludzi, którzy przyjdą do nich do sądu. Bo uznają, że taki jest standard. Oczywiście wzięto mnie za osobę lekko niedzisiejszą, ale uważam, że miałam rację. Bo trzeba się identyfikować z tym, co się robi. To podobna sytuacja do tej w banku czy na poczcie. Coraz ładniejsze pomieszczenia, gadżety, ale jedno okienko. Kiedy zwracam na to uwagę pracownikom banku, w odpowiedzi słyszę, że to nie ich wina. Doskonale to rozumiem, ale z drugiej strony mam tym ludziom za złe, że oni się w ogóle nie identyfikują ze swoją pracą.

A prawnicy się identyfikują?

Skąd! I tu też nagminnie widać postawę, że interesuje mnie tylko odtąd – dotąd. Do tego dochodzi jeszcze bezkarność. Tu wszystko grzęźnie w nieprawdziwych wyjaśnieniach, np. takich, że nie można przypisać winy funkcjonariuszom bezpośrednim sprawcom szkody, za którą zapłacił Skarb Państwa. Oczywiście, że można. Na przykład wówczas, gdy funkcjonariusz nie zna elementarnych zasad, według których powinien działać. To już decyduje o jego winie uzasadniającej regres np. do prokuratora. Jeżeli jest postępowanie, które ciągnie się miesiącami, i przez te miesiące prowadzący nie pomyślał nawet, by kogoś przesłuchać, już samo to wystarczy do przypisania winy. Nie winy karnej, ale takiej, która wyraża się w niedołożeniu należytej staranności.

I na to książki pomogą?

Na pewno nie zaszkodzą.

>>> Czytaj też: Edukacja w Polsce: Kształcenie jest masowe, a dyplom ma małą wartość

Ewa Łętowska prawniczka, pierwszy polski rzecznik praw obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.