Zbiorowym bohaterem tygodnia były spółki, które opublikowały raporty kwartale i półroczne. Na ostateczne wnioski jeszcze za wcześnie, do tej pory wyniki opublikowała mniej więcej jedna czwarta notowanych na Catalyst firm.

Jeśli chodzi o kłopoty, to ich potwierdzenie znaleźliśmy w raportach Orła i Werth-Holz (straty operacyjne, pogarszający się bilans), przy czym inwestorzy nie spodziewali się niczego innego, o czym świadczy wycena w okolicach 80 proc. nominału. Stratę operacyjną i netto oraz ujemny kapitał własny wykazał też niedawny debiutant – Polfa. Akurat ta spółka znajduje się w restrukturyzacji i jako taka była inwestorom przedstawiana – stąd dziwi nie tyle spadek ceny do 98 proc. nominału po publikacji raportu, co raczej udany debiut z ceną 101 proc. w dniu debiutu. Z mniejszych spółek słabsze wyniki zaprezentował Blue Tax, którego obligacje zapadają w listopadzie oraz GPF Causa, który nie osiągnął w II kwartale żadnych przychodów, a stan gotówki był alarmująco niski (8 tys. zł). Jeszcze mniej (2 tys. zł) wykazało East Pictures.
Większy odsetek firm przedstawił natomiast wyniki, które nie powinny wzbudzać zaniepokojenia inwestorów, a niektóre z nich postarały się nawet o miłe niespodzianki. Mam tu na myśli dobre wyniki The Farm 51, Klonu, Mery, Milmeksu, Eurocent, Uboat-Line, ScanMed, Admiral Boats czy może przede wszystkim Nickel Development (sześciokrotny wzrost przychodów, zejście z gotowych mieszkań o dwie trzecie).

Ta ostatnia spółka potwierdza – na razie jednostkowo – tezę o oczekiwanej poprawie wyników deweloperów (naturalnie nie wszystkich) i tym samym stawia ich obligacje w nowym świetle. Już nie jako te, które być może nie zostaną wykupione, ale raczej te, które z racji problemów branży w niedawnej przeszłości mają atrakcyjne kupony i stwarzają szanse na ponadprzeciętne zwroty. Znowu jednak z tym zastrzeżeniem, że uwaga ta nie dotyczy wszystkich deweloperów (tzn. nie wszystkich czeka poprawa) i na pewno nie można liczyć na zwrot o 180 stopni. Ale na proces poprawy, owszem. Powiedzmy, że za rok od dziś, mało kto będzie szukał wśród deweloperów kandydatów do bankructwa, a przeglądaniu bilansów nie będą towarzyszyły wypieki na twarzy.

Nie dam sobie ręki uciąć za to samo zdanie na temat spółek windykacyjnych. Nie o to chodzi, że sytuacja jest zła, ale na pewno już nie tak dobra jak przed rokiem. E-kancelaria zasygnalizowała w raporcie kwartalnym wydłużenie procesu ściągania należności, wcześniej – po I kwartale – podobną opinię przedstawiło P.R.E.S.C.O., które swoich szans upatruje w wejściu na rynek rosyjski. W raporcie Kredyt Inkaso także znajdziemy ten kierunek, grupa kupiła udziały w rosyjskiej spółce i zamierza tam inwestować w wierzytelności. Dla inwestorów to akurat korzystna sytuacja, bo oznacza, że spółki będą potrzebowały środków na inwestycje, a zarówno P.R.E.S.C.O. jak i Kredyt Inkaso nie rozpieszczają inwestorów częstymi emisjami. Jak obronią się spółki windykacyjne działające tylko na polskim rynku przekonamy się właśnie w ciągu najbliższych miesięcy. Póki co, karta im sprzyja. Obniżenie kosztów finansowych (w tym wypłaconych odsetek od obligacji) stoi za podwojeniem zysku netto Kredyt Inkaso.

Z pozostałych wydarzeń warto wspomnieć o MEW, który nieoczekiwanie złożył wniosek o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej. Wiadomo było, że spółka przeżywa kłopoty (nie wykupiła w terminie jednej z serii), ale też wiadomo było, że prowadzi z wierzycielami negocjacje. Być może wniosek o upadłość jest tylko ich elementem, rodzajem pokerowej zagrywki, która ma skłonić wierzycieli do ustępstw. Inna kuriozalna sytuacja to raport Digate, który na koniec roku wykazał w kasie spółki 0,5 mln zł w gotówce, tymczasem parę dni później spółka nie znalazła 33 tys. zł na wypłatę odsetek i obecnie składa posiadaczom obligacji nowe propozycje rozliczenia.