W całym kraju stoi kilka tysięcy multimedialnych kiosków zapewniających dostęp do internetu. Finansowano je z unijnych dotacji. Koszt jednego to kwota między 10 a 40 tys. zł.

W Makowie Podhalańskim infokiosk zainstalowany na początku lata na rynku przetrwał tylko 3 dni. Tyle wystarczyło, by ktoś uszkodził monitor. W Jeleniej Górze urządzenia postawione w 2012 r. działały dłużej. Aż kilka miesięcy. Postawiono je w ramach projektu „Południowo-Zachodni Szlak Cysterski” i miały informować o zabytkach oraz pomagać turystom. Na przykład przy wysyłaniu e-maili. Niestety, kilka z nich zamiast działać, szybko zostało oklejonych folią, bo ktoś je zniszczył. Na naprawę czekały od września do maja. W sprawie ich reanimacji wymieniono kilkanaście oficjalnych pism między urzędem miasta, Polską Organizacją Turystyczną a firmą, która wyprodukowała urządzenia, wszczęto postępowanie przez policję w sprawie wykrycia sprawców zniszczenia, wykonano kilkadziesiąt rozmów telefonicznych.

Podobnie sytuacja wygląda w innych częściach kraju. W Tarnowie za każdy z 80 kiosków multimedialnych samorząd zapłacił 9,6 tys. zł. Za tę kwotę można jednak właściwie wejść tylko na strony WWW miasta. I to też nie zawsze, bo urządzenia często nie działają. Dziennikarze „Gazety Krakowskiej” kilkanaście dni temu chcieli skorzystać z kiosku w Mościckim Centrum Medycznym i parku wodnym. Obu nie udało się odpalić. – Trzeba poruszać. Może ekran się pokaże – poradziła im pracownica parku wodnego. W Bolesławcu zainstalowanych jest 14 infokiosków. Kosztowały razem ze specjalnym telebimem ponad pół miliona złotych. Część z nich jest uszkodzona, część nie działa prawidłowo i nie wyświetla stron.

>>> Czytaj też: Prawo zamówień publicznych: projekty informatyczne wygrywają prawnicy

Jak Polska długa i szeroka, można natknąć się na urządzenia widma. – Stał już chyba ze trzy lata zepsuty. Odrapany, podparty jakimś drutem kolczastym, bez którego chyba by upadł, i to w samym centrum miasta zaraz obok domu kultury. A więc choć ten infokiosk należy do starostwa, to wystosowałem pismo, by albo go całkiem zlikwidować, albo zrobić z nim porządek i wreszcie go naprawić – mówi nam Maciej Juchniewicz, radny z Olecka. – Władze powiatu tuż przed wakacjami naprawiły to urządzenie. Nawet sprawdzałem, jak działa. No cóż, niby jest dostęp do internetu, ale bardzo powolny, ograniczony tylko do stron urzędowych i informacji turystycznych. Właściwie to nie wiem, po co komu takie urządzenie, gdy coraz więcej turystów korzysta ze smartfonów – dodaje radny.

– Kioski multimedialne, czyli publiczne punkty dostępu do internetu, to kolejna inwestycja z funduszy europejskich, na którą jest boom, a która zupełnie nie jest przemyślana – mówi nam Jacek Pietrusiewicz z Fundacji Wspomagania Wsi, specjalizujący się w informatyzacji. – Niestety gorzko się śmiejemy, że dotacje nakłoniły każde województwo do inwestowania we własne lotnisko, każdy powiat do stawiania aquaparku, a każdą gminę do własnej świetlicy i infokiosków. Takie internetowe automaty to nie był zły pomysł, ale 5–7 lat temu. Dziś stoją nieużywane, bo oferują przestarzałą usługę, a w przyszłości w ogóle będą straszyć. Jednak utrzymywać je trzeba, bo do tego zobowiązują umowy – dodaje ekspert.

>>> Polecamy: GDDKiA chce inteligentnych dróg, w praktyce może wyjść kolejny bubel