W Niemczech jest ich prawie 12, a na Malcie i Cyprze ponad 40 – wynika z danych Eurostatu. Dane te sugerują, że rynek hotelowy w Polsce jest nienasycony – ocenia Lion’s Bank.

Mierzenie atrakcyjności inwestycyjnej i poziomu ryzyka poszczególnych segmentów rynku nieruchomości w Polsce często wykonywane jest poprzez porównanie prostych wskaźników opisujących ich nasycenie nad Wisłą i np. w krajach europejskich. Możemy w ten sposób porównywać liczbę mieszkań przypadających na jedno gospodarstwo domowe, która to miara sugeruje w Polsce spore braki lokalowe. Możemy też analizować powierzchnie centrów handlowych przypadających na jednego mieszkańca, czego wynik byłby podobny. W przypadku rynku hotelowego prostym wskaźnikiem, który może mierzyć nasycenie rynku, jest liczba pokoi hotelowych przypadająca na jednego mieszkańca. Stosownych danych do obliczeń dostarcza Eurostat.

Jak to bywa z prostymi wskaźnikami, nie zawsze można je interpretować wprost, bez dodatkowego wytłumaczenia. Tak też jest i w tym przypadku. Należy mieć świadomość, że znacznie wyższe wyniki w badanym zakresie charakteryzować powinny kraje o relatywnie niskiej liczbie ludności. Pomóc może ponadto fakt, że gospodarka kraju jest nastawiona na turystykę np. z racji posiadania długiej linii brzegowej i położenia w ciepłej strefie klimatycznej.

>>> Polecamy: Mieszkaniowy dramat cenowy. Oto kraje, gdzie ceny nieruchomości spadły najbardziej

Najwięcej hoteli na Cyprze

I tak nie powinien dziwić wynik zanotowany przez Cypr. Ta popularna turystycznie wyspa o relatywnie niewielkiej liczbie ludności (862 tys.) charakteryzuje się najwyższym wskaźnikiem liczby pokoi hotelowych przypadających na jednego mieszkańca (48,1). Podobnie sytuacja wygląda w przypadku drugiej w rankingu Malty (42,2 pokoje na 1000 mieszkańców). Warto ponadto w tym miejscu zauważyć, że pomimo pozornie wysokiego nasycenia rynku hotelowego średnie obłożenie tego typu obiektów na Malcie w 2012 roku wyniosło 65% - wynika z danych Eurostatu. Dla porównania w Polsce jest to tylko niewiele ponad 40 proc.

Kolejne trzy miejsca rankingu są nie mniej ciekawe. Grecja, której liczba ludności jest znacznie wyższa (11,3 mln), jest na tyle popularna wśród turystów, że zajęła trzecie miejsce w rankingu z wynikiem na poziomie 35,2 pokoi hotelowych na 1000 mieszkańców. Podobny powód spowodował, że na czwartym miejscu w rankingu (34,4 pokoju hotelowego na 1000 mieszkańców) uplasowała się Austria, dla której także ważną gałęzią gospodarki jest turystyka. W tym przypadku turystom nie chodzi oczywiście o plaże i słońce, ale raczej Alpy, jeziora i zabytki. Piątym krajem w rankingu jest Islandia. Tam na 1000 mieszkańców przypada ponad 30 pokoi hotelowych. Cechą tej wysuniętej na Północ wyspy, mającej tylko 322 tys. mieszkańców, jest duża liczba odwiedzających ją turystów (w zeszłym roku było ich ponad milion). To rodzi obawy lokalnych polityków o wpływ turystyki na stan środowiska, czemu wtórują głosy o możliwości wprowadzenia ograniczeń w ruchu turystycznym.

Mało hoteli w Polsce

W ogonie rankingu sporządzonego przez Lion’s Bank, w gronie takich krajów jak Macedonia i Serbia, znalazła się Polska. W Macedonii, która zanotowała najgorszy z wynik, na 1000 mieszkańców przypada tylko 3,1 pokoju hotelowego. Dla Polski i Serbii wynik ten jest tylko nieznacznie lepszy (odpowiednio 3,2 i 3,5). Dane te mogą sugerować niedostateczny stan rozwoju rodzimego rynku hotelowego.

Trudno jednak porównywać polski rynek do cypryjskiego czy maltańskiego, gdzie nasycenie rynku hotelowego jest kilkanaście razy wyższe niż nad Wisłą. Najbardziej jaskrawymi powodami nieporównywalności danych są fakt że w Polsce sezon letni trwa 2-3 miesiące oraz ten, że w Polsce mieszka prawie 100 razy więcej ludzi niż na Malcie. Bardziej racjonalne byłoby na przykład porównanie rodzimego rynku hotelowego do niemieckiego. W Niemczech nasycenie rynku jest prawie czterokrotnie wyższe niż w Polsce.

Trudniej wynająć pokój w luksusowym hotelu

Czy więc polski rynek będzie dążył do europejskiej średniej? Najpewniej tak, ale trudno spodziewać się bardzo dynamicznym zmian. Warto w tym kontekście zwrócić też uwagę na dane dotyczące kolejnego, relatywnie prostego wskaźnika, jakim jest obłożenie pokoi hotelowych. Ten nad Wisłą nie należy do najwyższych. Zgodnie z danymi GUS przeciętne obłożenie hoteli w 2012 roku wyniosło 41,1 proc. Oznacza to w uproszczeniu, że na każde 10 dni statystyczny hotelowy pokój był zajęty przez 4 dni. Wynik ten jest podobny do tego, który, zgodnie z danymi Eurostatu, można obserwować na Łotwie (39,4 proc.), w Czechach i we Włoszech (po 42,6 proc.). Co ciekawe, w Polsce wyższym niż średnie obłożeniem cieszą się hotele o wyższym standardzie i to ten segment może się okazać szczególnie atrakcyjny dla inwestorów. Paradoksalnie bowiem trudniej jest znaleźć pusty pokój w obiektach luksusowych, niż tych z niższej półki. Jak bowiem wynika z danych GUS, w przypadku hoteli dwugwiazdkowych obłożenie w zeszłym roku wyniosło 38,1 proc., podczas gdy w pięciogwiazdkowych było to 63,4 proc. Obłożenie luksusowych hoteli nad Wisłą jest więc porównywalne do tego obserwowanego u europejskiego lidera – na Malcie (64,8 proc.).