Do oddania posiadaczom bonów jest 3,1 mld zł. Papiery, które resort wykupi w środę, sprzedawane były na początku marca i dały nieźle zarobić kupującym je inwestorom, głównie bankom (mają prawie 68 proc. całej puli). Od emisji do połowy sierpnia ich rentowność spadła o około 1 pkt proc.

Zupełne oddłużenie w bonach wynika ze strategii MF, które stara się wydłużać zapadalność emitowanego długu. Bon to instrument specyficzny: emitowany jest na najwyżej rok (ten wykupywany żył przez 25 tygodni), kupują go głównie krajowe banki, które traktują go jako alternatywę dla emitowanych przez NBP bonów pieniężnych.

Dla ministerstwa emisje bonów to sposób na szybkie pozyskanie płynności, głównie w chwilach, gdy popyt na inne papiery (np. obligacje) spada, a dochody do państwowej kasy nie nadążają za wydatkami. Przykład to 2009 r.: w lipcu zadłużenie w bonach przekroczyło 64 mld zł.

Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, zastanawiają się, jak długo ministerstwu uda się wytrzymać bez bonów. W najbliższym czasie wszystko zależeć będzie od tego, jak resort poradzi sobie ze sfinansowaniem październikowego wykupu obligacji. Będzie miał do spłacenia papiery o wartości niemal 23 mld zł. Do tego trzeba będzie znaleźć dodatkowe pieniądze na sfinansowanie zwiększonego deficytu budżetowego.

Część przyjdzie z zagranicy: w październiku MF otrzyma kolejne transze kredytu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego – w sumie ok. 1 mld euro. Dzięki nim sfinansowanie tegorocznych potrzeb pożyczkowych – liczonych już z uwzględnieniem nowelizacji budżetu – sięgnie 90 proc. Nie można też wykluczyć, że w ciągu najbliższych tygodni zdecyduje się na wyjście z nowymi emisjami obligacji w walutach obcych.

Resort stoi jednak przed wyborem: przewalutować pieniądze z kredytów i emisji zagranicznych i w ten sposób spłacić bieżące zobowiązania albo poszukać środków na rynku krajowym. Minus pierwszego rozwiązania: ministerstwo pozbyłoby się walut, które mogłoby wykorzystać do spłaty przyszłorocznych zagranicznych długów. W styczniu do wykupu będą obligacje za 1 mld dol., w lutym za 1,75 mld euro. Ryzyko związane z drugą opcją to brak popytu na średnio- i długoterminowe obligacje. Wtedy kolejna emisja bonów byłaby bardzo prawdopodobna. Z popytem na nie nie powinno być problemów: nadpłynność w systemie bankowym przekracza obecnie 120 mld zł. Paweł Radwański, analityk Raiffeisen Polbanku, dodaje, że bony mogłyby być też atrakcyjne dla emitenta ze względu na ich niską rentowność.

Ale Arkadiusz Urbański z Pekao sądzi, że resort będzie się starał w pierwszej kolejności sprzedawać obligacje dwuletnie, które – na razie – również są mało wrażliwe na globalne wzrosty rentowności. – Spodziewam się dużej podaży dwulatek we wrześniu. Gdyby zainteresowanie było słabe, wtedy MF mogłoby sięgnąć po bony, ale krótkie, najwyżej trzymiesięczne. Nie sądzę jednak, by było do tego zmuszone – mówi analityk.

>>> Polecamy: Zagranica zamienia polskie obligacje na akcje