W prowadzeniu kawiarni pomaga im na pół etatu dwóch pracowników. Mimo to para nie wzięła więcej niż jednego dnia wolnego od maja 2012 roku. To wtedy, pięć miesięcy po straceniu poprzednich posad, postanowili otworzyć kawiarnię. Ona była wcześniej nauczycielką, a on monterem anten telewizyjnych. „Nie jest łatwo, ale ten sposób działa” – mówi 36-letnia Perez.

„Często mówię ludziom że wciąż mam problemy” – komentuje o rok starszy Rojas. „Różnica jest taka, że tym razem to ja je sobie wybieram” – dodaje.

W Hiszpanii, kraju który przechodzi najgorszy w swojej demokratycznej historii kryzys gospodarczy, zaczynają mnożyć się start-upy.

Ilość założonych firm wzrosła tu w pierwszej połowie tego roku o 8,2 proc. Liczba samozatrudnionych wzrosła w przez pierwsze siedem miesięcy tego roku o prawie 22 tys. osób, podczas gdy w pierwszych siedmiu miesiącach zeszłego roku spadła o 6826. Wzmożona przedsiębiorczość jest odpowiedzią na 26-procentowe bezrobocie w kraju, gdzie wciąż jedna szósta pracowników jest zatrudniona przez państwo.

>>> Czytaj też: Nieruchomości w Hiszpanii: nie opłaca się budować, teraz Hiszpanie będą burzyć

Przedsiębiorczość z konieczności

W sąsiedniej Portugalii ilość założonych firm wzrosła w pierwszej połowie tego roku o 20 proc. Poziom bezrobocia wynosi tam w tej chwili 16,4 proc.
Ilość start-upów w najbogatszych gospodarkach strefy euro, Francji i Niemczech, według doniesień lokalnych urzędów statystycznych maleje.

„W Hiszpanii ilość przedsiębiorstw z konieczności, a więc firm założonych przez ludzi chcących w ten sposób wyjść z bezrobocia, rośnie” – mówi Mariarosa Lunati, ekonomistka z OECD specjalizująca się w przedsiębiorczości. „Podobna tendencja pojawia się w innych krajach zmagających się z kryzysem” – dodaje.

Paris de L’Etraz z IE Business School w Madrycie twierdzi, że kryzys zmusił ludzi do zmiany swoich przyzwyczajeń. „Cztery czy pięć lat temu ponad połowa populacji chciała pracować dla państwa. Ostateczność doprowadziła ich do zmiany tego podejścia”.

Mniej papierkowej roboty

Premier Mariano Rajoy przewiduje, że gospodarka kraju wzrośnie w tym kwartale, po tym jak recesja zelżała w pierwszej połowie tego roku. Poziom bezrobocia zmalał po raz pierwszy od drugiego kwartału 2011 roku.

Hiszpański parlament poparł w zeszłym miesiącu prawo uproszczające procedury rejestracyjne i tworzące ulgi podatkowe. Zmiany te mają zachęcić Hiszpanów do zakładania firm i samozatrudnienia. Prawodawcy pracują nad kolejnym zapisem, który zmniejszyłby ryzyko utraty majątku w przypadku bankructwa.
„To, że ludzie nie pozostają sparaliżowani, to bardzo pozytywny znak. Całkowicie normalnym jest natomiast fakt, że nie każdy interes okaże się sukcesem.” – mówi Pedro Nueno Iniesta, wykładowca przedsiębiorczości w madryckiej szkole biznesu IESE.
„Niektóre z tych firm przetrwają, a to oznacza, że stworzą miejsca pracy i dopomogą gospodarce w stanięciu na nogi” – dodaje.

Pilar Andrade, prezes Ceaje, lobby młodych przedsiębiorców w Hiszpanii, twierdzi jednak, że kruchość nowych firm może stanowić dla gospodarki ryzyko.

Brak pracowników

Dane urzędu statystycznego INE wskazują na to, że 53 proc. hiszpańskich firm nie zatrudnia żadnych pracowników. Wielu z nich nie stać na zatrudnianie na pełen etat.
„Musimy pomóc tym firmom rosnąć w siłę. W innym wypadku zaleje nas fala spółek, które upadły po roku działalności” – mówi Andrade.

Zainteresowanie start-upami wzrasta, bo premier Rajoy utrudnił Hiszpanom znalezienie pracy opłacanej z podatków. Od 2011 roku, kiedy to doszedł on do władzy, liczba pracowników zatrudnianych przez państwo lub związane z nim firmy i organizacje spadła o 12 proc. Od 1976 roku liczba ta wzrastała i osiągnęła w pewnym momencie rekordowe 3,22 mln pracowników. W tym samym czasie prywatne zatrudnienie zmalało o 6,7 proc.

>>> Polecamy również: Hiszpania: populacja kraju zmniejszyła się po raz pierwszy od 1971 roku

Bezrobocie wśród młodych w Hiszpanii wynosi obecnie 56 proc. Pod tym względem w gorszej sytuacji w Europie jest jedynie Grecja.

Sara Gonzalez Servant i Cristina Jimenez Diaz od zakończenia studiów w 2006 i 2007 roku skakały od pracodawcy do pracodawcy, w międzyczasie nierzadko będąc bez żadnej pracy. Gdy urząd miasta Fuenlabrada pod Madrytem przestał przedłużać ich umowy, kobiety postanowiły założyć własną firmę konsultingową Indaga Research. Koleżanki szukają nowych klientów, ponieważ urząd Fuenlabrada korzysta z ich usług sporadycznie.
„Założyłyśmy własny interes żeby uciec od kryzysu” – mówi Jimenez. „Nie jest nam łatwo. Czasami zdarzają się miesiące bez żadnych wypłat” – dodaje.

Około 1,8 miliona hiszpańskich gospodarstw domowych, a więc jedno na dziesięć, pozostaje bez żadnego chlebodawcy. Według danych INE to o 5 proc. więcej niż w zeszłym roku. Gospodarstwa domowe wydały w zeszłym roku o 3,4 proc. mniej niż w roku poprzednim. Ilość kredytów udzielonych przez banki na zakup mieszkań spada z miesiąca na miesiąc od ponad pięciu lat. Od czerwca zeszłego roku do czerwca tego roku suma kredytów hipotecznych zmniejszyła się o 43 proc. To najgwałtowniejszy taki spadek od lutego 2012 r.

Rząd zwiększył pomoc finansową dla bezrobotnych o 5,9 mld euro, ale warunki otrzymania takiej dotacji uległy zaostrzeniu. 62 proc. bezrobotnych pobrało w czerwcu zapomogi od państwa. Rok wcześniej ten odsetek wynosił 66 proc.

Według hiszpańskiego oddziału holenderskiej agencji pracy tymczasowej Randstad, ludzie poszukujący pracy próbują zwiększyć swoje pole manewru. Carmen Sebrango z Randstad twierdzi, że odsetek pracowników, którzy stracili pracę i postanowili założyć własną firmę wzrósł do 15 proc., poziomu trzykrotnie przewyższającego standard dla Hiszpanii.
„Niektóre sektory wyjątkowo dotkliwie odczuły efekty kryzysu i nie są w stanie zatrudnić więcej osób” – mówi Sebrango. „Ludzie zakładają własne interesy ponieważ jest im zbyt trudno znaleźć inną pracę, pensje są zbyt niskie, lub nie mogą przeprowadzić się w inne miejsce” – dodaje.

Centrum miasta

Kawiarnia La Infinito ulokowana jest ledwie 10 minut od Puerta del Sol, centralnego i najbardziej ruchliwego placu w Madrycie. Perez przyznaje, że była bardzo zła gdy straciła pracę w przedszkolu na przedmieściach stolicy. Później z kolei Rojas musiał zamknąć rodzinny interes anten telewizyjnych. Obydwoje stwierdzili, że mała knajpka jest najprostszą i najszybszą formą zarabiania na życie, łączącą jednocześnie ich zamiłowania.

Ze wspólnych oszczędności, pożyczek i wypłaconych odpraw uzbierali 70 tys. euro. W tej chwili zarabiają około 1 tys. euro na głowę. Czekają aż ludzie wrócą z wakacji, wtedy powrócą do organizowania małych spektakli w teatrze znajdującym się w podziemiach kawiarni. Para ma nadzieję, że będzie sobie radzić na tyle dobrze, aby zatrudnić kelnera na pełny etat. Nie chodzi jedynie o odciążenie właścicieli. „Co mogłoby dać nam większą satysfakcję niż stworzenie jeszcze jednego miejsca pracy?” – pyta Perez.