Miałby on na celu ostrzeżenie reżimu. Taką decyzję podjęto ponoć po konsultacjach prezydenta Baracka Obamy z sojusznikami.

W okolicach morza Śródziemnego Amerykanie mają cztery niszczyciele oraz samoloty bojowe.

Amerykańskie media prowadzą debatę, dlaczego dopiero teraz bierze się pod uwagę możliwość zbrojnej interwencji w Syrii.

Przypominają, że kiedy w tym kraju od dwóch lat toczy się wojna domowa, która pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar.
Zdaniem Białego Domu, syryjski reżim przekroczył czerwoną linię, używając broni chemicznej - na co są bardzo mocne dowody. Ten fakt ma w tej chwili decydujące znaczenie.

>>> Czytaj też: Wojna w Syrii: Korea Północna chciała sprzedać Syryjczykom maski gazowe

Amerykański sekretarz obrony Chuck Hagel zdecydowanie podkreśla: "Nasi sojusznicy mówią jasno, przeprowadźmy dochodzenie. Jeżeli zostaną podjęte odpowiednie decyzje, zaczniemy działać" - zaznacza Hagel. Wywołuje to wiele gorących dyskusji.

Telewizja CNN zapytała o opinie na ten temat zarówno politologów, jak i pisarzy. Można w tym przypadku wysnuć jasny wniosek, że rozmówcy zastanawiają się, dlaczego dopiero teraz rozważa się możliwość interwencji zbrojnej i dlaczego śmierć w przypadku wykorzystania broni chemicznej jest traktowana zdecydowanie poważniej niż w przypadku gdy ginie się od kul. 

>>> Polecamy: Jak wojna w Syrii zmieniła gospodarkę kraju