Od wyników pracy wysłanników może zależeć, czy na Damaszek spadną amerykańskie bomby.

Jak informuje z Bejrutu specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, przed południem inspektorzy ONZ prawdopodobnie po raz ostatni wyjadą do jednego z miejsc, gdzie przypuszczalnie użyto broni chemicznej. Przyjeżdżając do Syrii, eksperci dostali zgodę na odwiedzenie trzech miejsc, ale już w trakcie ich pobytu, 21 sierpnia, doszło do ataku na przedmieściach Damaszku. Gaz paraliżujący zabił ponad 300 osób, a o dokonanie zbrodni oskarżono syryjskie władze. Inspektorzy już dwukrotnie odwiedzili to miejsce.

>>> Czytaj też: Brytyjczycy nie wezmą udziału w ataku na Syrię. To nie powstrzyma USA

Dzisiaj eksperci mają zakończyć pracę. „W sobotę rano wyjadą z Syrii i zaraz potem dostarczą mi raport. Z tego powodu skróciłem swoją wizytę w Austrii” - mówił niedawno Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-Moon. Raport może okazać się kluczowy przy decyzji o bombardowaniu celów wojskowych w Syrii przez koalicję pod wodzą Amerykanów. Na razie nie ma jednak przecieków o tym, do jakich wniosków doszli eksperci ONZ.

To właśnie atak z 21 sierpnia miałby stać się podstawą międzynarodowej interwencji w Syrii. Amerykanie twierdzą, że mają pewność, iż za tym atakiem stał reżim prezydenta Baszara al-Assada, ale mimo zapowiedzi, jak dotąd nie ujawnili swojego raportu w tej sprawie.

>>> Czytaj też: Economist: Atak na Syrię musi być krótki, ale ostry