Jak to możliwe? – Spadek podatku dochodowego odprowadzonego przez firmy przemysłowe może wynikać z ilościowej proporcji między przedsiębiorstwami średnimi i dużymi oraz wielkości ich zysków – wyjaśnia prof. Elżbieta Mączyńska z SGH.

W wielkich przedsiębiorstwach nawet przy dość niskiej rentowności zyski są kwotowo duże, co powoduje, że również podatki, które płacą, są wysokie. W średnich firmach zyski mogą być małe. Jeśli więc w grupie przedsiębiorstw deficytowych zmniejszyła się na przykład liczba firm średnich, a równocześnie pojawiły się w niej firmy wielkie, to równolegle mogła się zmniejszyć kwota podatku dochodowego płaconego przez firmy rentowne. Zostały one uszczuplone o dużych podatników.

W ubiegłym roku w przemyśle funkcjonowało 8165 firm zatrudniających ponad 49 osób i prowadzących księgi rachunkowe. Wśród nich 1431 (17,5 proc.) przedsiębiorstw było deficytowych. Najmniej od 2004 r. Przybyło tych przynoszących dochód, a mimo to wpłaciły one do budżetu o 1,2 mld zł mniej podatku dochodowego niż w 2012 r., bo tylko 10,5 mld zł.

– Często jest tak, że wielkie przedsiębiorstwa wykazują deficyt albo wykazują znikomą rentowność, czego przykładem są supermarkety. Podczas gdy średnie lub małe przedsiębiorstwa, nawet jeśli wykazują dużą rentowność, to i tak z punktu widzenia wielkości kwoty podatku i wypracowanych zysków ma to nieduże znaczenie – uważa prof. Mączyńska.

Ponadto jej zdaniem przedsiębiorstwa mają coraz więcej możliwości unikania płacenia podatku dochodowego, ukrywania dochodów oraz na przykład transferu zysku za granicę. Korzystają z tak zwanej optymalizacji podatkowej. – Nie trzeba wybitnej wiedzy ekonomicznej, żeby do takiej optymalizacji między innymi w globalnych przedsiębiorstwach doprowadzić – twierdzi Mączyńska. Do takich działań należy zamawianie za granicą różnego typu raportów czy ekspertyz wycenianych na gigantyczne kwoty, po to aby nie wykazywać zysku i nie płacić podatków.

Bardzo dużo firm z ujemną rentownością to np. producenci metali – ze 169 firm aż 46 (27,2 proc.) było pod kreską. – Negatywnie na wyniki branży wpływał bardzo słaby popyt, któremu towarzyszyły niskie ceny na wyroby branży w pierwszym półroczu. Ponadto dotkliwa była też ogromna konkurencja z szarej strefy gospodarki – wyjaśnia Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Dodaje, że druga połowa roku była lepsza, ale firmy nie zdołały odrobić strat z pierwszego półrocza.

Trudna sytuacja była też w górnictwie węgla kamiennego i brunatnego – według GUS co czwarte przedsiębiorstwo z tej branży było w 2013 r. pod kreską. Między innymi dlatego, że kopalnie nie wytrzymują konkurencji z tanim węglem z Rosji czy Afryki.

Także prawie co czwarta firma odzieżowa była w tym czasie deficytowa. Zdaniem ekspertów ich kłopoty finansowe związane są między innymi ze zbyt dużymi inwestycjami poczynionymi jeszcze w okresie hossy w branży odzieżowej w latach 2006–2007. Nie przewidziano wtedy pogorszenia koniunktury.

>>> Czytaj też: Szwedzi niezadowoleni z obniżki podatku dochodowego