Przed kilkoma tygodniami spółka Solaris Bus & Coach poinformowała o kontrakcie na dostawę 70 niskopodłogowych autobusów Urbino 12 dla miejskiego przewoźnika SC Publitrans 2000 z Pitesti w Rumunii, a bydgoska PESA dostała zamówienie na kolejne tramwaje, które będą jeździć po Sofii. To przykłady sukcesów polskich firm na rynku bułgarskim i rumuńskim – od kilkunastu lat wartość polskich inwestycji w tych krajach nieustannie rośnie, a firmy są zainteresowane nie tylko eksportem towarów i usług, lecz są także gotowe otwierać fabryki i zakłady na terenie obu tych krajów. Lista inwestorów jest naprawdę długa i zawiera co najmniej kilkanaście bardzo dobrze znanych marek.

Bułgaria: niskie podatki, atrakcyjne nieruchomości

Bułgaria może się poszczycić najniższymi w Unii Europejskiej stawkami podatku dochodowego od osób prawnych i fizycznych, czyli CIT i PIT – 10 proc, przy czym w niektórych regionach o wysokim bezrobociu stosuje się stawkę zerową. VAT wynosi 20 proc.

W przededniu wstąpienia kraju do Unii Europejskiej rozpoczął się prawdziwy boom w bułgarskim sektorze nieruchomości. Potrwałby on zapewne nieprzerwanie przez kilka kolejnych lat, gdyby nie kryzys finansowy z 2008 r., który spowolnił wszystkie światowe inwestycje budowlane.

W pierwszej dekadzie XXI wieku bułgarskie nieruchomości nabywali przede wszystkim Brytyjczycy. W ostatnich latach pieniądze płynęły głównie z Rosji. Rosjanie kupowali przede wszystkim apartamenty wakacyjne w kurortach takich jak Warna czy Burgas, choć spora ich grupa mieszka w Sofii, gdzie prowadzi interesy. Szacuje się, że obecnie blisko 0,5 mln Rosjan jest właścicielami nieruchomości w Bułgarii.

W styczniu media podały informację, że w 2014 roku pięciu rosyjskich obywateli otrzymało obywatelstwo tego kraju w zamian za dokonanie inwestycji na poziomie odpowiadającym co najmniej 500 tys. euro. Ustawa, która umożliwia ubieganie się o obywatelstwo po dokonaniu inwestycji, obowiązuje od 2012 r. i została uchwalona właśnie ze względu na Rosjan, którzy już wtedy byli siłą napędową sektora nieruchomości. Kij ma jednak dwa końce. Przez kilka lat to Rosjanie zapewniali bułgarskiemu rynkowi budowlanemu możliwość szybkiego rozwoju, lecz teraz, gdy sytuacja gospodarcza w Federacji nie sprzyja nieograniczonym zagranicznym zakupom, Bułgaria może zostać skonfrontowana z poważnym problemem polegającym na braku nabywców drogich mieszkań, które były z rozmachem projektowane we wszystkich kurortach w czasach rosyjskiej prosperity. Dość powiedzieć, że gdy w 2013 r. rosyjska Duma Państwowa przyjęła projekt ustawy zabraniającej najważniejszym rosyjskim urzędnikom państwowym posiadania zagranicznych rachunków bankowych i nieruchomości, na bułgarskich deweloperów padł strach.

Ostatecznie ustawa została przyjęta w złagodzonej formie, jednak dziś wobec słabnącego rubla i niepewnego kierunku rozwoju stosunków Rosji i UE bułgarskie firmy i samorządy ponownie muszą przemyśleć kierunki dalszego rozwoju branży.

Na bułgarskim rynku nieruchomości jest też polski akcent. Globe Trade Centre S.A., jeden z czołowych deweloperów w Europie Środkowej i Wschodniej (w Polsce znany z wybudowania m.in. Galerii Mokotów, a obecnie przymierzający się do Galerii Wilanów), zrealizował w Bułgarii dwa projekty galerii handlowych: w Starej Zagorze i Burgas. Wprawdzie obecna w siedmiu krajach na kontynencie spółka planowała dalszą ekspansję, jednak z powodu trudnej sytuacji gospodarczej w Bułgarii centrum handlowe w Warnie nie zostało otwarte, a projektowane centrum w Ruse pozostało w sferze planów.

Duża część polskich inwestycji w Bułgarii jest realizowana przez spółki-córki zarejestrowane w innych krajach, wobec czego nie są odnotowane w statystykach Bułgarskiego Banku Narodowego jako bezpośrednie polskie inwestycje. Przykładem zastosowania takiego rozwiązania jest właśnie Globe Trade Centre, która transakcji dokonuje za pośrednictwem spółek zarejestrowanych w Austrii i Holandii.

Innym wartymi odnotowania polskimi akcentami na bułgarskim rynku są firmy Katarzyna Estate LTD i Katarzyna Vineyards LTD, produkujące jakościowe wina pod marką Katarzyna, Gamrat S.A (producent materiałów budowlanych z tworzyw sztucznych), który na lokalnym rynku działa jako Devorex S.A., oraz jeden z czołowych polskich producentów żywności – Maspex. W 2006 r. wadowicka firma nabyła za 4,2 mln euro produkujące soki przedsiębiorstwo Litex Juice. Następnie produkcja soków została przeniesiona do Rumunii i obecnie działalność spółki-córki (Tymbark Bułgaria LTD) sprowadza się do dystrybucji produkowanych w Polsce i Rumunii napojów. Można ponadto przywołać Malborskie Zakłady Chemiczne S.A. (grupa kapitałowa Organika S.A.), które zajmują się produkcją i przetwórstwem poliuretanu, oraz grupę kapitałową VOX, która w Bułgarii zainwestowała około 2 mld euro w spółkę dystrybuującą profile z PCV, a także LPP S.A (w Bułgarii występująca jako LPP Retail Bulgaria). Kojarzona z markami Reserved i Mohito spółka otworzyła tam swój pierwszy sklep w 2009 r. i od tego czasu regularnie rozwija sieć dystrybucji.

>>> Czytaj też: Dziki Wschód, czyli inwestycje w Rosji. Czy ekstremalne ryzyko może się opłacić?

Rumunia to już znany partner

Zgodnie z danymi zebranymi przez Ministerstwo Gospodarki polsko-rumuńska wymiana handlowa w okresie od stycznia do kwietnia 2014 r. wyniosła 1152,34 mln euro (wzrost o 7,8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku 2013). Eksport polskich towarów na rynek rumuński ma zdecydowaną przewagę nad importem (771,87 mln euro wobec 380,47 mln).

Wiele firm zdecydowało się działać bezpośrednio na tamtejszym rynku – w Rumunii jest obecnie zarejestrowanych około 800 firm posiadających polski wkład kapitałowy. Naszym największym inwestorem w tym kraju – niemal 800 mln euro – jest Maspex. Firma jest liderem w segmencie soków owocowych, nektarów i napojów, a także znaczącym wytwórcą produktów instant i makaronów. Maspex jest dużym pracodawcą – w 2013 r. zatrudniał 760 osób.

Kilkanaście miejsc pracy więcej utworzyła Grupa Ciech, która przejęła rumuńską spółkę Uzinele Sodice Govora S.A. Inni duzi polscy inwestorzy to PROFI (sieć supermarketów spożywczych), CanPack (producent opakowań; firma otworzyła w Bukareszcie fabrykę puszek do napojów), Asseco (firma z branży IT), Porta (producent drzwi drewnianych, posiadający zakład produkcyjny w mieście Arad), Barlinek (producent wyrobów z drewna). W sektorze finansowym działają specjalizujące się w odzyskiwaniu długów Kruk i Kredyt Inkaso. Listę można rozszerzyć jeszcze o co najmniej kilkanaście marek dobrze znanych w Polsce, a przede wszystkim o kilkaset firm, które koncentrują się na działalności na rynkach południowej Europy.

O ile zainteresowanie polskich inwestorów Bułgarią jest stosunkowo nowe, to w Rumunii są obecni od początku przemian ustrojowych. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Rumunia to całkiem duży rynek wewnętrzny (ponad 20 mln obywateli), jest dobrze zlokalizowana (może być traktowana jako brama na Bałkany, do Turcji i na Bliski Wschód), rozwija się (3,5 proc. wzrostu PKB w 2013 r.). Podatki są wprawdzie wyższe niż w Bułgarii (stawka PIT i CIT wynosi 16 proc., VAT 24 proc.), niemniej oba kraje naprawdę cenią zagraniczne inwestycje i starają się stworzyć konkurencyjne warunki dla prowadzenia działalności (możliwość zakupu ziemi przez obcokrajowców, dodatkowe ulgi podatkowe dla prowadzących działalność w podobnych do naszych specjalnych stref ekonomicznych tzw. strefach uprzywilejowanych). Dla firm nastawionych przede wszystkim na produkcję wabikiem mogą być niższe niż w Polsce wynagrodzenia – płaca minimalna brutto w Rumunii to 190 euro, a średnia wynosi 510 euro. W Bułgarii płaci się minimum 173,84 euro, a średnie wynagrodzenie oscyluje w okolicy 320 euro.

Biznesplan z wyzwaniami

Nie jest oczywiście tak, że wejście na rynek omawianych państw zapowiada biznesową drogę usłaną wyłącznie różami. Bynajmniej. Oba kraje od dawna mają nierozwiązany problem korupcji i nadmiernej biurokracji. Wprawdzie przystępując do Unii Europejskiej, musiały wprowadzić mechanizmy i regulacje wpływające na zmniejszenie korupcji, lecz skoro przeżarty był nią każdy aspekt życia publicznego, to skądinąd osiągane sukcesy wciąż pozostawiają wrażenie niedosytu.

W Rumunii sprawy dotyczące korupcji na najwyższym szczeblu, a więc z udziałem polityków i urzędników, są prowadzone przez Państwowy Dyrektoriat Antykorupcyjny (DNA), któremu przyznano szerokie kompetencje, dzięki czemu naprawdę dobrze radzi sobie ze stawianymi przed nim zadaniami. Nawet Komisja Europejska przyznała, że to jedna z najsprawniej działających na kontynencie instytucji powołanych do zwalczania korupcji. To jednak w dalszym ciągu za mało – w związku z nierozwiązanym problem korupcji oba państwa znajdują się poza strefą Schengen i nie wiadomo, kiedy to się zmieni. Prawdopodobną datą wydawał się 1 stycznia 2014 r., bo po tej dacie na unijnym rynku pracy zniknęły bariery dla obywatel Rumunii i Bułgarii, jednak wobec sprzeciwu Niemiec, Finlandii i Holandii decyzja została odłożona. Przedstawiciele tych państw wyjaśnili, że Sofia i Bukareszt niewystarczająco skutecznie walczą z korupcją i przestępczością zorganizowaną.

Niemiłym rozczarowaniem dla zagranicznych inwestorów może być także rozmiar szarej strefy. W tej kategorii Bułgaria i Rumunia przodują wśród krajów Unii Europejskiej – udział szarej strefy w PKB stanowił w 2013 r. odpowiednio 31 i 28 proc, podczas gdy w krajach Europy Zachodniej około 10 proc. Szacuje się, że w Polsce szara strefa wynosi około 24 proc. (niewiele mniej niż w Rumunii). Różnica polega na tym, że u nas walka z nią przebiegała o wiele sprawniej i w krótszym czasie udało się osiągnąć wyniki zbliżone do innych państw regionu, podczas gdy w omawianych państwach bałkańskich postępu w zasadzie nic widać.

Temat był już szerzej omawiany, a autorzy zwrócili uwagę, że „w przeciwieństwie do niektórych postkomunistycznych państw bałkańskich kraje Europy Środkowej i Wschodniej skorzystały dzięki spuściźnie odziedziczonej po instytucjach nastawionych na rozwijanie rynku, a funkcjonujących za czasów monarchii Habsburgów lub w krótkich okresach niepodległości przed narzuceniem komunizmu. Ponadto większość państw Europy Środkowej i Wschodniej – odmiennie niż Rumunia po rządach Ceausescu – weszła w okres przekształceń ustrojowych z pewnymi zalążkami społeczeństwa obywatelskiego”. Za problem szarej strefy w dużej mierze ma więc być odpowiedzialny brak pozytywnych doświadczeń w zakresie zarządzania i organizacji aparatu państwowego, wobec czego, jak konkludują autorzy analizy, Rumunia i Bułgaria napotykają trudności za każdym razem, gdy podejmowane są próby usprawnienia funkcjonowania aparatu państwowego.

Polskie firmy z pewnością będą kontynuowały inwestycje na rynkach Rumunii i Bułgarii. Choć w obu krajach nadal obserwuje się problemy charakterystyczne dla gospodarek w okresie przejściowym, w związku z naciskami UE jest prawie pewne, że prędzej czy później wdrożą one rozwiązania, które ukrócą korupcję, zmniejszą szarą strefę, a regulacje prawne i podatkowe staną się jaśniejsze i bardziej zrozumiałe.

Ze względu na poziom rozwoju i wielkość rynku bardziej atrakcyjnym krajem wydaje się Rumunia, ale działa tam już wiele podmiotów z kapitałem zagranicznym, więc znalezienie niszy nie jest proste. Pod tym względem łatwiejsze może być prowadzenie działalności w Bułgarii, gdzie głód inwestycji zagranicznych jest większy, a w związku ze słabnącym udziałem inwestycji rosyjskich tworzy się miejsce dla nowych podmiotów. Trudnością związaną z działalnością na rynku bułgarskim jest jego niska innowacyjność i przejrzystość (nie tylko w porównaniu z innymi krajami UE; także na tle innych państw regionu Bułgaria wypada w tych kategoriach bardzo słabo).

Źródło: "Obserwator Finansowy"