Profesor Magdalena Figlerowicz ze szpitala im. Jonschera przyznaje, że u dwójki dzieci, które przyjęto z gorączką, lekarze stwierdzili objawy charakterystyczne dla odry. – Problem jest taki, że nie zostały zaszczepione. Nie dlatego, że rodzice nie chcieli, ale że nie zdążyli – przyznaje lekarka.

Chorobę wywołuje już jedna cząsteczka wirusa, który jest bardzo żywotny. Jako że przenosi się drogą kropelkową, wystarczy czasem tylko wejść do pomieszczenia, w którym przebywała i np. kichnęła osoba chora. Nie dość tego: objawy pojawiają się stosunkowo późno, nawet po dwóch tygodniach od zakażenia, w postaci kaszlu, kataru, zapalenia spojówek i wysypki oraz wysokiej temperatury, przekraczjącej 40 st. C. Ale groźne są też powikłania w postaci zapalenia płuc, ucha, a nawet mózgu. U osób starszych zdarzają się też powikłania neurologiczne. Występują one u 30 proc. przypadków osób chorych.

Brak szczepień to główna przyczyna szerzącej się choroby. W ubiegłym roku obowiązkowym szczepieniom nie poddało się 12,8 tys. osób, cztery razy więcej niż w 2009 r.

Tymczasem jak podkreśla prof. Ewa Bernatowska z Kliniki Immunologii w Centrum Zdrowia Dziecka, odra jest groźniejsza niż ospa czy różyczka, gdyż bywa śmiertelna. Umierają na nią 1–2 osoby na 1000 przypadków.

Przed wprowadzeniem obowiązkowych szczepień w Polsce na odrę umierało około 100 dzieci rocznie. – Dodatkowym kłopotem jest to, że jest jedną z najszybciej rozprzestrzeniających się chorób. Kiedy spada liczba zaszczepionych, konsekwencje są widoczne prawie natychmiast – wyjaśnia Jan Bondar, rzecznik głównego inspektora sanitarnego.

W 2014 r. na odrę zachorowało w Polsce 110 osób wobec zaledwie 13 cztery lata wcześniej. Do 15 lutego tego roku, jak wskazuje Jan Bondar, były już cztery przypadki. W ostatnich dwu tygodniach liczba ta mogła się podwoić: oprócz dwójki w Poznaniu dwa przypadki zdiagnozowano we Wrocławiu.

Z danych Państwowego Zakładu Higieny wynika, że odra uwalnia się z więzów, jakie nałożyły na nią masowe szczepienia, o czym świadczy zwiększająca się liczba hospitalizacji. Tylko w skali roku odsetek chorych na odrę trafiających do szpitala zwiększył się o 3 pkt proc., do ponad 69 proc. Jeszcze w 1999 r. odsetek hospitalizowanych wynosił 21 proc.

Eksperci uważają, że gdyby nie wybuch choroby w Niemczech, nie byłoby się czego obawiać, bowiem liczba zaszczepionych w Polsce i tak na tle innych państw europejskich jest bardzo wysoka – ok. 98 proc. populacji. A zaszczepieni nie chorują, więc nie przenoszą choroby dalej.

Jeśli natomiast choroba zostanie przywleczona z zagranicy, będzie bardzo groźna dla tych osób, które się nie zabezpieczyły. A problemem jest to, że w Niemczech nie ma obowiązkowych szczepień, dlatego tam odra tak szybko się rozprzestrzenia. Podobnie jest na Ukrainie, skąd do naszego kraju przyjeżdża coraz więcej osób. Podobnie w Bośni, Hercegowinie, we Francji, w Wielkiej Brytanii czy USA, gdzie problem odry pojawił się na początku roku – w styczniu zanotowano ponad 100 przypadków zachorowań.

Profesor Ewa Bernatowska uspokaja, tłumacząc, że szczepieniu może poddać się każdy – nawet dorosły. Choć przyznaje, że dla młodych kobiet oraz osób w podeszłym wieku reakcja na przyjęcie szczepionki może być dotkliwa. Działanie ochronne pojawia się już po 3–4 tygodniach od przyjęcia pierwszej dawki.

Profesor Magdalena Figlerowicz dodaje, że nawet po kontakcie z osobą chorą można prewencyjnie podać preparaty immunoglobuliny, czyli koncentrat ludzkich przeciwciał. Najlepiej w ciągu 6 dni po kontakcie z chorym na odrę, wtedy jest największa szansa na to, że uda się zapobiec zachorowaniu lub złagodzić przebieg choroby.

>>> Polecamy: Pacjenci walczą o większe pieniądze za błędy medyczne