Raport Hays i Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych podsumował 10 lat nowoczesnych usług biznesowych w naszym kraju. To dziś w Polsce najbardziej dynamiczna gałąź gospodarki. Początki były jednak siermiężne, 10 lat temu rynek startował od prostych call center, gdzie niewysoko opłacani pracownicy dzwonili do klientów.

Jak sytuacja wygląda dziś? PAIiIZ razem z firmą rekrutacyjną Hays Poland przepytały 659 firm z tej branży, z kapitałem polskim i zagranicznym. Okazuje się, że obecnie sektor ten zatrudnia 150 tys. osób, świetnie płaci i – ciągle się rozwija. O jego dynamice świadczy chociażby fakt, że przed dekadą dzisiejsze popularne stanowiska w tej branży, zdaniem autorów raportu, w ogóle nie istniały. Dlatego tak trudno przewidzieć, co będzie za pięć czy dziesięć lat, jakie stanowiska i branże będą najbardziej perspektywiczne. Prawie pewne jest jednak, że usługi biznesowe będą zatrudniać jeszcze więcej osób. Sektor ten notuje corocznie 20 proc. wzrostu z roku na rok pod względem zarówno wartości inwestycji, jak i zatrudnienia. Eksperci z firmy rekrutacyjnej Hays Poland szacują, że do końca roku usługi biznesowe będą zatrudniać 170 tys. ludzi.

- Dwadzieścia procent wzrostu to już nie jest flirt tego sektora z Polską, to już porządny romans – skomentował wyniki raportu Sławomir Majman, prezes PAIiIZ. 

Czym się zajmują centra usług biznesowych? To usługi zarówno BPO, Business Process Outsourcing, jak i Shared Services, czyli usług wspólnych, usługi IT, badania i rozwój. Jak wytłumaczyć BPO? Tak zupełnie prostym językiem, to wyręczanie w pracy innych firm w różnych aspektach jej działalności. W Polsce powstają firmy, które świadczą usługi dla zewnętrznych klientów, którymi to usługami ci zewnętrzni klienci, a więc również wielkie firmy, mogłyby się zajmować same, ale z różnych względów nie chcą. Chodzi tu o dział IT, obsługę prawną, księgowość, kadry. Często do BPO trafiają usługi, które są potrzebne by firma działała, ale nie stanowią jej podstawowego produktu.

Z kolei centrum usług wspólnych założy w Polsce jedna globalna firma dla swoich wewnętrznych spółek z grupy kapitałowej, w formie wydzielonego oddziału. Dobrym przykładem jest tu Ikea, która ma takie centrum w Poznaniu, Capgemini czy też Bridgestone EBS. Różnica polega więc na tym, czy centrum świadczy usługi dla klienta zewnętrznego czy wewnętrznego.

Wśród firm działających w branży usług biznesowych, najwięcej jest firm świadczących usługi z branży IT, według raportu jest ich 239, co stanowi 36 proc. wszystkich firm. Na drugim miejscu są centra usług wspólnych (217 podmiotów i 33 proc.), a następnie BPO (130 i 20 proc.). Najmniejszy odsetek, jednak niezmiernie cenny, jeśli chodzi o jakość oferowanych miejsc pracy oraz powiązanie z gospodarką, są centra badawczo-rozwojowe (73 i 11 proc.).

>>> Czytaj też: Polska gospodarka zatrudnia, bezrobocie spada. Tak dobrze nie było od rozpoczęcia transformacji

Branża, która rozwiewa mity

W statystykach widać jednak różnicę między firmami, które najczęściej inwestują nad Wisłą, a tymi, które zatrudniają najwięcej pracowników. Wśród najliczniejszych firm dominuje IT, natomiast wśród największych pracodawców na prowadzenie wysuwają się centra usług wspólnych - zatrudniają niemal 57,5 tysiąca osób, 39 proc. pracowników tego sektora pracuje właśnie w nich. W centrach BPO zarabia 42,6 tysiąca osób, 28 proc. pracowników, a w najliczniejszych centrach IT „tylko” 34,7 tysiąca ludzi. Centra badawczo-rozwojowe zatrudniają w Polsce 15,3 tysiąca osób.

Średnio pojedyncze przedsiębiorstwo zatrudnia 228 osób. Przy czym, firmy świadczące usługi informatyczne dają pracę średnio 145 osobom, a BPO - 328 pracownikom.

Wyniki badania tej branży nie szczędzą niespodzianek. Jak stwierdził Sławomir Majman – raport rozwiewa kilka mitów. Dane płynące z tego dokumentu podważają mit niskich pensji wśród młodych pracowników, a także generalny mit taniej siły roboczej w Polsce. Wreszcie, wbrew utartym przekonaniom o przewadze biznesu amerykańskiego, w tej branży z 219 firmami zdecydowanie dominuje kapitał… polski. Amerykanie zajmują drugie miejsce ze 155 jednostkami, a za nimi są spółki z kapitałem brytyjskim, niemieckim i francuskim, średnio nieco ponad 40 firm. Ciekawostką jest udział firm skandynawskich i fińskich – zainwestowało u nas w sumie 57 firm z Danii, Finlandii, Norwegii i Szwecji. Jak wyjaśnili eksperci z PAIiZ, w wypadku firm skandynawskich, kluczowa była decyzja pierwszego inwestora, za którym podążyli zachęceni następni.

Taki trend, gdy inwestuje najpierw pierwszy odważny, a potem zostaje najskuteczniejszym ambasadorem danego miejsca, jest częste. We Wrocławiu ponad dekadę temu zainwestował jako jeden z pierwszych HP, którego pozytywna opinia o mieście, pracownikach, klimacie dla biznesu, pomagał władzom miasta zachęcać następnych inwestorów.

Witajcie w świecie korporacji

Sektor usług biznesowych to korporacje, ze wszystkim ich blaskami i cieniami. W oczywisty sposób, komentujący branżę eksperci z Hays czy PAIiIZ woleli się jednak skupić na zaletach pracy w ten branży. Należy do nich na przykład dość szybka ścieżka awansów i dość wysokie wynagrodzenie.

- Ten sektor jest trendsetterem jeśli chodzi o benefity – stwierdziła Iwona Chojnowska-Haponik, dyrektor Departamentu Inwestycji Zagranicznych PAIiIZ.  - W tej branży bardzo szybko następują awanse, ponieważ sam sektor szybko rośnie. Nie znam innego, który dawałby takie możliwości – dodał Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający Hays Poland. Jego zdaniem, w ciągu ostatnich kilku lat branża nowoczesnych usług biznesowych odnotowała w Polsce przyrost zatrudnienia rzędu 15-20 proc. rocznie. - W najbliższych latach spodziewamy się dalszego rozwoju sektora, który stanie się jedną z głównych gałęzi polskiej gospodarki, dorównując pod względem generowanego zatrudnienia motoryzacji – powiedział Michał Młynarczyk. - Obecnie jesteśmy trzecim krajem na świecie pod względem zatrudnienia w centrach usług biznesowych – dodaje. Wyprzedzają nas Indie i Chiny.

Klimat dla tego biznesu wymaga przede wszystkim licznych i dobrze wykształconych pracowników. W Polsce z rynkiem pracy jest różnie, fala emigracji młodych ludzi była z pewnością odpowiedzią na brak atrakcyjnych ofert na miejscu. – Ten sektor rozładowuje frustracje społeczne, oferuje zatrudnienie dla młodych wykształconych ludzi – skomentował Sławomir Majman.

A Polacy w centrach usług faktycznie są wykształceni. Mówią łącznie 36 językami świata. Średnio w każdym centrum pracownicy znają cztery języki obce, rekordzistą jest firma, której pracownicy mówią łącznie 30 językami. To pokazuje też, jakie rynki i ile ich jest obsługiwanych z Polski.

Usługi biznesowe zajęły już główne aglomeracje i pomału sięgają po satelity większych miast. Zatrudnienie w aż 11 miastach przekracza 10 tys. osób, jednak stolicą z pewnością jest Kraków, pracuje tu ponad 30 tys. pracowników w 78 firmach. Najwięcej firm działa z kolei w Warszawie, ale zatrudnia „tylko” 27 tys. osób. Inne miejsca to Wrocław, Łódź, Trójmiasto czy Rzeszów. Największym miastom może jednak zacząć brakować kandydatów do pracy, rynek ma granice swoich możliwości. – To najbardziej sprawiedliwy sektor jeśli chodzi o rozłożenie regionalne. Coraz więcej inwestycji powstaje w mniejszych ośrodkach, Radomiu, Szczecinie, Grójcu czy Sandomierzu – stwierdził Majman, dodając, że jedno centrum w Radomiu znaczy dla miejscowego rynku pracy więcej niż pięć takich w Krakowie.

Polska w wyścigu o inwestorów wyprzedziła inne kraje regionu, w tym naszych tradycyjnych rywali o inwestycje zagraniczne, czyli Czechy, Słowację, czy Węgry. Nie byłoby to możliwe bez rządowych zachęt, które mają przekonać firmę do inwestycji a następnie zatrzymać w kraju na dłużej. Instrumenty wspierania inwestycji zagranicznych powstały już przed dekadą. Część z nich zawdzięczamy Unii, a konkretnie programowi operacyjnemu innowacyjna gospodarka. Centra BSS chętnie korzystały z grantów w ramach poddziałania 4.5.2 POIG, a także ze zwolnienia z podatku dochodowego, jeśli działają na terenie specjalnej strefy ekonomicznej. Wreszcie, mogą też starać się o grant rządowy udzielany przez ministra gospodarki. Iwona Chojnowska-Haponik podkreślała, że polskie firmy potrafiły świetnie ubiegać się o środki z POIG, dzięki nim powstało m.in. centrum badawczo-rozwojowe polskiej firmy kosmetycznej Inglot. Dzięki tym funduszom do Polski trafiły centra badawcze General Electric czy Faurencii.

>>> Czytaj też: UE: Porozumienie w sprawie programu wartego 300 mld euro. Ma pobudzić europejską gospodarkę