Najgorsza waluta na świecie w tym roku – ukraińska hrywna – odbiła w ubiegłym tygodniu o 47 proc. po tym, jak wcześniej zanotowała głęboki spadek. Chciałoby się powiedzieć, że Kijów cofnął się znad krawędzi finansowej katastrofy. W rzeczywistości jednak bank centralny Ukrainy i rząd w Kijowie zamiatają problemy pod dywan, chcąc je nieco ukryć przez Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW). MFW bowiem jest w trakcie przygotowywania pakietu pomocowego dla Kijowa. Jak już Ukraina otrzyma pomoc finansową, Kijów zapewne wznowi swoją poprzednią politykę monetarną – sowiecką w swoim charakterze i najbardziej katastrofalną w skutkach w całej Europie od wczesnych lat 90. XX wieku.

Wykres kursu hrywny do dolara obrazuje pewien postęp, przynajmniej w teorii. Za jednego dolara trzeba płacić 21,5 hrywien – poziom określony przez MFW. Wszystko byłby fantastycznie gdyby nie fakt, że to nic innego jak nie mający większego znaczenia oficjalny kurs wymiany.

Choć kurs hrywny oficjalnie upłynniono w ubiegłym miesiącu, to jest on sztucznie utrzymywany po środowej decyzji o podniesieniu stopy refinansowej z poziomu 19,5 do 30 proc. oraz po wprowadzeniu kontroli obrotu walutami. Wprowadzone kontrole oznaczają m.in. zakaz sprzedaży walut przekraczających wartość 3000 hrywien; zakaz wypłacania z kont walutowych kwot o wartości większej niż 15 tys. hrywien; ograniczenia dla banków w zakresie zakupu obcych walut; nieustanne nękanie importerów, którzy próbują dokonać płatności poza Ukrainą.

Te drakońskie środki mogą się wydawać zasadne, biorąc pod uwagę fakt, że międzynarodowe rezerwy walutowe Ukrainy pod koniec lutego zmniejszyły się do poziomu 5,6 mld dol. – to najmniej od czerwca 2003 roku.

Ponadto ukraiński bank centralny wydaje ok. miliarda dolarów miesięcznie pomimo wszystkich ograniczeń – część tej kwoty idzie na obsługę długu, a część na obronę oficjalnego kursu hrywny.

Gdy państwowy skarbiec staje się pusty, Waleria Gontarewa - szefowa ukraińskiego banku centralnego, musi coś zrobić, aby przekonać MFW, że kraj będzie w stanie uregulować dług.

Problem polega na tym, że twarde warunki handlu walutami, które sprawiają, że prawie niemożliwe jest podróżowanie za granicę czy przygraniczny handel, oraz stopy procentowe, które utrudniają finansowanie inwestycji wewnętrznych, spychają dużą część gospodarki do szarej strefy. Ukraina przez wiele lat miała jedną z największych szarych stref na świecie.

Jeszcze przed ukraińską rewolucją z 2014 roku MFW szacował, że ok. 50 proc. ukraińskiej produkcji to szara strefa. Dziś, ze względu na ograniczenia w handlu walutami, odsetek ten jest pewnie jeszcze większy.

W tym samym czasie ukraiński bank centralny nie jest w żadnym razie niezależny. Instytucja drukuje pieniądze, aby sfinansować wydatki publiczne. Według informacji szefowej ukraińskiego banku centralnego Walerii Gontarewy, w ubiegłym roku ukraiński bank centralny sfinansował 40 proc. skonsolidowanego budżetu kraju. Obywa się to za pomocą zlokalizowanego poza otwartym rynkiem bezpośredniego zakupu obligacji emitowanych przez rząd w Kijowie.

Ukraiński bank centralny obiecał MFW, że ograniczy bezpośrednie finansowanie wydatków państwa do poziomu 90 mld hrywien w tym roku. Tymczasem tylko w okresie od 1 stycznia do 26 lutego 2015 bank kupił obligacje rządowe o wartości 20,3 mld hrywien.
Szefowa ukraińskiego banku centralnego Waleria Gontarewa stwierdziła podczas swojego przemówienia w ukraińskim parlamencie, że baza monetarna kraju zmniejszyła się, ale nikt w to nie wierzy. Na czarnym rynku za jednego dolara trzeba zapłacić 27 hrywien – to o ok. 25 proc. więcej niż wynosi oficjalny kurs. Prawdopodobnie ponad połowa ukraińskiej gospodarki działa w oparciu o ten właśnie kurs – poza zasięgiem oficjalnych regulacji.

Podczas ostatniego przemówienia szefowej banku centralnego w ukraińskim parlamencie, grupa populistów pod przewodnictwem Olega Laszko do tego stopnia przeszkadzała Walerii Gontarewej, że nie była ona w stanie dokończyć swojego wystąpienia. Ostatecznie ukraiński bank centralny opublikował jej wystąpienie na stronach internetowych, dzięki czemu byłem w stanie dotrzeć do tego, co Gontarewa planowała powiedzieć.

Otóż parlamentarzyści nie usłyszeli, że Gontarewa oczekuje, że kurs hrywny do dolara na poziomie 20-22 miałby wyeliminować deficyt obrotów bieżących, a kredyty z MFW mogłyby zostać wykorzystane do uzupełnienia międzynarodowych rezerw Ukrainy do poziomu 17 mld dol. do końca tego roku.

Nie jest to jednak panaceum na ukraińskie problemy. Nawet jeśli wzrost rezerw doprowadziłby ukraiński bank centralny do poluzowania ograniczeń kursu walutowego, to kurs hrywny wobec dolara zbliżyłby się do obecnego kursu na czarnym rynku – do czasu, aż bank centralny nie podjąłby kolejnej interwencji.

Ukraina doświadcza dziś rzadkiego paradoksu. Jej obywatele są patriotycznie pobudzeni w swoim oporze wobec rosyjskiej agresji, ale jednocześnie zupełnie nie ufają wybranym przez siebie władzom. Ukraińcy wybierają swoje pieniądze z kont i przenoszą swoją działalność do szarej strefy. W ubiegłym roku z banków wypłacono 126 mld hrywien z depozytów, a w ciągu ostatnich 2 miesięcy – kolejne 18 mld hrywien.

Podobnie rzecz ma się z infrastrukturą wojskową – wielu wolontariuszy wspiera ukraińskie wojsko, znajdując się poza zasięgiem wzroku państwa.

Mówiąc wprost – MFW nie powinno zatwierdzić pakietu pomocowego dla Ukrainy w tym tygodniu. Ostatnie wydarzenia pokazały, że rząd w Kijowie i bank centralny tracą kontrolę nad gospodarką. Tak czy inaczej MFW podejmie polityczną decyzję, aby mimo wszystko wesprzeć Ukrainę. Jakakolwiek inna decyzja zrujnowałaby kraj i zapewniła Putinowi łatwe zwycięstwo.

Są sygnały, że program bailoutu ze strony MFW jest już ustalony, a ukraiński rząd czeka rekonstrukcja. Gontarewa i inni urzędnicy stracą swoje posady.

Ta roszada nie zwiększy jednak zaufania do prezydenta Petra Poroszenki i premiera Arsenija Jaceniuka. Tak długo, jak długo nie będzie istotnego spadku poziomu korupcji i jasnych dowodów na to, że rząd w Kijowie wie, co robi, ryzyko zamachu wojskowego rośnie. Ukraina przez wiele lat marnowała czas, a teraz nawet MFW może nie być w stanie pomóc.

>>> Czytaj też: Polska gospodarka zatrudnia, bezrobocie spada. Tak dobrze nie było od rozpoczęcia transformacji