Randall Blacford, szef Pizza Hut na Afrykę, przyznał niedawno, że firma pogodziła się z tym, że sukcesu na Czarnym Lądzie nie odniesie. Po siedmiu latach działalności spółka ma osiem pizzerii w RPA i Zambii. W trzy lata chce otworzyć ich jeszcze 200 w kolejnych krajach, ale w porównaniu ze skokiem w Chinach, gdzie w 25 lat Pizza Hut otworzyła 1,3 tys. restauracji (dla porównania: w Polsce jest ich 70), to będzie małe osiągnięcie.

"Żeby wejść do Afryki, potrzebny jest parasol ochronny rządu”

Polscy przedsiębiorcy raczej nie słuchają takich historii. Stagnacja w Europie, zmrożenie relacji z Rosją – rząd uznał, że trzeba szukać szczęścia gdzie indziej i od ponad dwóch lat wypycha polskie firmy w świat, w tym do Afryki. Przekonuje przedsiębiorców, że mają dużo atutów, których brakuje zachodnim koncernom. Polacy mają za sobą niedawne doświadczenia w transformacji, są kreatywni, nie kojarzą się pejoratywnie, bo nasz kraj nigdy nie kolonizował, a jakością i ceną mogą konkurować z najlepszymi.

„Żeby wejść do Afryki, potrzebny jest parasol ochronny rządu” – to zdanie jak mantrę powtarza Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Od dwóch lat polska administracja faktycznie roztacza nad firmami ten parasol. W ramach GoAfrica działa portal i organizowane są misje rozpoznawcze, misje gospodarcze, konferencje i seminaria poświęcone poszczególnym krajom, powstają też opracowania – przewodniki po wybranych krajach. Organizatorzy mogą pochwalić się niezłymi efektami: wymiana handlowa z Afryką w latach 2012-14 urosła o 25 proc.
 

Ubiegły rok był przełomowy dla relacji handlowych z kilkoma afrykańskimi krajami, jak podkreślają osoby zaangażowane w GoAfrica – szczególnie tymi, do których pojechały misje rządowe.

– Ponad dwa lata temu zaczęliśmy pomagać wyjść Polakom z europejskiego kokonu. Mamy pierwsze rezultaty działania programu GoAfrica. Z Nigerią, do której udaliśmy się z misją biznesową, wymiana handlowa zwiększyła się o 47 proc. – mówił podczas konferencji podsumowującej program Sławomir Majman.

Przez dwa lata realizacji programu zorganizowano 38 imprez promocyjnych z udziałem ok. 3300 osób, w tym pięć misji biznesowych, siedem misji rozpoznawczych, dwie imprezy targowe z udziałem 11 polskich przedsiębiorców, a także przygotowano osiem opracowań o rynkach afrykańskich.

 Handel z coraz liczniejszą grupą państw Afryki przestaje być symboliczny. Gwarantują to m.in. rządowe umowy kredytowe, w ramach których Polska udziela kredytu wybranym krajom. Są one często zawierane w momencie, gdy partnerzy handlowi z obu krajów osiągnęli porozumienie. Takie umowy Polska podpisała m.in. w 2010 r. Angolą – na 60 mln euro, a w ubiegłym roku z Etiopią – na 50 mln dol. pod kontrakt Ursusa.

>>> Czytaj też: Biznes w Angoli - złoto dla zuchwałych

Eksperci potwierdzają: rola rządu jest duża

– Eksport nie rośnie dzięki misjom gospodarczym, a podczas konferencji i spotkań nie zawiera się transakcji, ale pośrednio takie działania bardzo pomagają. Rząd spełnia ważne zadania w zacieśnianiu naszych relacji gospodarczych z Afryką – uważa Małgorzata Bonikowska, partner w ośrodku THINKTANK i prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Po pierwsze, administracja zwróciła uwagę firm na kontynent, na którym do niedawna byliśmy wielkim nieobecnym. Po drugie, w krajach afrykańskich zacieśnianie relacji biznesowych wymaga dobrego klimatu politycznego.

– Wsparcie dyplomatyczne ma istotne znaczenie, zwłaszcza w przypadku kontraktów rządowych. Zakup traktorów Ursusa przez Etiopię czy mocna pozycja „Azotów” w Senegalu to sukcesy polskich firm mocno wsparte przez tzw. dyplomację ekonomiczną. Jej znaczenie stopniowo rośnie w polskiej polityce zagranicznej, czemu sprzyja także dobra współpraca resortu spraw zagranicznych i gospodarki – uważa partner w ośrodku THINKTANK.

Lista się wydłuża: Senegal, Mozambik, Botswana

Rząd idzie za ciosem. Według Katarzyny Kacperczyk, wiceminister spraw zagranicznych, ważnym kierunkiem stał się Senegal, dlatego w Dakarze otwierana jest ambasada RP, a Polskę odwiedzi misja firm z tego kraju. Nowymi kierunkami ekspansji są Mozambik i Botswana.

W tym roku planowane są misje przyjazdowe administracji państwowej oraz przedsiębiorców z RPA, Mozambiku, Kongo, a także misje gospodarcze do Etiopii i Tanzanii, Angoli i RPA oraz tzw. fact finding mission do Demokratycznej Republiki Kongo. W tym miesiącu będzie mieć miejsce misja rządowo-biznesowa z RPA, a na przełomie marca i kwietnia – przyjedzie delegacja z Mozambiku. Polskie firmy będą mogły pojechać z misjami gospodarczymi do Etiopii, Tanzanii i Angoli oraz z tzw. misjami rozpoznawczymi do Mozambiku, Botswany i Maroko czy wziąć udział w targach AgriTech w Tanzanii.

Afryka Subsaharyjska, do której należą m.in. znajdujące się na liście rządu: Senegal, Mozambik, RPA, Kongo, Etiopia, Tanzania, Angola i Botswana w ostatnich dwóch dekadach przeszła ważne zmiany.

– W części krajów targanych przez lata wewnętrznymi konfliktami sytuacja jest dziś stabilna. Gdy kończą się wojny, pojawiają się zamówienia rządowe na drogi, koleje, tabor miejski, budowę hydroelektrowni, systemy informatyczne, produkty chemiczne, elektroniczne czy rolne – mówi Małgorzata Bonikowska.

I przekonuje, że niektóre państwa Afryki – pomimo politycznych problemów – przeżywają prawdziwy boom gospodarczy. Nigeria, RPA, Etiopia, Kenia czy Tanzania to bardzo obiecujące rynki dla polskich towarów i usług.

– Obroty handlowe Polski z większością krajów afrykańskich są wciąż minimalne – kilka milionów dolarów – ale działalność firm i program GoAfrica pomagają to zmieniać – twierdzi.

>>> Czytaj też:  Etiopia – nowa fabryka świata. Nawet Chiny przenoszą tu swoją produkcję

Kropla w morzu

Wartościowo wzrosty o 800 mln dol. – bo o tyle urosła wymiana handlowa z Afryką w latach 2012- 2013 – to pestka wobec 682,3 mld zł polskiego eksportu. Dziś większość sprzedaży z Polski trafia do krajów rozwiniętych, a do rozwijających się – mniej niż 10 proc. całości. Krajowe firmy sprzedały w 2014 r. za granicę o 5,3 proc. więcej niż rok wcześniej, dla krajów rozwiniętych jest to wzrost o 7,8 proc., a dla UE 8,2 proc., choć nie było specjalnego programu GoEurope. Spadła wyłącznie wymiana handlowa z krajami Europy Środkowej i Wschodniej, do której zaliczają się Rosja, Ukraina i Białoruś.

Rosnący eksport nie jest niczym wyjątkowym. W latach 2000-2014 większość krajów prezentowanych w bazie ONZ (Commodity Trade Statistics) pokazuje dużą dynamikę eksportu, np. Turcja 336 proc., Węgry 273 proc., Wielka Brytania 123 proc., Rosja 513 proc., Polska 316 proc., USA 152 proc., Szwecja 136 proc., Korea Południowa 356 proc. Na palcach jednej ręki można policzyć kraje, które eksportują mniej niż na przełomie wieków. Jednak eksperci zgadzają się z rządem – trzeba powalczyć o Afrykę.

– Krajowy rynek był początkowo wystarczająco duży, by zapewnić polskim przedsiębiorcom zbyt. Znakomitym uzupełnieniem przez ostatnie dwie dekady był rynek rosyjski i unijny. Teraz z pierwszym mamy problem polityczny, drugi przeżywa trudności gospodarcze, a rodzimy już się nasycił. Polskie firmy muszą szukać szans gdzie indziej, aby się dalej rozwijać. Afryka jest bardzo obiecującym rynkiem i trzeba próbować tam być – uważa Małgorzata Bonikowska.

Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w latach 2011-15 wśród 20 najszybciej rozwijających się gospodarek świata znajdzie się aż 10 krajów afrykańskich, w tym Etiopia, Mozambik, Tanzania, Kongo, Ghana, Zambia i Nigeria. Dziś wymiana handlowa Polski z Afryką stanowi 1 proc. całości. Przedstawiciele administracji widzą potencjał, by było to 3 proc.
Polskie drogi

W takim razie – jak najlepiej to robić? Może należy wziąć przykład z Niemiec? Całkowita wymiana handlowa tego kraju z Afryką wyniosła w 2013 r. 44,9 mld euro i stanowiła 2,3 proc. całości. Największymi partnerami handlowymi Niemiec są RPA (13,3 mld euro), Libia (5,6 mld euro) i Nigeria (5,5 mld euro). Jak widać, generują ponad połowę całkowitych obrotów handlowych. Nigeria odpowiada za 71,8 proc. importu i 54,1 proc. eksportu Niemiec do całej Afryki Zachodniej. Może koncentracja na kilku wybranych rynkach to lepsza strategia niż zarzucanie sieci na kilkunastu? Trudno jednak porównywać się z mocarstwami.

– Wielka Brytania i Francja, ale także Niemcy, Belgia, Holandia, Portugalia, Hiszpania czy Włochy miały tu swe kolonie i interesy od stuleci. Kolonializm dawno się skończył, ale relacje pozostały. Rządy państw afrykańskich szukają alternatywy dla gospodarczej dominacji dawnych potęg, zwiększając swe obroty z Bliskim Wschodem, Azją i Ameryką Południową. Skala inwestycji chińskich jest dziś tak duża, że budzi podejrzenia o drugą falę kolonializmu. Jednocześnie Afryka wciąż bardzo docenia zachodnie produkty, jakość i technologie. Dlatego Polska jest pożądanym partnerem: kraj w sercu Europy, lecz bez zaszłości historycznych. A w dodatku, wykształcił u siebie kilka tysięcy obywateli Afryki, którzy dziś w swoich krajach często należą do politycznej, biznesowej czy naukowej elity. Najlepszymi ambasadorami Polski są osoby, które u nas studiowały, część z nich do dziś mówi dobrze po polsku i ma sentyment do tego kraju – mówi ekspertka ośrodka THINKTANK.

Polska jeszcze szuka swojej strategii dla Afryki

Jej zdaniem, Polska jeszcze szuka swojej strategii dla Afryki. – Na razie to wciąż etap rozpoznawczy. Dobór krajów, w których polski rząd się bardziej angażuje, jest trochę chaotyczny. Często wynika z obecności na danym rynku jakiejś polskiej firmy bądź ze sprzyjającego klimatu politycznego, który ma oparcie w osobistych relacjach lub dobrych wspomnieniach z przeszłości. Ważny jest także potencjał gospodarczy kraju i szansa na kontrakty dla polskich firm – np. zamówienia w sektorze, w którym mamy coś do zaoferowania, czy na kontynuację współpracy zaczętej przed laty. Przedsiębiorcy są konsultowani, które rynki afrykańskie ich interesują i gdzie zamierzają zwiększyć swą obecność. Kolejne misje gospodarcze, wizyty polityczne, fora gospodarcze, kontrakty handlowe i inwestycje powoli tworzą mapę polskiej obecności i interesów w Afryce. Kontynent, który ma miliard ludzi i 54 kraje jest jednak dla Polski za duży: w kolejnym etapie powinniśmy dokonać wyboru i skoncentrować się na kilkunastu rynkach dla nas najistotniejszych – uważa Małgorzata Bonikowska.

>>> Czytaj też: Soft power po pekińsku: chińska telewizja, prasa i seriale wchodzą do Afryki

Źródło: Obserwator Finansowy