Przed miesiącem cena baryłki ropy Brent po raz pierwszy w tym roku przekroczyła 60 dol. Od tamtego czasu kurs tego surowca zachowuje się jednak stabilnie, co więcej w ostatnich dniach notowania wykazują nawet wyraźną tendencję spadkową. Tym tygodniu za baryłkę płacono już mniej niż 57 dol. Tymczasem w Polsce zarówno ceny hurtowe, jak i detaliczne benzyny oraz oleju napędowego od kilku tygodni stale rosną.

Od początku lutego do dziś średnia cena Pb95 wzrosła o 8,2 proc. zaś ON - o ponad 9,3 proc.

Zdaniem Jakuba Boguskiego, analityka z serwisu e-petrol, dotychczasowe spadki notowań ropy są wciąż zbyt małe, aby mogły się przełożyć na nasz rynek paliw płynnych. W dodatku mamy do czynienia z umacnianiem się dolara wobec naszej waluty, co tłumi efekt wynikający z tego, że surowiec tanieje. - Spadek na rynku ropy powinny trwać dłużej, by dało się to odczuć w cenach paliw w Polsce - mówi Bogucki.

O ile jednak jeszcze w pod koniec lutego cena baryłki ropy przeliczona po bieżącym kursie przekraczała 230 zł, to teraz jest już poniżej poziomu 220 zł. - W porównaniu ze zmianami, z którymi mieliśmy do czynienia w drugim półroczu zeszłego roku, czy na początku tego, obecnie rzeczywiście zarówno ceny ropy, jak i kurs złotego do dolara wydają się zachowywać bardzo stabilnie - potwierdza Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych (PIPP). Jej zdaniem problem leży gdzie indziej. Chodzi o różne, radykalnie rozmijające się prognozy dotyczące przyszłości rynku surowcowego. 

>>> Czytaj też: Tania ropa uderza w branżę wydobywczą. Koncerny rezygnują z wyścigu o złoża

Z jednej strony słychać zapewnienia, że ceny ropy powinny wkrótce znacząco spaść, a z drugiej ostrzeżenia przed możliwym ich wzrostem do poziomu nawet 200 dol. za baryłkę. - Światowi traderzy mają w tej sytuacji powód, by do swych długoterminowych kalkulacjach dodawać tzw. premię niepewności - uważa Pupacz. Skalę tej niepewności obrazują kursy paliw gotowych, choćby w referencyjnych dla europejskiego rynku notowaniach ARA (od Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia - trzy największe porty przeładunkowe na Starym Kontynencie). W lutym zarówno benzyna, jak i olej napędowy podrożały tam o ponad 20 proc.

Tamtejsze ceny, jak wyjaśnia szefowa PIPP, są z kolei czynnikiem bezpośrednio wpływającym na kalkulacje cenowe naszych rafinerii. Nie mogą one bowiem, funkcjonując na globalnym rynku, sprzedawać swych produktów po cenach istotnie odbiegających od cen konkurencyjnych rafinerii. I tak ostatnie podwyżki w polskim hurcie są stosunkowo
niewielkie: w ciągu miesiąca cena benzyny 95-oktanowej wzrosła o 5,5-5,8 proc., zaś oleju napędowego raptem o 2,7 proc. W efekcie ON w polskich rafineriach ponownie stał się tańszy niż Pb95.

Jednak w ostatnich dniach da się zauważyć, że wzrost cen hurtowych paliw zarówno na rynkach międzynarodowych, jak i w naszych rafineriach wyhamowuje. W opinii Haliny Pupacz pozwala to myśleć o stabilizacji także cen na stacjach.

Bogucki zauważa z kolei, że ponieważ paliwo z hurtu trafia do sprzedaży detalicznej z co najmniej tygodniowym opóźnieniem, na zatrzymanie się cen na stacjach z reguły trzeba jakiś czas poczekać.

Jest jednak zdania, że jeszcze przed Wielkanocą w detalu ponownie będzie zapewne można zauważyć ruch cen w dół.

Zupełnie inaczej może natomiast wyglądać sytuacja na rynku autogazu. Jego zeny na stacjach w ciągu ostatniego półrocza spadły o ok. 30 proc. - W hurcie LPG jednak drożeje już od kilku tygodni. Na razie nie było widać w cenach detalicznych, ale już wkrótce można się spodziewać stopniowego podnoszenia cen na stacjach - uważa analityk e-petrol.