Donald Tusk poruszył najbardziej frapujący Brytyjczyków temat warunków członkostwa w Unii, mówiąc że prounijny premier David Cameron w zasadzie zasługuje na pomoc. Ale - jak zaznaczył Tusk - "w ograniczonych i racjonalnych ramach", wyznaczonych przez traktaty unijne.

Premier Cameron rozbudził oczekiwania Wyspiarzy, zapowiadając renegocjację warunków członkostwa w Unii i oferując referendum w 2017 roku, czy pozostać w niej na tych nowych zasadach. Większość Wyspiarzy oczekuje wyłączenia Londynu z pewnych ustaleń traktatowych, w tym o swobodzie osiedlania się obywateli Unii w dowolnym państwie członkowskim.

Tymczasem, Donald Tusk powiedział "Guardianowi": "Intuicja podpowiada mi, że zmiany traktatowe to dziś prawie "mission impossible". Potrzeba do tego jednogłośnej zgody 28 państw członkowskich, w Parlamencie Europejskim i w 28 parlamentach narodowych. Określić to mianem puszki Pandory to za mało".

Donald Tusk jednak zostawił Brytyjczykom iskierkę nadziei. Powiedział bowiem, że najpierw trzeba dokładnie poznać ich postulaty, a dopiero potem zastanowić się, czy zmiany traktatowe byłyby rzeczywiście konieczne.

>>> Czytaj też: Co nam zostało z Miltona Friedmana?