Sejmowa Komisja Finansów Publicznych na zamkniętym posiedzeniu ma się dziś zajmować „informacją dotyczącą postępowań w związku z nieprawidłowościami występującymi w systemie spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych”.
Kto będzie przedstawiał informację – wczoraj jeszcze nie było wiadomo. Wiadomo, że nad zestawieniem dotyczącym spraw prowadzonych przez prokuratury w całej Polsce pracuje Prokuratura Generalna. Jej rzecznik Mateusz Martyniuk zapewniał nas wczoraj, że kompleksowa analiza w tej sprawie będzie gotowa w przyszłym tygodniu.

Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego w styczniu mówił DGP, że w sprawie nieprawidłowości w SKOK-ach „my sami złożyliśmy pięć wniosków do prokuratury. Kolejnych szesnaście zostało przekazanych przez wprowadzonych przez KNF zarządców komisarycznych”.

Szef KNF niedawno przypomniał o sprawie spółdzielczych kas pismem do szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego (do wiadomości dostała je m.in. premier Ewa Kopacz). Dotyczyło ono przeniesienia majątku działającej do końca 2010 r. Fundacji na Rzecz Polskich Związków Kredytowych do spółdzielni pracy Spółdzielczy Instytut Naukowy. Spółdzielnia z czasem została przekształcona w spółkę kontrolowaną przez Grzegorza Biereckiego, byłego szefa Kasy Krajowej SKOK, a obecnie senatora Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem KNF ponad 60 mln zł majątku fundacji powinno trafić do Kasy Krajowej i zasilić fundusz stabilizacyjny służący do pomocy spółdzielczym kasom, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej.

Bierecki odrzuca oskarżenia. Uważa, że środki zostały wykorzystane zgodnie z wolą fundatora – Światowej Rady Unii Kredytowych. Bierecki został jej przewodniczącym w lipcu 2013 r.

– Jestem przekonany, że SKOK-i mogą być jedną z największych afer finansowych w 25-leciu – powiedział wczoraj w RMF FM Marcin Kierwiński, szef gabinetu politycznego Ewy Kopacz. – PiS bardzo mocno bronił SKOK-ów. Przez długie lata blokował objęcie SKOK-ów nadzorem KNF-u – dodał.

Dzień wcześniej w podobnym tonie wypowiadał się w TOK FM Leszek Balcerowicz. – Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale sprawa SKOK-ów to największa afera finansowa w ramach naszego sektora finansowego – stwierdził były minister finansów i prezes Narodowego Banku Polskiego.

Według Kasy Krajowej SKOK w końcu listopada ub.r. suma bilansowa działających kas wynosiła 16,5 mld zł. Zgromadziły one 15,4 mld zł w postaci depozytów i udzieliły pożyczki o wartości 11,7 mld zł. Te dane nie uwzględniają SKOK-u Wspólnota, w stosunku do której ogłoszono upadłość. Na wypłatę depozytów dla tej kasy Bankowy Fundusz Gwarancyjny przeznaczył ponad 800 mln zł. Pod koniec ub.r. BFG musiał wyłożyć jeszcze 2,2 mld zł na wypłaty środków gwarantowanych dla członków SKOK Wołomin.

Tak dużych kwot na pokrycie gwarancji BFG faktycznie nie musiał wykładać jeszcze nigdy w historii. Ale też w ostatnich latach kwota gwarantowanych depozytów wzrosła (obecnie jest to równowartość 100 tys. euro, kiedy w 2000 r. upadał Bank Staropolski BFG, kwota gwarantowana wynosiła równowartość 11 tys. euro, a od 2003 r. 22,5 tys. euro). Poza tym ustawa, na mocy której powstał BFG, została uchwalona dopiero pod koniec 1994 r. – w odpowiedzi na związany z wysypem złych kredytów kryzys w sektorze bankowym.

Obecnie dostępne źródła nie podają wyników sektora bankowego z początku lat 90., ale boom kredytowy, jaki miał wówczas miejsce, skończył się wysypem złych długów, bankructwami części banków i koniecznością dokapitalizowania państwowych banków. Na stronach internetowych KNF historia wyników sektora bankowego zaczyna się w 1993 r. Cały system bankowy miał wówczas stratę przekraczającą 400 mln zł (kwota z uwzględnieniem denominacji, jaką przeprowadzono z początkiem 1995 r., ale w ujęciu nominalnym – dziś należałoby ją pomnożyć przez cztery). Banki państwowe straciły ponad ćwierć miliarda ówczesnych złotych, a ujemny wynik banków spółdzielczych zarówno w 1993, jak i w 1994 r. zbliżał się do 200 mln zł.

Wypłaty środków gwarantowanych przez BFG nie pokazują jednak całości strat w SKOK-ach. Jak wynika z danych KNF, gdyby kasy podały informacje o swojej sytuacji finansowej w pełni uwzględniając wytyczne nadzoru, to okazałoby się, że według stanu na koniec września ub.r. ich fundusze własne to minus 250 mln zł, a niedobór w stosunku do wymogów regulacyjnych przekracza miliard złotych. Dziś nie wiadomo jednak, w jakiej części straty są efektem nieudolnego zarządzania ryzykiem w kasach, w jakiej ewentualnego celowego działania, a w jakiej – jak argumentują zwykle przedstawiciele SKOK-ów – zmieniających się ciągle regulacji w odniesieniu do tego segmentu rynku finansowego.

Na tym rynku, zdaniem ekspertów, spółdzielcze kasy mają do odegrania ważną rolę. – To segment, który jest systemowo istotny. Nie ze względu na skalę działania, ale przez to, ile osób obsługuje – komentuje Stanisław Kluza, były przewodniczący KNF, który – jak sam mówi – jeszcze jako wiceminister finansów w rządzie PiS w 2006 r. jako pierwszy upominał się o objęcie SKOK-ów nadzorem państwowym.

Według Kasy Krajowej w końcu listopada ub.r. SKOK-i miały ponad 2,4 mln członków.

W opinii Kluzy w finansach ważny jest cały sektor spółdzielczy – nie tylko SKOK-i, ale i banki spółdzielcze. – Im mocniejsze kapitałowo są te instytucje i im lepiej regulowane, tym lepszym są buforem np. dla rozprzestrzeniania się parabanków – mówi ekonomista. Według byłego szefa nadzoru funkcjonowanie spółdzielni finansowych daje „głęboki efekt kontrcykliczny”: w okresie koniunktury takie instytucje zwykle rozwijają się wolniej niż banki komercyjne, ale w dołku koniunktury nie wyhamowują dynamiki akcji kredytowej tak jak sektor komercyjny. Kluza zastrzega jednak, że jego zdaniem SKOK-i zbyt późno weszły pod państwowy nadzór. KNF zajęła się nimi w końcówce 2012 r.

>>> Czytaj też: Zarobki Polaków rosną. GUS podał najnowsze dane o wynagrodzeniach