Brytyjski ekwiwalent PIT-u będzie odtąd sporządzany elektronicznie przez sam urząd podatkowy na podstawie rozliczeń bankowych podatnika.

Miliony Brytyjczyków mogą zaprzestać zbierania paragonów, faktur, rozliczeń z dywidend, odsetek bankowych i innych wpływów i rozchodów. Z tej reformy skorzysta od razu 11 milionów podatników, w tym 4 miliony samozatrudnionych i prawie dwa miliony właścicieli firm. Ich liczba znacznie wzrosła od czasu recesji końca ubiegłej dekady i w wyniku polityki oszczędności, która spowodowała zwolnienie tysięcy pracowników sektora publicznego, zmuszając ich do szukania zajęcia na własną rękę.

Wielu Brytyjczyków miało kłopoty ze zrozumieniem i wypełnieniem wielostronicowych oświadczeń podatkowych. Wielu przekraczało też termin dopełnienia tego obowiązku, co automatycznie pociągało za sobą karę stu funtów. Po trzech miesiącach spóźnienia urząd podatkowy zaczynał naliczać jeszcze po 10 funtów za każdy kolejny dzień zwłoki - i to nawet jeśli winowajca nie był winien choćby pensa podatku. Jak przewiduje kanclerz skarbu George Osborne, do 2020 roku takie automatyczne rozliczenia obejmą niemal wszystkich brytyjskich podatników. 

>>> Czytaj też: Balcerowicz chce oczyścić fiskalną stajnię Augiasza. Czeka nas reforma systemu podatkowego?