Przewodnik Khaled Yahiaoui powiedział, że z dnia na dzień odczuł wycofanie się polskich biur podróży z wycieczek do Tunezji. A dopiero co zostały podpisane kontrakty z touroperatorami. Obawia się, że teraz nie będzie miał kogo oprowadzać, przez co nie zarobi.

Do Tunezji najczęściej przyjeżdżali Francuzi - przed rewolucją z przełomu 2010-2011 roku ponad milion osób rocznie. Do tego dochodziło pół miliona Niemców i 350 tysięcy Brytyjczyków. Po rewolucji liczba turystów z Europy spadła o połowę.

Polacy też stanowili liczną grupę. W 2008 roku pojechało tam 200 tysięcy ludzi. Po rewolucji liczba ta spadła o 35 procent.

Przewodnik Abdelwaheb Khedimi wciąż jednak zaprasza naszych rodaków do Tunezji. Jego zdaniem, właśnie przyjazd turystów będzie oznaczać przegraną terrorystów.

Jeszcze kilka lat temu turystyka stanowiła 20 procent tunezyjskiego PKB. Po rewolucji jej udział spadł o pięć punktów procentowych. Po ostatnich zamachach spodziewany jest kolejny spadek.

>>> Czytaj też: Unia Europejska pomoże Tunezji w walce z terroryzmem