Opozycja jest rozbita, a społeczeństwo tkwi w marazmie - tak polityczną sytuację na Białorusi charakteryzuje Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Dziś białoruskie środowiska niepodległościowe i opozycyjne świętują Dzień Woli - nieuznawane przez Aleksandra Łukaszenkę białoruskie święto narodowe. Niegdyś było ono okazją do demonstrowania niezadowolenia z rządów reżimu.

Dziś, jak wyjaśnia ekspertka, opozycja nie ma wielkiego posłuchu w społeczeństwie i trudno tam mówić o nastrojach rewolucyjnych. Anna Maria Dyner wyjaśnia, że po wyborach prezydenckich 2010 roku białoruska opozycja została poddana bardzo silnej presji władz, wielu liderów zostało zamkniętych w więzieniach, a społeczeństwo ogarnął strach. Ekspertka wskazuje też na dużą winę samej opozycji, która jest podzielona, pogrążona we frakcyjności i wzajemnych animozjach.

Anna Maria Dyner zaznacza, że paradoksalnie - wydarzenia na Ukrainie i osunięcie od władzy Janukowycza przysporzyły Łukaszence punktów, jako gwarantowi stabilności w kraju. Jak wyjaśnia, Białorusini nie są skłonni wychodzić na ulice, bo są przekonani, że Rosja nie da Białorusi możliwości zwrotu na zachód. To, jak wskazuje ekspertka powoduje marazm i brak wiary, że coś można zmienić.

Dzień Woli - po polsku dzień wolności - świętowany jest na pamiątkę pierwszego obwieszczenia niezależności Białorusi. Stało się to 25 marca 1918 roku w Mińsku. Proklamowana przez działaczy niepodległościowych Białoruska Republika Ludowa przetrwała de facto kilka miesięcy - do zajęcia stolicy Białorusi przez bolszewików. 

>>> Czytaj też: Białoruś się zbroi. "Nasza armia powinna umieć adekwatnie reagować"