O powołaniu jednostek szybkiego reagowania w odpowiedzi na sytuację w Jemenie zdecydowała Liga Arabska.

Tu naturalny sojusz - trwa wolna religijna, w której sunnickie państwa, Arabia Saudyjska i Egipt chcą unicestwić szyickie bojówki. Nie da się jednak wykluczyć, że nowe wojska mogą w pewnym stopniu destabilizować region - mówi Grzegorz Dziemidowicz. Jak dodaje, nie wiadomo, jak na nowe jednostki zareagują szyici. Dyplomata przewiduje też, że ataki koalicji nadal będą następować z powietrza.

Dziemidowicz nie prognozuje długoterminowej działalności wspólnego wojska. Doświadczenia wskazują że to raczej krótkotrwała koalicja - mówi. Sojusz być może szybko osiągnie swoje cele, a długotrwała jego działalność, ze względu na animozje panujące w świecie arabskim, jest wątpliwa.

Jako argument Dziemidowicz wskazuje konflikt syryjski, który byłby już dawno rozwiązany, gdyby państwa Ligi Arabskiej rzeczywiście chciały skonstruować, siły które mogą zapobiegać krwawym i długotrwałym starciom.

O powołaniu wspólnych sił wojskowych zdecydowali przywódcy państw Ligi Arabskiej w trakcie weekendowego szczytu. Według mediów formacja ma się składać z 40 tys. żołnierzy z elitarnych oddziałów.

>>> Czytaj też: 650 zł miesięcznie. Krym i Donbas zrujnowały gospodarkę Ukrainy