Były premier podważył dwa atuty wyborcze konserwatystów: przekonanie, że tylko oni gwarantują dalsze odrodzenie gospodarki i że tylko oni mogą zapewnić krajowi renegocjację warunków członkostwa w Unii Europejskiej.

Tony Blair powiedział w swoim dawnym okręgu wyborczym w Sedgwick nad granicą ze Szkocją: "W kampanii Torysów mówi się o chaosie gospodarczym w razie wygranej Partii Pracy. Pomyślmy o chaosie, jaki wywoła możliwość - nie mówiąc już o realizacji - wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. Nagły brak bezpieczeństwa w miejscu pracy, odłożone, lub odwołane decyzje inwestycyjne, chmura nieprzewidywalności nad krajem. I w imię czego? Zaspokojenia grupy eurofobów, których i tak nie da się nigdy zaspokoić."

Tony Blair dodał, że najdziwniejsze jest to, iż konserwatywny premier Cameron, który obiecał Brytyjczykom referendum, sam wcale nie chce wystąpić z Unii.

Tony Blair stracił bardzo na popularności w kraju po interwencji w Iraku, a Partia Pracy odeszła od jego centrowej ideologii.

Ed Miliband został jej liderem na fali niezadowolenia z kompromisów Blaira z wielkim biznesem i z amerykańskimi neokonserwatystami George'a Busha. Ale interwencja byłego premiera w odległym Sedgewick odbiła się szerokim echem w brytyjskich mediach. 

>>> Czytaj też: Zombie w melonikach? Wielka Brytania szykuje ulgi podatkowe dla „brytyjskich” gier