W rozwoju społecznym Polska jest w tyle nie tylko za Niemcami, lecz także za Czechami i Słowacją – pokazuje najnowszy raport Social Progress Index. To zestaw dorocznie wyliczanych wskaźników, które mają mierzyć rozwój alternatywnie w stosunku do PKB. Nasz kraj w tegorocznej edycji zajął 27. miejsce na świecie. Słowacy wylądowali dwa, a Czesi – pięć oczek wyżej.

Ranking Social Progress Index opiera się na trzech ogólnych wskaźnikach, z których każdy dzieli się jeszcze na kilkadziesiąt szczegółowych. Organizacja Social Progress Imperative opracowuje go w oparciu o dane dostarczone m.in. przez WHO, UNICEF, Komisję Europejską i międzynarodowe instytucje badawcze.

Co można wyczytać z raportu? W porównaniu do naszych sąsiadów Polska gorzej troszczy się o podstawowe potrzeby obywateli. Czesi znaleźli się na 11., a Słowacy na 20. miejscu wśród 165 państw, które organizacja wzięła pod uwagę podczas tworzenia zestawienia. Polska w tej kategorii zajęła dopiero 34. pozycję. O tak niskiej lokacie zdecydowała między innymi słaba dostępność mieszkań. W tej kategorii znaleźliśmy się dopiero na 126. pozycji, wyprzedzając tylko takie kraje jak Jordania, Gabon czy Angola. Wypadamy tutaj kiepsko na tle krajów z podobnymi dochodami: Grecji, Chorwacji, Estonii, Turcji czy Malezji. Słabe oceny polskiego rynku mieszkaniowego potwierdza też raport serwisu Numbeo.com. Portal wyliczył, ile lat muszą pracować mieszkańcy Europy na własny lokal. O ile w brytyjskim Sheffield jego przeciętnemu mieszkańcowi wystarczą trzy lata i dwa miesiące, w Warszawie potrzeba ponad 11 lat. Polacy kupują też coraz mniejsze mieszkania, jeszcze w 2009 r. przeciętna powierzchnia użytkowa oddawanego przez dewelopera lokalu wynosiła 65,6 mkw. Dziś to o pięć metrów mniej.

Nasz kraj wypada gorzej niż Czechy i Słowacja także pod względem podstaw dobrobytu. Na ten wskaźnik składają się takie kategorie, jak: dostęp do wiedzy na poziomie szkoły podstawowej, dostęp do informacji, zdrowie i stabilność ekosystemu. Nasi południowi sąsiedzi są odpowiednio na 15. i 19. pozycji. Polska – na 24. W tej kategorii tracimy wiele przez wskaźnik samobójstw. Jesteśmy na 111. miejscu, ze wskaźnikiem wynoszącym ponad 16 samobójstw na 100 tys. mieszkańców. Źle wypadamy także pod względem otyłości populacji – według danych, które można znaleźć w raporcie, co piąty z nas przekracza normę. Dla porównania – w Japonii prawie nie ma osób z nadwagą, a w najlepszym pod tym względem europejskim kraju, Szwajcarii, ze zbędnymi kilogramami zmaga się 14 proc. populacji.

Od ubiegłego roku w Polsce znacznie pogorszył się wskaźnik stabilności ekosystemu, na który składa się między innymi bioróżnorodność i emisja gazów cieplarnianych. Jak pokazuje raport, cały nasz region powinien się zresztą podciągnąć, jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza. Zarówno Polska, jak i Czechy, Słowacja, Węgry są na szarym końcu rankingu państw. Nic dziwnego. Z raportu, który opracowała Europejska Agencja Środowiska (EEA), wynika, że między 2009 a 2011 r. niemal wszyscy mieszkańcy europejskich miast byli narażeni na oddziaływanie zanieczyszczeń w stężeniach, które przekraczały wytyczone przez Światową Organizację Zdrowia normy bezpieczeństwa. W pierwszej dziesiątce najbardziej zanieczyszczonych miast znalazły się wyłącznie polskie i bułgarskie metropolie. Wśród naszych miast najbardziej zanieczyszczony był Kraków. Zarówno otyłość, jak i zanieczyszczenia mają wpływ na przewidywaną długość życia. Polska jest pod tym względem na 34. miejscu na świecie. Przeciętny obywatel naszego kraju będzie żył ponad 76 lat. Najlepsi w zestawieniu Europejczycy, Włosi, będą dożywali średnio 82 lat.

>>> Polecamy: Studia odchodzą do lamusa. Młodzi wybierają pracę

Mocne strony

Raport Social Progress Index pokazuje także nasze mocne strony. W porównaniu do Czech i Słowacji jesteśmy krajem stwarzającym obywatelom większe szanse. Polska znalazła się na 25. miejscu, jeśli chodzi o dostęp do wyższej edukacji (Czechy – 30., Słowacja – 47.). Podobnie jak w ubiegłym roku jest też na wysokim, 16. miejscu w Rankingu Wolności Prasy.

Jak mówi Michael Green, jeden z ekspertów pracujących przy raporcie Social Progress Index, powstał on jako alternatywny w stosunku do produktu krajowego brutto sposób mierzenia rozwoju społeczeństw. – Często o PKB mówi się, jakby był wskaźnikiem przekazanym nam przez Boga na glinianych tablicach. Ale został on wymyślony w latach 30. ubiegłego wieku. W XXI stuleciu potrzebujemy bardziej efektywnego narzędzia – uważa. Raport SPI 2015 pozwala zobaczyć, że wysoki PKB niekoniecznie oznacza dobrobyt obywateli. W wielu kategoriach gorzej od Polski wypadły Stany Zjednoczone czy ogarnięte kryzysem kraje południa Europy. We Włoszech PKB per capita jest większy od polskiego o 12 tys. dol., a mimo to kraj znalazł się o cztery oczka w rankingu niżej. Z kolei pierwsza w rankingu Norwegia ma niemal taki sam dochód na osobę jak 39. Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Ranking Social Progress Index to coraz ważniejsze narzędzie do kształtowania polityki rozwojowej. Po publikacji edycji 2015 Walter Deffaa, dyrektor dyrekcji generalnej ds. polityki regionalnej i miast Komisji Europejskiej, oznajmił, że raport będzie jednym z kluczowych narzędzi, którymi komisja posłuży się, decydując, jak rozdzielić 63 mld euro między najbardziej potrzebujące wsparcia regiony Unii.